

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościZobaczyć nietoperza
Strona 2 z 2
Ale część „mówiona” też wypadła bez zarzutu. Joanna Woś jako Rozalinda i jej domniemany kochanek Alfred (Krzysztof Marciniak) byli równorzędnymi filarami spektaklu. Dla Joanny Woś partia wokalna wydawała się trochę zbyt niska i nie mogła ona rozwinąć swych absolutnie rewelacyjnych koloraturowych możliwości, Krzysztof Marciniak był równomiernie cukierkowy jako tenor i amant. Tylko o zapowiedzi przyszłych sukcesów możemy mówić w przypadku Aleksandry Borkiewicz, której przypadła subretkowa rola Adeli. Jako aktorka była niemal idealnie sztuczna, a jako śpiewaczka w słynnej Arii Adeli, nieco zbyt sztywna. Prawdziwym amantem operetkowym w typie nieśmiertelnego Eugeniusza Bodo okazał się Eisenstein Tomasza Raka.
Doskonała sylwetka, makijaż jak z filmu niemego i wyrównany, mocny głos zyskiwały natychmiastową akceptację publiczności. Pozostali wykonawcy oscylowali wokół farsy zmieszanej z commedią dell arte, ale nie pozostawili mocniejszych wspomnień, poza dozorcą więziennym Frochem, którego wykreował z nadmierną i przesadnie komiczną dosłownością Andrzej Gałła. Dariusz Machej, jako dyrektor więzienia i Przemysław Rezner jako sprawca całego zamieszania pasowali do całości jak puzzle. Dołączył do nich próbujący jąkania Zenon Kowalski jako doktor Blino. Oczywiście, jak zwykle, osobną kreację przewidziano dla Księcia Orlovsky’ego i tutaj zobaczyliśmy zmienioną nie do poznania, intrygującą Agnieszkę Makówkę. Jednakże najważniejszym bohaterem przedstawienia był taniec, bo to sztandarowa dziedzina Giorgio Madii. Reżyserowi, choreografowi, a także odpowiedzialnemu za światła artyście udało się wsączyć w cały akt II przedstawienia ducha beztroskiej i szalonej zabawy. Nie było osoby na scenie, która tylko stoi i czeka. Cały chór operowy przygotowany przez Macieja Salskiego brał udział w pomysłach choreograficznych reżysera, a dodatkowego tempa nadawał przedstawieniu zespół baletowy w takich samych jak chór kostiumach (autor Alexander Mudlack). Były też rewelacyjne niespodzianki-popisy taneczne z kukłami, zabawne i efektowne, choć dziecinnie proste. Akt III był tradycyjnym wyciszeniem, ale w finale duch tańca znów odżywa i wszystko kończy się radośnie, wesoło i w rytmie cudnego Straussowskiego walca. Pewnym zaskoczeniem była scenografia spektaklu, w całości utrzymana w błękitach. Być może jest to ulubiony kolor Yoko Seyama, która miała też nietuzinkowy pomysł stworzenia delikatnej dekoracji z serii równoległych przecinających się taśm od podłogi do sufitu. To był rodzaj plastycznej instalacji przywodzący na myśl prace stołecznego malarza prof. Jacka Dyrzyńskiego. Najwidoczniej inspiracje obojga artystów podążają niezależnie tymi samymi drogami. Joanna Tumiłowicz |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||