Przegląd nowości

Małgorzata w szlafroku

Opublikowano: środa, 20, luty 2019 21:51

Mieszane uczucia towarzyszą po premierze opery Faust Charlesa Gounoda w reżyserii Karoliny Sofulak. Najlepsza, wręcz wzorowa wydaje się być tylko praca dyrygenta Gabriela Chmury z orkiestrą Teatru Wielkiego w Poznaniu. Zespół gra jędrnie, precyzyjnie, emocjonalnie. Świetnie towarzyszy solistom, którzy zresztą mówiąc kolokwialnie, mają czym śpiewać i ani razu nie miałam wrażania, że zmagają się z natłokiem dźwięków płynących z kanału orkiestrowego. Dobrze też spisywał się Chór Operowy przygotowany przez Mariusza Otto.

 

Faust Poznan 8

 

Na czoło solistów wybijał się koreański tenor Sehoon Moon, który jak się dowiadujemy, debiutował w głównej roli. U tego śpiewaka nie było żadnej wypchniętej, sforsowanej nuty, choć z drugiej strony jego kreacja muzyczna (i sceniczna) wypadła dosyć chłodno i obojętnie. Po prostu Sehoon Moon, który całkiem sprawnie posługuje się też językiem polskim, okazał się bezusterkowym wykonawcą powierzonej mu roli. Bezbłędnie wypadł w partii Walentego Michał Partyka, którego trzeba zaliczyć do czołówki polskich barytonów. Mogłabym bardzo pochwalić wykonawczynię roli Małgorzaty Monikę Mych-Nowicką, zwłaszcza za Arię z klejnotami, którą śpiewała przed przerwą. W kolejnych scenach dało już o sobie znać zmęczenie i wszystkie wysokie tony miały emisyjną skazę, były wysilone, nawet niedociągnięte, a nie pięknie rozwinięte i dramatyczne.


Mniej takich problemów miały obie mezzosopranistki. Olga Maroszek jako Marta i Magdalena Wilczyńska-Goś jako Siebel nie musiały niczego śpiewać poza skalą, ale wdzięczna aryjka o więdnących kwiatkach nie ujmowała za serce, zabrakło chyba doświadczenia i muzycznej maestrii. Jaromir Trafankowski w roli Wagnera mógł się podobać dzięki poprawnej emisji i swobodzie wokalnej, ale jego partyjka była dosyć skromna. Popisowe arie basowe wykonał solidnie przygotowany Mefisto – Rafał Korpik, bardzo chwalony za to, że zdecydował się na kilka godzin przez premierą zastąpić bardziej renomowanego Wojciecha Śmiłka.

 

Faust Poznan 9

 

Głos i postawę diabelską ten solista oczywiście posiada, ale w niejednym miejscu po prostu pokrzykiwał, jakby nie był pewny, czy jest dobrze słyszalny. Inaczej wypadła ocena inscenizacji, którą zawdzięczamy reżyserce Karolinie Sofulak, scenografowi Charlesowi Edwardsowi i kostiumolożce Sue Willmington. To co napisała o swych założeniach ideowych Karolina Sofulak jest na granicy bełkotu. Wedle niej świat, który widzi Faust, zdaje mu się groteskowy, przerażający i pełen podziałów. 

 

Faust Poznan 10

 

Żyje w nim jednak Małgorzata – według Fausta jedyna nadzieja na zbawienie. Ona zdaje się być najpełniejszym odzwierciedleniem idei humanizmu, w którą tytułowy bohater żarliwie wierzy. To były jednak tylko słowa, bo rzeczywistość sceniczna przedstawiała się całkiem inaczej. Faust był bezbarwnym, wyalienowanym świadkiem rozgrywających się wydarzeń, zaś postać Małgorzaty kompletnie zdegradowaną, by nie powiedzieć mało interesującą kobietą. Reżyserce i kostiumolożce skutecznie udało się obrzydzić tę bohaterkę. Przyjmuje ona gości w piżamie, czasem zakłada frotowy szlafrok, pali papierosy, a w oryginale powinna być niewinną 12-letnią bodaj dziewczyną.


Oczywiście nieporozumieniem były pomysły autorki kostiumów, która z przyzwoitej, choć nie idealnej figury solistki zrobiły „babola”, ale również reżyserka nie była tutaj bez winy. Udało się jedynie nakreślenie zgodnie z planem sylwetki Walentego, jako zakłamanego bigota. Można się też zgodzić na ustawienie roli Mefista, który całkowicie opanował nijakiego w swym wyrazie Fausta. Ten zaś wspina się na dach kontenera, w którym stoi wysłużona wersalka z lat 60. i wyśpiewuje pochwały pod adresem „czystego, niczym nieskalanego domku”. To już prawie kabaret.

 

Faust Poznan 11

 

Bardziej sensowna jest scena w siłowni, gdzie ćwiczą się miejscowe osiłki, w tym Walenty i Wagner, aby wziąć udział w jakiejś potyczce z użyciem kijów bejsbolowych. Trzeba przyznać – to się autorom inscenizacji udało – ukazanie świata, w którym rządzi przemoc, wykluczenie, nienawiść. Na tym tle finał, patos, zbawienie Małgorzaty, wygląda jak zupełna aberracja. Parę ciepłych słów można powiedzieć o dekoracjach zaprojektowanych przez Charlesa Edwardsa.

 

Faust Poznan 12

 

Mieszkanie uczonego Fausta robi wrażenie ascetyczne i dobrze. Miasteczko jest z dziecięcym rozmachem naszkicowane ołówkiem na białych planszach zaś główną dekoracją jest wielofunkcyjna i nieustannie przesuwana oraz obracana ni to szafa, ni to konfesjonał, albo automat do gry. W ten sposób można błyskawicznie zaaranżować celę Fausta, kościół, salon gier. Od czasu do czasu wtaczane jest też na scenę wysoko wypiętrzone łoże, jakby wersalka w kontenerze Małgorzaty nie nadawała się do czynności erotycznych. Warto też zauważyć grupę tancerzy pokierowanych przez Jarosława Stańka. Panowie są diablikami na usługach Mefista, oni też z zapałem przesuwają uniwersalną szafę i łoże rozpusty. Panie są, a jakże, ponętnymi diablicami, kusicielkami. I tutaj trzeba uznać kwalifikacje autorki kostiumów. W tej jednej scenie nie dała plamy. 

                                                                         

                                                                     Joanna Tumiłowicz