Opera Śląska w Bytomiu zaprezentowała w piątek 26 kwietnia premierę baletu Don Kichot do muzyki Ludwiga A. Minkusa, jednen z najbardziej popularnych baletów. Piękna bajkowa opowieść o miłości Kitri i Basilia, w tle z marzycielem i błędnym rycerzem z La Manchy poszukującym ideału piękna Miquela Cervantesa, od lat cieszy się niesłabnącym powodzeniem i jest równie chętnie oglądana przez widzów w każdym wieku.

Lekka, rytmiczna i melodyjna muzyka, zabawne przygody bohaterów, dynamiczne, świetnie skonstruowane, układy taneczne i odrobina humoru są magnesem od lat przyciągającym publiczność.
Tak też podeszli do tego twórcy barwnego bytomskiego przedstawienia.

Znany choreograf Henryk Konwiński zadbał o hiszpańsko-cygański klimat, wartką akcję i dynamikę scen zbiorowych, odrobinę humoru oraz efektowność popisowych wariacji głównych bohaterów. Współpracująca z nim Liliana Kowalska dokonała udanej, nawiązującej do rosyjskich i radzieckich tradycji, rekonstrukcji sceny Driadi wielkiego pas de deus wywiedzionej z pierwotnej choreografii Mariusa Petipy. Co świetnie wpisało się w całą inscenizację. Idealnego partnera odnaleźli choreografowie w osobie Ireneusza Domagały, twórcy bajecznie kolorowej, a przy tym efektownej scenografii oraz kostiumów.
Wszystko to razem wzięte tworzy interesujące przedstawienie, które ma szansę cieszyć się dużą popularnością. W przedstawieniu bierze udział niemal cały zespół baletowy Opery Śląskiej, w którym odnajdujemy sporo obcokrajowców. Główne role tańczyli z powodzeniem: Michalina Drozdowska – Kitri, Duglas de Oliveira Ferreira – Basilio, Keisuke Komori – Espada, Al Okuno – Uliczna tancerka.

Rolę tytułowego bohatera powierzono Danielowi Alexandrowowi, który stworzył udany portret chudego szlachcica żyjącego w swoim świecie idealnego piękna. Chwile humoru zapewniła udana kreacja Jacka Drozdowskiego, który bawił w roli Gamacha, bogatego zalotnika Kitri.

To oni, ujmując ekspresją i elegancją ruchu, nadawali ton całemu przedstawieniu. Oczywiście zdarzały się potknięcia natury technicznej (brak pełnej synchronizacji w scenach zbiorowych, nie w pełni udane skoki, ruch nie zawsze zgodny z muzycznym akcentem), na szczęście nie zaburzały one pozytywnego wrażenia jakie pozostawia całe przedstawienie, w którym zespół baletowy Opery Śląskiej udowodnił, że drzemie w nim potencjał pozwalający mieć nadzieję, na kolejne udane premiery baletowe. Na zakończenie wypada wspomnieć o Arfie Dasashevie, dyrygencie, który dobrze współpracował z tancerzami dbając przy tym o tempa i dynamikę muzyki.
Adam Czopek