Dwóch pianistów, jeden obecny na Wielkanocnych Festiwalach od samego początku, drugi pokazujący się tutaj po raz pierwszy. Rudolf Buchbinder, który pewnie o utworach fortepianowych Beethovena wie wszystko i Conrad Tao, dla którego fortepian jest medium do kreowania rytmu i energii.

Dwie skrajności, ale na festiwalu muzycznym jak najbardziej odpowiednie i uzupełniające się. Recital 71-letniego Austriaka, który gra muzykę powstającą w Wiedniu, a przynajmniej tam sięgającą korzeniami, zgromadził pełną salę, bo też artysta przygotował program złożony z samych hitów. Wariacje Mozarta oparte na melodii piosenki dziecięcej (o trzech kurkach), to niezwykły urok, wdzięk i finezja klasycznej formy wariacyjnej.
Przed wielu laty programy dla szkół emitowane w naszej telewizji zaczynały się dokładnie od pierwszych taktów Wariacji Ah, vous dirai-je, Maman. Buchbinder gra lekko, stylowo, zgodnie z zapisem nutowym, z lekka uwypuklając niektóre nawroty tematu, czasem znacząco zwalniając, a przyśpieszając bez zbytniej brawury. Wykonanie bliskie ideału, a właściwie idealne. Można się tylko zastanawiać co by z tego utworu zrobił Glenn Gould. Zaraz po Mozarcie Schubert i jego cztery Impromptus z op. 90, wszystkie świetnie znane z wielu wykonań. Schubert jawi się tutaj, jako taki bardziej romantyczny Mozart i do lekkości frazy dodaje jeszcze więcej płynności, zapamiętania, które wprowadza słuchacza w trans.

A jednak pianiście, choć tutaj również gra toczy się wartko, brakuje magii, którą niesie muzyka Schuberta. A jeśli magia nawet jest, to szybko ulatuje. Buchbinder to jednak nie Zimerman, który po latach milczenia nagrał Sonaty Schuberta i coś z tego romantycznego czaru uzyskał. Po przerwie pianista mierzy się z dwiema Sonatami Beethovena. Wybiera utwory niosące w sobie dramat, może nawet gniew. Sonata G-dur op. 14 jeszcze nosi cechy wczesno-klasyczne, nie wybiera trudniejszych figuracji palcowych ani wielkich pochodów akordowych, ale do utworów pokornych nie należy. Tym bardziej słynna Appassionata z op. 57, wprowadzająca temat pasażami, a potem uspokajająca się w części środkowej, znów w klasycznej formie wariacyjnej. Beethoven jest dla Buchbindera daniem głównym, firmowym, więc po oklaskach na zakończenie recitalu pianista dołącza sympatyczny bis, Allegretto z Sonaty nr 17 op. 31. Płynnie przebiegają szybkie pasaże i przypomina się jedna z najbardziej udanych przeróbek duetu Marek i Wacek. To oni spopularyzowali ten utwór geniusza wśród miłośników lżejszej muzy. I chwała im za to. Następnego dnia do koncertowego Steinwaya zasiada młody, 24-letni Amerykanin, który wkracza na estradę tanecznym krokiem wykonując uwodzicielskie ruchy rękoma.
Gra jak w transie Koncert fortepianowy F-dur Georga Gershwina, a towarzyszy mu orkiestra z Buffalo pod dyrekcją ostatniej studentki Leonarda Bernsteina o podwójnym imieniu JoAnn Falletta. Jej precyzja i solidność kapelmistrzowska, iście amerykańskie wyczucie rytmu, także w granych w drugiej części fragmentach z West Side Story i Uwerturze do Kandyda w ramach bisu, wypadają łagodnie wobec furii pianisty.

To artysta wulkaniczny, co podkreśla jeszcze w zagranym na bis dodekafonicznym kawałku niejakiego Parkera. A notka o Conradzie Tao zawiera jeszcze informację, że jest on również skrzypkiem i kompozytorem. Niezwykła osobowość. Koncert Buffalo Philharmonic Orchestra uzupełniło jeszcze wykonanie spokojne i pełne zamyślenia Adagio z III Symfonii Krzysztofa Pendereckiego.
Joanna Tumiłowicz