Tym razem wszakże nie odnosi się to do orientacji seksualnej. Ale koloru strojów tytułowej bohaterki opery Nico Muhlyego i czwórki jej sobowtórek, układających się mniej więcej w barwy tęczy. Symbolizuje to różne skłonności Marnie jakby obiektywizujące się pod kilkoma postaciami.

Widzom na świecie tytuł ten kojarzy się przede wszystkim z głośnym filmem Alfreda Hitchcocka, ale dla publiczności anglojęzycznej w równej mierze punktem odniesienia jest literacki pierwowzór – powieść Winstona Grahama – do których przede wszystkim sięgnęło libretto Nicholasa Wrighta. Jednakże w inscenizacji Michaela Mayera na scenie nowojorskiej Metropolitan Opera (transmisja kinowa, obejrzana w krakowskim Kijów Centrum, należącym do sieci Apollo Film) od czasu do czasu wyświetlane są czarno-białe fotogramy – nieruchome kadry z twarzą Tippie Hedren ze wspomnianego filmu.
Fabuła wywiedziona została z powierzchownie przyswojonej psychoanalizy, zresztą jedna ze scen rozgrywa się na kozetce u praktykującego tę dyscyplinę, kiedy bohaterka odtwarza przeżycia z dzieciństwa i wyniesione stamtąd urazy, które zadecydować miały o jej przyszłych losach, a więc okradaniu kolejnych pracodawców i wynikających z tego zmianach tożsamości, przy czym nieodmiennie imiona i nazwiska rozpoczynają się od tych samych inicjałów na litery „M” i „H”. W ten sposób Marnie uciekać ma od wmówionego jej przez matkę przyczynienia się do śmierci małego brata.

Czy autor opery o złodziejce, by uwiarygodnić jej skłonności, przywłaszczył sobie przy pisaniu muzyki zapożyczenia z twórczości innych kompozytorów? Nico Muhly, trzydziestosiedmioletni twórca amerykański ma już na swym koncie dwie opery oparte na autentycznych zdarzeniach: Mroczne siostry (o poligamii praktykowanej w odłamie mormonizmu) oraz Dwóch chłopaków (o niebezpieczeństwach związanych z poruszaniem się nastolatków w cyberprzestrzeni i zatarciem granicy pomiędzy światem rzeczywistym i wirtualnym) – ci ostatni także zostali zamówieni przez nowojorską Metropolitan Opera.

Jest on przede wszystkim sprawnym ilustratorem sytuacji scenicznych. Kiedy miejscem akcji są biura, zmechanizowany charakter wykonywanej tam pracy znajduje wyraz w minimalistycznym kształtowaniu materiału tematyczno-rytmicznego, uporczywie powtarzającym te same formuły melodyczno-metryczne, ulegające bardzo powolnym i ledwo dostrzegalnym przekształceniom.
Z kolei niepokojące ostinato towarzyszy scenie polowania, podczas którego bohaterka, chcąc uratować brzemienną lisicę naraża swego ukochanego konia na upadek i śmiertelną kontuzję i w końcu sama oddaje do niego strzał. Dramaturgia opery oparta jest przede wszystkim na przemienności scen zespołowych i kameralnych (spotkanie z matką, partia pokera, wspomniany seans u psychoanalityka) lub solowych, w których dochodzą do głosu przeżycia postaci i natura łączących ich relacji.

Szwagra bohaterki, naznaczonego od urodzenia szpecącym piętnem na twarzy, co staje się źródłem trapiącej go chorobliwej nerwicy, określa typ przyporządkowanego mu, sztucznego głosu kontratenorowego. W tej roli wystąpił angielski śpiewak Iestyn Davies. Każdej z głównych postaci kompozytor przyporządkował wyodrębniający się z orkiestry instrument, jakby dopowiadający wyrażane przez nie głosem przeżycia. I tak w przypadku Marnie jest to obój, jej męża Marka puzon, wspomnianego szwagra Terryego trąbka, a matki altówka.
Jest to zatem muzyka funkcjonalna, ściśle powiązana z akcją, choć nieco bezosobowa, pozbawiona bardziej wyrazistych znamion indywidualnych, które zapewniałaby autorską rozpoznawalność. W parę protagonistów, których partie, na przekór konwencjom, powierzone zostały głosom średnim: mezzosopranowi i barytonowi, wcielili się: Isabel Leonard i Chrtistopher Maltman.

Na mnie jednak największe wrażenie wywarli czarnoskórzy artyści: Denyce Grave, piękny mezzosopran o głębokim i ciemnym tembrze w roli Matki Marnie, oraz Will Livermann, dysponujący basem o dużej urodzie, jako Malcolm Fleet, partner od pokera. A także sopran chłopięcy Gabriela Gurevicha w roli sieroty, którym opiekuje się wspomniana matka Marnie, w ten sposób usiłująca zadośćuczynić wyrzutom sumienia związanym ze swoim synem, za którego śmierć faktycznie była odpowiedzialna, pozostając w szoku poporodowym, a które przerzuciła na swoją córkę, co miało stać się wątpliwym powodem jej ucieczki od własnej tożsamości.
Lesław Czapliński