Przegląd nowości

„Faust” Charlesa Gounoda. Premiera w Poznaniu

Opublikowano: wtorek, 19, luty 2019 18:53

Arcydzieło Gounoda miało dziwne losy. Przez 100 lat od prapremiery w Grand Opera w Paryżu (1859) było najczęściej wystawianą operą. Nowojorska Metropolitan w 1883 roku od niego rozpoczęła pierwszy sezon. Od lat 60-tych XX wieku wystawia się Fausta coraz rzadziej. Przyczyną moim zdaniem jest libretto. Co do muzyki, wbrew muzykologom kręcącym nosami na jej łatwą melodyjność, uważam że jest wspaniała.

 

Faust Poznan 1

 

Z jej melodii inny kompozytor wymyśliłby trzy opery i też byłyby świetne. Libretto, wywodzące się jak wiadomo z dzieła Goethego, jest mierne. Już za życia Gounoda kpiono, że jego twórcy – gra słów – zoperowali niemieckiego geniusza pozbawiając go filozoficznej głębi i klecąc banalną historyjkę o uwiedzionej i porzuconej. Nielogiczności są liczne. Szurnięty (przepraszam za słowo) brat Małgorzaty Walenty daje się bez sensu zabić tylko dlatego, że jego ukochana siostra przespała się z młodym facetem. Mefistofeles, który kapituluje na widok skrzyżowanych mieczy, ni stąd ni zowąd czuje się komfortowo w kościele, gdzie prześladuje Małgorzatę.


Dobry reżyser powinien znać te mielizny i ich unikać. Widziałem inscenizacje Fausta w których Mefisto nie pojawiał się osobiście w kościele. Słychać było tylko jego głos – domyślnie w zmąconym umyśle Małgorzaty. Mam nieodparte wrażenie, że Pani Reżyser Karolina Sofulak nie przeczytała ani razu dokładnie libretta, a o muzyce Gounoda też ma słabe pojęcie.

 

Faust Poznan 2

 

W akcie IV Mefisto śpiewa szyderczą serenadę pod oknami domku Małgorzaty. Muzyczne arcydzieło. Ale Pani Wybitna Reżyser muzyce nie wierzy i w tym czasie karze zbirom, który wrócili z wojny znęcać się nad Bogu ducha winnym Siebelem, który w libretcie w tej scenie jest nieobecny. Efekt!!!! Efekt za wszelką cenę i całkowicie bez sensu. Nota bene ci wracający z wojny żołnierze (słynny chór) to jacyś idiotyczni kibole z pałkami. 

 

Faust Poznan 3

 

A co ma znaczyć na końcu opery przy słowach chóru „Chrystus zmartwychwstał” biało ubrana dama z obfitym biustem i w koronie? Maria Magdalena, Matka Boska czy Chrystus przebrany feministycznie za kobietę? Faust śpiewa swoją słynną arię „Salut demeure chaste et pure” na dachu domku Małgorzaty. Gramoli się tam z trudem, a muzyka sugeruje nie dach, lecz pachnący ogród. Potem zwyczajnie schodzi po schodach. Po co? Po co wchodził i po co schodził? Mefisto ma w tym akcie słynną arię o zaklinaniu kwiatów, których zapach ma odurzyć Małgorzatę. Ale zamiast orgii kwiatów mamy jeden ogryzek (z daleka nie widać czy to róża, goździk czy coś innego).


Wygląda to naprawdę mizernie. Ostatnia scena to w operze próba uwolnienia Małgorzaty z więzienia. Mefisto śpiewa o śpiącym strażniku i daje Faustowi klucze. Ale u Pani Sofulak jesteśmy w zrujnowanym domku Małgorzaty z napisem na ścianie WHORE (DZIWKA), a Małgorzata siedzi nie w lochu tylko we własnym pokoju na kanapie ??????????????? Mógłbym mnożyć idiotyzmy, ale już sobie i czytelnikom daruję. Jeszcze jedno, chociaż narażę się politycznej poprawności. W Fausta wcielił się Azjata. Jest malutki.

 

Faust Poznan 7

 

Mefisto po przemianie ze starca w młodzieńca dał mu kostium przypominający samuraja z mieczem (reszta ubrana jest współcześnie), raczej mało gustowny. Biedny niemiecki filozof po przemianie wygląda jakby miał żółtaczkę. No ale takie są prawa najbardziej nonsensownej i najwspanialszej ze sztuk, czyli opery. Desdemona może być czarna, a Otello biały. Z satysfakcją donoszę, że poziom muzyczny premiery był wspaniały. Dyrektor Gabriel Chmura nie pozbawiając muzyki Gounoda właściwej jej słodyczy wniósł energię i żar emocjonalny.

 

Faust Poznan 5

 

To daje tej nieco staroświeckiej operze życie, wigor i i barwność. Faust Gounoda zasługuje na lepszy los niż w ostatnich dziesięcioleciach i poznańska premiera (a z dumą zauważam, że Teatr Wielki w Poznaniu pod dyrekcją Renaty Borowskiej po prostu istnieje w światowym krwiobiegu kulturalnym, czego żadna mniej udana reżyseria nie zmieni, bo nieudane bywają wszędzie, a eksperymentować trzeba, za to ja jestem od krytykowania bądź chwalenia – TYLKO WE WŁASNYM IMIENIU) daje temu dowód.


Ocenę wykonawców głównych partii zacznę od niespodzianki. Chorego basa światowej sławy przeznaczonego na premierę zastąpił w ostatniej chwili Rafał Korpik. I miał jako Mefistofeles swój wielki dzień. Piękny, bogaty głos, który wreszcie mógł pokazać w jednej z najtrudniejszych partii basowych swoją klasę. Była to jego życiowa szansa i w pełni ją wykorzystał.

 

Faust Poznan 6

 

Tenor Sehoon Moon nie ma szczególnie ładnego głosu – nieduży i suchy – ale śpiewał perfekcyjnie. To się zdarza. Natura nie obdarzyła, ale instrument sprawny. Gwiazdą była Monika Mych-Nowicka. Perfekcyjna technicznie, urzekająca barwą głosu i amplitudą dźwięku. Szkoda, że nie po raz pierwszy kostiumolog ją źle ubrał. Ma obfite kobiece kształty, które strój może uwydatnić. A tu ją zeszpecono.

 

Faust Poznan 4

 

Nie jestem wielbicielem nieco ostrego barytona Michała Partyki (Valentin), ale śpiewał świetnie. Także aktorsko stworzył z idiotycznego brata Małgorzaty, fanatyka błony dziewiczej, postać w miarę wiarygodną i chociaż trochę po ludzku sympatyczną. Facet głupi, ale wierzący. W sumie. Nie będzie sumy, bo uczucia mam mieszane. Na pewno nie zechcę obejrzeć ponownie inscenizacji Pani Wybitnej Reżyser, bo to ponad moje siły. Na pewno też ponownie wysłucham moich około 40-tu nagrań Fausta na płytach, bo lubię tę operę.

                                                                                

                                                                                 Piotr Nędzyński