Przegląd nowości

„Emerge” Tomasza Opałki

Opublikowano: czwartek, 15, grudzień 2016 14:01

Urodził się nam rasowy kompozytor symfonii, który wie do czego służy orkiestra, przećwiczył rozmaite kody instrumentalne, a przy tym ma spory temperament artystyczny i wyobraźnię kolorystyczną. Urodził się na swojej pierwszej płycie i to od razu w globalnym wydawnictwie Warner Classics. Słuchać tam możemy czterech utworów: Collisions of the Matter, które zaliczylibyśmy do poematów symfonicznych, II Symfonię, która ma w podtytule Emerge, Koncert na klarnet basowy o nazwie D.N.A oraz kompozycję Quadra, którą uznalibyśmy za uwerturę koncertową. Utwory są dosyć jednorodne stylistycznie, co pozwala rozpoznać, że wyszły spod jednej ręki, a to już samo w sobie powinno być komplementem dla młodego twórcy, tym bardziej, że nie jest on naśladowcą żadnej wygodnej mody.

CD Eemerge

Wręcz przeciwnie, brnie uparcie w głąb muzyki, nie chowa się za teoretycznymi formułkami, ale prowadzi dialog ze słuchaczem, stwarza wrażenie opowieści, a więc jego muzyka jest narracyjna. Jak twierdzi Krzysztof Słowiński, dyrygent prowadzący nagrania pierwszych dwóch kompozycji, wrażenie jakie odnosi słuchacz nie jest dziełem przypadku, ale zostało dokładnie zapisane w partyturze. Przez poszczególne sekcje orkiestry przechodzą na zmianę liczne fale, crescenda i decrescenda, a owe wzloty i złagodzenia płynącej energii dźwiękowej tworzą razem dosyć skomplikowane zjawisko akustyczne przywodzące na myśl różne ewolucje znane z przyrody czy też współczesnej techniki. Takie najazdy dźwiękowych sekcji na siebie słyszalne są najmocniej w kompozycji Collisions of the Matter, która jest zarazem pracą doktorską tego twórcy. Aby oddzielać od siebie poszczególne fazy czy też fale dźwiękowe kompozytor stosuje ostre i głośne, jak cięcie nożem zakończenia tych sekwencji. Z kolei w  jednoczęściowej II Symfonii paleta dźwiękowa jest  bardziej umiarkowana, pojawiają się partie grane piano, choćby na początku dzieła, mogące służyć jako części „liryczne”. Choć muzyka Tomasza Opałki jako czysta autonomiczna sztuka  pozbawiona jest konkretnych odniesień programowych, jednak sam kompozytor, który miał w swoim życiu spory epizod hollywoodzki, pozwala sobie na zasugerowanie odbiorcy pewnych obrazów jakby żywcem przeniesionych z amerykańskiego kina.


Emerge, a więc wyłanianie się, wznoszenie, wypływanie może podsunąć słuchaczowi scenę, w której ze spokojnej tafli wodnej wyłania się olbrzymi kadłub łodzi podwodnej, co samo w sobie jest tyle efektowne, co też nieco złowrogie. Gdyby chcieć zdefiniować wrażenia  i emocje, które wywołuje ta muzyka, będziemy mieli tutaj rozmaite efekty zaskoczenia, grozy, patosu, czasami spokoju, brak natomiast humoru, bukoliczności, groteski, nieskrępowanej radości. Muzyka oscyluje wokół barw ciemnych i rytmów opresyjnych.

Tomasz Opalka

Koncert klarnetowy o nazwie D.N.A  w założeniu jest rodzajem muzycznego łańcucha, który składa się kilku ogniw, dokładnie tylu, ile się mieści w typowym łańcuchu D.N.A czyli kwasu deoksyrybonukleinowego. Ucho słuchacza stara się wyłowić z przewijających się tutaj struktur dźwiękowych granych przez rozmaite instrumenty, także bardzo głośne dęte blaszane, aksamitne i ciemne brzmienie klarnetu basowego, co nie zawsze się udaje. Jednak kompozytor na szczęście zapewnił temu instrumentowi solidną solową kadencję, co pozwala rozkoszować się techniką i wyobraźnią dźwiękową Jadwigi Czarkowskiej. Tutaj dyrygentem zespołu kameralnego Filharmonii Narodowej jest Wojciech Michniewski. Wreszcie przychodzi czas na kompozycję Quadra graną przez Polską Orkiestrę Radiową pod dyrekcją Łukasza Borowicza. Łączy ona rozmaite pomysły charakterystyczne dla uwertury. Są więc tutaj wyraziste sekwencje fanfarowe, są powtarzalne struktury rytmiczne zarówno wybijane przez instrumenty perkusyjne nie mające określonej wysokości jak też przez instrumenty melodyczne. Kompozytor włączył też do materiału dźwiękowego ostinatowe odgłosy pracy jakiejś hałaśliwej maszyny, co też stanowi element porządkujący, choć zdecydowanie drażniący ucho. Wszystko jednak w ramach dostarczania rozmaitych efektów brzmieniowych, z który żaden nie jest dominujący ani tym bardziej, jak w prymitywnym minimalu. nie prowadzi do żadnej obsesji.

                                                                             Joanna Tumiłowicz