Legendą biblijnego Samsona, którego siła i potęga tkwiła w jego włosach, interesował się już Wolter, który w 1733 r. naszkicował libretto tragedii muzycznej dla Jeana Philippe Rameau. Nic z tego jednak nie wyszło. Dla Saint-Saënsa libretto napisał Ferdinand Lemaire, który oparł je na epizodach z 14. rozdziału "Księgi Sędziów".
Jednak temat nie przypadł do gustu żadnemu dyrektorowi teatru operowego, więc kompozytor odłożył projekt na bok i zaczął komponować inne dzieła. Dopiero spotkanie z Franciszkiem Lisztem odmieniło bieg historii tej opery. To Liszt zapewnił Camille'a Saint-Saënsa, że premiera opery odbędzie się w jego Hoftheater w Weimarze. Opera Camille'a Saint-Saënsa to dzieło mające zarówno cechy wielkiej opery historycznej, z monumentalną scenografią i heroiczną fabułą, jak i opery lirycznej i romantycznej z kameralną i nastrojową muzyką.
Jej popularność nie dorównuje popularności Traviaty Verdiego czyTosci Pucciniego, tym niemniej jeżeli tylko znajdą się odpowiedni wykonawcy niełatwych partii tytułowych bohaterów zawsze może liczyć na zainteresowanie publiczności. Polska premiera Samsona i Dalili miała miejsce w 1903 roku na scenie Opery Warszawskiej, bez większego jednak sukcesu. Śpiewano po włosku, reżyserował Władysław Floriański. Premierę w polskiej wersji językowej przygotowała w 1906 roku Opera Lwowska.

Później jeszcze dwukrotnie sięgano po to dzieło; Warszawa w 1919 roku, reżyseria Henryk Kawalski oraz Poznań w 1930 roku, reżyseria Stanisława Jarockiego. Najnowszą inscenizację Samsona i Dalili można od soboty 30 marca oglądać na scenie Teatru Wielkiego w Łodzi, który pierwszy raz w swojej historii wystawił to wyjątkowo rzadko goszczące na naszych scenach dzieło Camille’a Saint-Saënsa.

Dotychczas wystawiła je tylko Opera Bałtycka w Gdańsku w 1975 roku oraz dwukrotnie Opera Wrocławska w 1994 i 2009 roku. W Gdańsku w partii Dalili wystąpiła rozpoczynająca właśnie swoją międzynarodową karierę Stefania Toczyska, we Wrocławiu powierzono tę partię Ewie Podleś (1975) i Edycie Kulczak (2006). W Teatrze Wielkim w Łodzi oglądaliśmy inscenizację zrealizowaną przez Marka Weissa – reżyseria, Marcela Sławińskiego i Katarzynę Sobańską – dekoracje oraz Isadorę Weiss – choreografia i projekty kostiumów. Premierę pod względem muzycznym przygotował gościnnie bułgarski dyrygent Vladimir Kiradjiev. Partie głównych bohaterów powierzono, Agnieszce Makówce i Dominikowi Sutowiczowi.
Początek przedstawienia został potraktowany bardziej jako oratorium niż opera, ale trudno żeby było inaczej skoro w tym bardzo statycznym akcie wątła akcja rozwija się wolno. Kolejne dwa akty były już w tym względzie znacznie mniej statyczne, choć wielkich porywów dynamiki akurat w tej operze trudno się doszukać. Imponuje prosta pozwalająca na efektowną organizację mrocznej przestrzeni scenicznej scenografia, której najważniejszym elementem są potężne wrota umożliwiające sprawne przenoszenie akcji z miejsca na miejsce.

Marek Weiss z powodzeniem wykreował klimat poszczególnych scen - zwłaszcza tych rozbudowanych chóralnych, czy pełnej intensywności sceny miłosnej między Dalilą a Samsonem, który wyjawia jej tajemnicę swej legendarnej siły, co ona bezwzględnie wykorzystuje by go upokorzyć, czego kiedyś doznała za jego sprawą.

Pomagały mu w tym dobra reżyseria świateł i udane projekcje autorstwa Hektora Weriosa. Inscenizacja z jednej strony eksponuje konflikt dwóch kultur, ale tak naprawdę akcentuje i odkrywa dramat kochanków zżeranych przez wzajemne pożądanie. Agnieszka Makówka w partii pięknej Filistynki Dalili, stworzyła – jak na mój gust - niezbyt przekonującą kreację bezwzględnej, mszczącej się za wcześniejsze odrzucenie, uwodzicielki. Jej głos nie uwodził ani erotyzmem ani zmysłową wyrazistością emocjonalną, na dodatek nie zawsze przebijał się przez orkiestrę.
Jednak – przyznaję – swą popisową arię Mon coeur s’ouvre á ta viox jak i następujący po niej duet z Samsonem zaśpiewała pięknie. Dominik Sutowicz w roli Samsona zaprezentował wszystkie walory swojego głosu imponującego, wolumenem i potęgą brzmienia, Jego kreacja ujmowała też sposobem prezentowania emocji.

Sprawdził się wokalnie Zenon Kowalski w roli Arcykapłana, jednak jego kreacji zabrakło wyrazistości. A przecież to właśnie intrygi Arcykapłana nadają całej opowieści dramatyczny wymiar. Premierą dyrygował Vladimir Kiradjiev, któremu udało się wydobyć z bogatej partytury wiele brzmieniowych niuansów. Muzyka Camille'a Saint-Saënsa dobrze brzmiała pod jego czujną batutą, a dyrygent precyzyjnie prowadził wiele scen ansamblowych i chóralnych. Dla pełnego obrazu należy zaznaczyć dobre przygotowanie chóru imponującego wyrównanym brzmieniem i wokalną dyscypliną.
Adam Czopek