Przyznam szczerze i po prostu, że nie lubię tej opery. Muzyka wydaje mi się wymuszona i wtórna (a to Wagner, a to Debussy, a to Moniuszko i jeszcze nie wiem kto). Niewiele da się z niej zapamiętać. Ale to kompozytor (do tego premier i pianista wirtuoz), jakich niewiele mamy.

Poznańska premiera zrobiła moim zdaniem więcej dla tego dzieła niż jakakolwiek wcześniej i z realizatorów ktokolwiek przedtem. Siedziałem zafascynowany. Przede wszystkim dzięki inscenizacji. Marek Weiss (dawniej Grzesiński) pokazał tu mistrzostwo niebywałe, nie po raz pierwszy zresztą. Udowodnił, że naprawdę można ramotę wystawić współcześnie, a do tego logicznie i porywająco emocjonalnie. Cyganie to nie są u niego folklorystyczni obcy, lecz współcześni nomadzi na motorach przemierzający swobodnie świat. Wieś to nie jakaś tam wieś, lecz współczesne polskie społeczeństwo zamykające się na obcych. Ulana to cudownie piękna postać kochającej kobiety, wrażliwej i czułej, a przy tym mądrej.
Nie popełnia samobójstwa, bo ważniejsze jest życie, chociażby, a może przede wszystkim dla dziecka. Sam Manru – rozdarty między miłością do kobiety i pragnieniem wolności, swobody, to też bardzo wyrazista postać, która budzi nasze zrozumienie i współczucie. Marek Weiss – brawo!!! Czekam na następne dzieła.

Muzycznie dzieło poprowadzone było tak, że nagle polubiłem tę muzykę. Tadeusz Kozłowski jest mistrzem opery w takim sensie jak byli maestri italiani. Wrażliwy na niuanse orkiestralne przede wszystkim jednak kocha śpiewaków. To miód dla mnie. Bo w operze w moim rozumieniu najważniejszy jest śpiew.

Śpiewacy byli świetni. Magdalena Nowacka ze swoim głosem, który przypomina nieśmiertelną Renatę Tebaldi to balsam dla uszu. I aktorsko była w pełni przekonująca. Mocny tenor Dominika Sutowicza oddał w pełni sprawiedliwość niełatwej partii tytułowej. Mikołaj Zalasiński jako Urok jest nie do pobicia – nie ma rywali. Galina Kuklina po latach nieobecności na poznańskiej scenie naprawdę błysnęła w partii Azy. I co za sex-appeal! Wreszcie Anna Lubańska jako Jadwiga. Światowej klasy mezzosopran i śpiewaczka, która wzgardziła wielką karierą, żeby śpiewać w Polsce. Szkoda, że nieudolny dramaturgicznie Paderewski nie pozwolił tej postaci powrócić w ostatnim akcie.
Piotr Nędzyński