Zło jest banalne mawiała Hannah Arendt. Judasz będący popularnie synonimem zdrady „Najwyższego”, też jest taki. Na scenie Collegium Nobilium jego pospolitość tylko śmieszy albo budzi odruch politowania. Nie ma tutaj żadnego moralizowania, piętnowania czy biczowania. Nie pada ani jedno słowo o srebrnikach, bo ten Judasz stara się żyć dobrze ze wszystkimi sąsiadami, z aniołem, diabłem, z Jezusem.

Chce być wydajnym rolnikiem, by gospodarstwo przynosiło dochód. Co w tym złego? Ma matkę i dziewczynę, zajmuje się rolnictwem, uprawia pole i dogląda krów. Twórca przedstawienia, student reżyserii Sławomir Narloch, jest absolutnym omnibusem teatralnym, bo nie dość, że wymyślił spektakl Oratorium o mleku, to je wyreżyserował, napisał całkiem zgrabne teksty piosenek i zaprojektował scenografię.

Bardzo pomógł mu twórca muzyki Jakub Gawlik, akordeonista, który sprowadził na scenę sporą grupę instrumentalistów. Część z nich to dęty kwintet jazzowy, jest też grupa instrumentów etnicznych, jak cymbały, lira korbowa, fujarki, dudki, a nawet piła. Muzyka towarzysząca akcji, a także akompaniująca wokalistom ciągle zmienia się. Głównie jest rytmiczna i etniczna, w stylu Gorana Bregovicia, który oprawiał filmy Emira Kusturicy, ale instrumenty etniczne czasami grają solo tworząc nastrój, akustyczną atmosferę dla scen lirycznych. Główni bohaterowie oratorium są zdublowani.
Świetna aktorsko matka Judasza sama śpiewa bez towarzyszenia instrumentalnego, ale tak samo jak pozostałe postacie – Anioł, Diabeł, Jezus i dziewczyna Judasza, ma swoją zmienniczkę, która dobrym głosem wykonuje swoje songi w jej imieniu. Czasami zespół wokalny tworzy mały chórek śpiewający na głosy, czasami aktorzy tańczą. W przedstawieniu, które jest skrzyżowaniem naiwnych ludowych jasełek z poważniejszą formą muzyczno-teatralną pełno jest rozmaitych pomysłów inscenizacyjnych świadczących o wyobraźni autora Oratorium. Scena, gdy poznający się coraz lepiej zakochani muszą razem skakać przez wielką skakankę kręconą przez reprezentanta „dobra” i „zła” staje się zarazem praktyczna i symboliczna.

Scena, w której krowa się cieli niesie przekaz niemal naturalistyczny i do tego angażuje publiczność. Niezłe są pomysły sugerujące, że młoda matka karmi Judasza piersią, zaś Jezus jest na krzyżu. Tutaj swoją rolę gra naturalne drewno. Aluzja do śmierci Judasza na gałęzi jest z kolei tylko echem jego wyrzutów sumienia, tak jak i jego rozmowy z Ukrzyżowanym, któremu nasz bohater podaje piwo, ale potem bije po twarzy. Hipotetyczna wieś położona gdzieś na krańcu Polski ma dla rozmaitych ludzkich postaw mnóstwo akceptacji.

Sąsiedzi starają się sobie pomagać w trudnych chwilach, nie zawsze są tutaj bezinteresowni, ale nie wtrącają się zbytnio w prywatne życie mieszkańców wioski. Mają dużo wyrozumiałości dla ludzkich wad, bo pewnie sami nie są dużo lepsi. Taki jest morał przedstawienia Sławomira Narlocha, które powstało we współpracy z Akademią Teatralną w Warszawie jako efekt seminarium dla studentów reżyserii, a zostało premierowo zaprezentowane w ramach festiwalu Nowe Epifanie.
Joanna Tumiłowicz