Premierą La serva padrona, czyli Służąca panią dokonała się restytucja sceny marionetek Warszawskiej Opery Kameralnej. Marionetki były od dawna przypisane do tej instytucji, ale wciąż brakowało dla nich godnego miejsca i przedstawienia odbywały się np. w pomieszczeniach kinowych przy niewielkim zainteresowaniu publiczności.

Być może teraz będzie lepiej, bo spektakl otrzymał prestiżowe miejsce w Teatrze Królewskim w Starej Pomarańczarni. Właściwie mieliśmy spektakl podwójny, bo na proscenium stanęli śpiewacy Sławomir Jurczak oraz Marta Boberska, którzy koncertowo, ale z dużą pasją aktorską, mimiką i modulacjami głosu oddawali konflikt między służącą Serpiną i jej panem oraz wychowawcą i opiekunem Umberto.
A obok oglądaliśmy marionetki obrazujące swymi nieporadnymi ruchami całą intrygę. Inscenizacja i reżyseria spektaklu marionetkowego należała do Lesława Piecki zaś kierownictwo muzyczne objął utalentowany kapelmistrz Przemysław Fiugajski, który miał w kanale orkiestrowym zespół instrumentów dawnych.

To sympatyczne i melodyjne dziełko Giovanniego Battisty Pergolesiego jest dosyć często wykonywane z uwagi na niewielką obsadę, a więc niskie koszty, przystępną muzykę, lekki i żartobliwy charakter.

Tym razem posłużono się marionetkami ubranymi w stroje z epoki, które poruszały się w dekoracjach stylizowanych na czasy baroku. Prócz ruchomych kukiełek na scenie zobaczyliśmy kilka innych niespodzianek – poruszający się obraz na ścianie, podnoszący się stolik i łóżko, wreszcie gromadę małych Erosów, które obstępują zdezorientowanego Uberta. Wszystko to ubarwiało dosyć statyczną i ściśle kameralną akcję opery i mogłoby się spodobać publiczności poszukującej stylowego, ale popularnego spektaklu na dobrym poziomie muzycznym.
Joanna Tumiłowicz