Przegląd nowości

Pieśni bez słów i urzekająca klarnecistka

Opublikowano: środa, 03, kwiecień 2019 11:57

Modna w dobie romantyzmu forma muzyczna, w tym przypadku może zostać odniesiona do  wolnych ogniw w tempie Adagio z Koncertu skrzypcowego D-dur op. 77 Brahmsa i II Symfonii C-dur op. 61 Roberta Schumanna, ucznia i mistrza, których łączyła głęboka przyjaźń i muzyczne powinowactwa. I właśnie te utwory zaprezentowane zostały w ramach koncertu Orchestre des Champs Élysées pod dyrekcją Philippe'a Herreweghe i z udziałem niemieckiej skrzypaczki Isabelle Faust 28 lutego w sali koncertowej krakowskiego Centrum Kongresowego.

 

Herreweghe,Krakow 1

 

Artystka, dysponując znakomitą techniką, przejawiającą się w nieskazitelnej artykulacji i nośnym dźwięku, nigdy nie nadużywanym, przede wszystkim skupiła się na wydobyciu romantycznych aspektów tej kompozycji, do których należy operowanie kontrastami. Służyła im wyszukana agogika, polegająca na operowaniu allentandem, prowadzącym prawie do zamierania przebiegu muzycznego, po którym następowały wybuchy acceleranda, przydające tempa. To także ściszenia, którym przeciwstawiane były powroty energicznego tematu głównego pierwszej części, ale bez stosowania przesadnej dynamiki, albowiem w przeważającej mierze artystka pozostawała w przedziale pomiędzy piano i mezzoforte.


W zaprezentowanej kadencji, na wzór fortepianowej wersji Koncertu skrzypcowego D-dur Beethovena, towarzyszyło solistce dyskretne tremolowanie kotłów, przy których zasiadała Marie-Ange Petit. Isabelle Faust czujnie towarzyszyła orkiestra, wyróżniająca się brzmieniem głęboko osadzonym w instrumentach, dzięki czemu tutti nigdy nie było równoznaczne ze zgiełkliwością czy hałaśliwością.

 

Herreweghe,Krakow 2

 

Nie wszystko w tym wypadku da się wytłumaczyć łagodniejszym dźwiękiem historycznych smyczków zaopatrzonych w jelitowe struny. Poza tym w skrajnych ogniwach na pierwszy plan od czasu do czasu wysuwał się bardziej przenikliwy dźwięk historycznych fletów. Solistka i dyrygent dwóm pierwszym ogniwom Koncertu: Allegro non troppo i wspomnianym Adagio nadali przede wszystkim liryczne znamiona, a zarazem jakby zamierzali wydobyć akademicki charakter tej muzyki.

 

Herreweghe,Krakow 3

 

Dopiero w rondzie Allegro giocoso, ma non troppo vivace zdecydowali się na w pełni symfoniczny rozmach, zgodnie z przypisywanym temu utworowi takim właśnie charakterem. Nie do końca jedynie komponowała się z tym repertuarem zbyt „rapsodyczna”, jakby to ujęła prof. Alicja Helman, rustykalna sukienka niemieckiej artystki. Zrazu w symfonii Schumanna wydawało mi się, że Philippe Herreweghe stworzył wspaniały instrument jakim jest Orchestre des Champs Élysées, ale może powinien go powierzać innym dyrygentom o większym temperamencie, nieograniczającym się do taktowania.


Przecież lutnicy, tworzący znakomite skrzypce, jak Stradivarius, na którego instrumencie grała w pierwszej części Isabelle Faust,  sami nie brali ich do ręki i nie grali, przynajmniej publicznie. Dopiero w pełni doceniłem tego artystę w Schubertowskim z ducha Scherzu, jakby przepisanym z analogicznego ogniwa z Symfonii C-dur „Wielkiej” tamtego, której partyturę zresztą odnalazł Schumann w archiwum Wiedeńskiego Towarzystwa Muzycznego.

 

Herreweghe,Krakow 4

 

Zdaje się ono sprawiać wrażenie prawdziwego perpetuum mobile, mechanizmu, które raz wprawione w ruch, nie zatrzymuje się nigdy w swym niepohamowanym pędzie. Po raz kolejny też zwróciły na siebie uwagę instrumenty dęte drewniane, koncertujące w triu. W Adagiu zabrakło mi jednak efektu espressivo, którym to terminem określenia,  kompozytor opatrzył oznaczenie tempa w tym ogniwie.

 

Herreweghe,Krakow 5

 

W końcu dał on znać o sobie w szerokim oddechu śpiewnie płynącej melodii w partii klarnetu, dzięki zjawiskowo grającej na nim Nicoli Bound. Dopiero w finale Allegro molto vivace dyrygent pozwolił sobie na większe crescenda, które za sprawą oszczędnego ich stosowania wywarły odpowiednie wrażenie, nie zostając wcześniej zużyte pod względem wyrazowym. Dzięki temu wykonaniu Schumannowskiej symfonii jeszcze bardziej niesprawiedliwie i niewdzięcznie zabrzmiała przywołana w pamięci niepochlebna opinia Chopina o tym kompozytorze jako o „mdłym Saksończyku”, mimo że właśnie on witał go w Wiedniu jako przybywającego geniusza. 

                                                                                  Lesław Czapliński