Christophe Rousset to, po Williamie Christie’m i Marcu Minkowskim, najwybitniejszy propagator francuskiej muzyki barokowej. Warto sięgnąć po jego nagrania dla wytwórni Aparte. W szczególności po dwie zapomniane opery Jeana-Baptiste’a Lully’ego: Bellérophon oraz Amadis. Do pierwszej, której prawykonanie odbyło się 31 stycznia 1679 r., libretto napisali Thomas Corneille i Bernard le Bovier de Fontenelle. Z kolei tragedia Amadis – początkowo zaprezentowana na deskach Opery Paryskiej 18 stycznia 1684 r. – została skomponowana do libretta Philippe’a Quinaulta. Nagrania zrealizowano w 2010 r. (Bellérophon) oraz 2013 r. (Amadis).

Interpretacje pod batutą Rousseta cechują się wyważonymi tempami, elegancją frazowania, ale też chłodem. Dyrygent jakby boi się otworzyć na słuchacza, by ująć go ciepłem (jak czyni to wspomniany Christie) albo energicznością (niczym Minkowski).
Można natomiast powiedzieć, że swym podejściem – ukierunkowanym na dramaturgię, choć przede wszystkim na walory brzmieniowe orkiestry – odkrywa nowe, kameralistyczne oblicze tragedii lirycznej, która jako gatunek charakteryzuje się podniosłym, by nie powiedzieć pompatycznym nastrojem.

W obu przypadkach Rousset prowadzi zespół Les Talens Lyriques, któremu wtóruje belgijski Chór Kameralny z Namur. W obsadzie, w sumie niemającej słabych punktów, znaleźli się (między innymi): tenor Cyril Auvity, sopranistka Ingrid Perruche, bas Jean Teitgen, sopranistka Céline Scheen, sopranistka Judith van Wanroij oraz baryton Edwin Crossley-Mercer.
Oprócz oper Lully’ego na uwagę zasługuje podwójny album z sześcioma Suitami na klawesyn solo Louisa Couperina. Ów stryjaszek François Couperina dał się poznać jako znakomity wirtuoz, ale także jako wrażliwy kolorysta, mimo że wyrażał swą sztukę za pomocą instrumentu bądź co bądź dającego nieduże możliwości kształtowania dźwięku.

W nagraniu (sesje miały miejsce w Neuchâtel w 2009 r.) Rousset sięgnął po klawesyn, na którym Louis mógł hipotetycznie grać i komponować – instrument z 1658 r., o wdzięcznej nazwie „Louis Denis”. Prezentowane interpretacje odznaczają się bogactwem i zróżnicowaniem ornamentyki, która skądinąd wydaje się naturalną częścią tej muzyki. Poza tym daje się tu odczuć spokój i skupienie; Rousset nie forsuje tempa, wsłuchuje się w brzmienie każdej frazy, motywu czy nuty i jest precyzyjny rytmicznie oraz artykulacyjnie. Warto posłuchać.
Maciej Chiżyński