Przegląd nowości

Wieści z Władysławowa Słowińskiego

Opublikowano: poniedziałek, 15, maj 2017 22:12

Kim jest Władysław Słowiński nie trzeba wyjaśniać zwłaszcza bywalcom Warszawskich Spotkań Muzycznych, które już od 31 lat odbywają się w stolicy. Ich inicjatorem i motorem jest właśnie ten znany kompozytor, dyrygent, a zwłaszcza organizator życia muzycznego.  Wdzięczność środowiska kompozytorskiego stolicy dla p. Władysława nie ma granic, bo to on co roku pokonywał gigantyczne przeszkody, aby festiwal Warszawskich Spotkań Muzycznych się odbył i umożliwił muzykom pokazanie ich twórczych dokonań.

Wladys aw Slowinski

Na zakończenie tej 31. imprezy odbył się w Zamku Królewskim w Warszawie benefis Władysława Słowińskiego, piękny koncert złożony z utworów Dostojnego Jubilata, który tym samym przekazał opiekę nad festiwalem w młodsze ręce Jarosława Siwińskiego, też kompozytora. Wysłuchaliśmy więc na wstępie Concertina na klawesym i kwartet smyczkowy, następnie Passionatę na kwartet i wreszcie, jakże właściwą w tym miejscu Suitę dla Zamku Królewskiego.


We wszystkich tych utworach dawało znać o sobie doskonałe opanowanie technik kompozytorskich, umiejętność łączenia stylów i mistrzostwo stylizacji. Widoczne to było np. w Suicie, gdzie pojawił się też polski taniec Polonez, ale znalazł się także Gigue, Gawot i Lament. Bohaterami koncertu byli jego wykonawcy, wspaniały Kwartet Wilanów, świetna flecistka Elżbieta Gajewska, renomowana sopranistka Anna Mikołajczyk i klawesynistka Olga Paciej. Ta ostatnia po zakończeniu swojego utworu siadła wśród publiczności i nie zważając na pozostałych muzyków ani na słuchaczy prowadziła ożywioną rozmowę ze swoim partnerem.

Gwoździem programu okazały się być  jednak 1,5 minutowe dedykacje muzyczne 20 przyjaciół p. Władysława, które wykonano po przerwie. Warto odnieść się do tych kompozytorskich miniatur, które poza okolicznościowymi życzeniami niosły też pewien ładunek emocji estetycznych i były jakby „dżinglami”  samych twórców. Zbigniew Bagiński rozpoczął swe asemantyczne życzenia Andantem na flet i kwartet, który kojarzył się z lekka z Debussym. Sławomir Czarnecki zaproponował Wariacje WS, na sopran i instrumenty – coś jak Lot trzmiela, ale z zupełnie niezrozumiałym tekstem. Krzesimir Dębski zaskoczył wszystkich Słowińskimi śpiewami z Władysławowa, gdzie przewijał się motyw „Sto lat”, a zakończył się osobistym tanecznym udziałem twórcy tego odcinka i elementami perkusyjnymi mając za błonę bębna własne policzki. Andrzej Dutkiewicz zaproponował całkiem asemantyczną, ale nieco przegadaną Miniaturę na flet solo z pasażami, trylami i gamami, Alicja Gronau napisała postSzymanowską Dedykację, w której śpiewaczka sławiła zbawcze działanie muzyki. Anna Ignatowicz-Glińska wykorzystała wszystkich wykonawców w postbarokowej, absurdalnej arii, z elementami mówionymi, Iwona Kisiel zaproponowała rytmiczną i zgrabnie pomyślaną poleczkę pizzicato, o nazwie Scherzo, Benedykt Konowalski bardzo oficjalnie kazał wyśpiewywać „Władku Drogi, Władysławie, Przyjacielu”, a zakończył ognistym HEJ! Jerzy Kornowicz skomponował Wersety Władysławowe, które jednak były tylko wokalizą otoczoną improwizacyjnymi ornamentami w typie freejazzu. Zygmunt Krauze w króciutkim Pytaniu do Władysława Słowińskiego posłużył się wierszem Norwida o tym, co pozostanie na dnie popiołu, Maciej Małecki dał upust swemu przywiązaniu komponując miniaturę Niech mu gwiazda pomyślności na kwartet z cytatami ze Sto lat, ale w rytmie krakowiaka. Tomasz Opałka dał sonorystyczną, miejscami szmerową Dedykację na sopran i resztę instrumentów z charakterystycznym dla siebie kodem rytmicznym; kodem (ale z Alfabetu Morse’a) posłużył się również Zbigniew Penherski w swojej Dedykacji zakończonej piskiem fletu piccolo. Dariusz Przybylski w miniaturze na klawesyn solo Dla Władka pokazał kilka rozłożonych akordów, Edward Sielicki skomponował, a może zacytował regularnego Mazurka na flet i kwartet, Jarosław Siwiński w utworze Bene benissimo zbliżył się do popularnej orkiestry tanecznej Mantovaniego. Adam Sławiński zaproponował Wiwat w rytmie stylizowanym na poloneza, Ignacy Zalewski w swym Epigramacie z podziękowaniem pokazał smyczkową pogoń dźwiękową i liczne glissanda, Maciej Zieliński w Dziękuję na sopran i instrumenty dał przykład entuzjastycznego fragmentu operowego w stylu Brittena. Wreszcie podsumował tę litanię dedykacji Krzysztof Baculewski swym Słowinszowaniem na flet i zespół, gdzie silnie akcentowana tercja w dół dawała pretekst, by po zakończeniu  wszyscy powstali i gremialnie, choć niestety nieczysto, zaintonowali nieśmiertelne „STO LAT”.

                                                                            Joanna Tumiłowicz