

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowości„Joanna d’Arc na stosie” Honeggera w Opéra de Lyon
Strona 3 z 4
Niespodziewanie obnażając swe kobiece ciało (czyż francuska ikona nie posiadała męskiej powierzchowności?) okazuje się być Joanną, która zabarykadowana przed światem w otoczonym tylko ciemnymi ścianami pomieszczeniu nie reaguje na dobiegające z korytarza wezwania usiłującego przemówić jej do rozsądku Brata Dominika. To w tej pustej już przestrzeni odezwie się muzyka i rozpocznie długi ceremoniał odzyskiwania własnej tożsamości, co oznacza, iż owa przestrzeń jest również przestrzenią mentalną, w której równolegle rozgrywa się swoista gra pomiędzy rzeczywistością i fikcją, dosłownością i symboliką.
Samotna na scenie i całkowicie naga Joanna wyrusza w hipnotyzującą nas podróż w głąb swojej psyche, zrywając kolejno z podłogi wykładzinę i ceramiczne płytki, rozmontowując podtrzymujące je i nadpalone belki. Następnie grzebie jak archeolog w ziemi, wyciąga z niej różne przedmioty i relikwie, strzępy historii ludzkości, jak słynny, przypisany jej postaci miecz czy fragmenty materii, którą się na chwilę owinie jak Matka Boska. Wymazując całe ciało ziemią zanurza się też jakby w historii swego życia i desperacko poszukuje jego sensu, przygotowując zarazem grób, do którego na koniec zsunie się jak w przepaść zbiorowej pamięci jej nagie ciało. W pewnym momencie pojawiają się również zwłoki białego konia, na których leżąca na boku z rozchylonymi nogami bohaterka przeprowadzi orgiastyczną symulację szaleńczego galopu. Wreszcie obraz o niezwykłej sile oddziaływania odsłania się jeszcze w finale, kiedy pogodzonej z nadchodzącą śmiercią Joannie towarzyszy naśladujący niemym ruchem warg jej słowa podstarzały sobowtór: starsza i również naga kobieta. Uświadamiamy sobie nagle, że płonący stos, na którym samotnie i w ogromnym cierpieniu ginie Joanna, jest tak naprawdę w niej samej, w tym drobnym ciele, które się samounicestwia poprzez przywołujące jej całe życie słowo. Ciężar tej emanującej mistycyzmem, intensywnej aż do granic wytrzymałości i wywołującej teatralny szok wizji Castellucciego spoczywa na zjawiskowej kreacji francuskiej aktorki Audrey Bonnet, której fizyczne zaangażowanie aż do skrajnego wycieńczenia, charyzmatyczna osobowość oraz celowo lekko przytłumiony i zachrypnięty głos (męski? żeński?) składają się na zjawisko, o którym jeszcze długo będzie trudno zapomnieć. Uznanie wzbudza też występ wcielającego się w postać Brata Dominika Denisa Podalydèsa, zwracającego się niby do Joanny, a tak naprawdę w kierunku pustej przestrzeni, tak jakby jego głos z innej pochodził rzeczywistości lub był tylko zwykłym fantazmem. Kontrapunktem do dialogów mówionych przez tę dwójkę protagonistów są partie śpiewane zza kulis przez ukryte postacie, które Castelluci wyprowadza na scenę dopiero do końcowych ukłonów ubrane w średniowieczne stroje, ironiczne znaki funkcjonujących do dzisiaj schematycznych wyobrażeń mitów przeszłości. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||