Światowe pisma specjalistyczne zajmujące się operą zapowiadały premierę, a właściwie prapremierę odnalezionej opery Aleksandra Tansmana, jako wydarzenie roku. Wyczuły, że to musi być coś niezwykłego, bo kompozytor za życia był niezwykle ceniony, stawiany na równi z członkami francuskiej Grupy Sześciu, do której należeli m.in. Poulenc, Milhaud, Honegger, a może nawet wyżej, bo był twórcą autonomicznym.

W Teatrze Wielkim w Łodzi zadanie powierzono Łukaszowi Borowiczowi i Marii Sartovej. Włączyli się też dwaj artyści z Francji – Ives Collete odpowiedzialny za scenografię i Matthieu Mullot – twórca projekcji wideo. Wreszcie bardzo ważną rolę powierzono Jarosławowi Stańkowi, bo on układając ruch zespołu tanecznego TWŁ ilustrował poszczególne sekwencje akcji, o której śpiewali soliści w założeniu stojący przy pulpitach jako, że miało to być wykonanie semi-koncertowe.
Stało się jednak inaczej. Pulpity z nutami pełniły rolę rekwizytów i elementów scenografii, a soliści zdawali się z nich nie korzystać, gdyż zdołali opanować swe trudne role na pamięć.

Mało tego, Janusz Ratajczak, który kreował swym świetnie prowadzonym tenorem rolę Króla Strzałwgłówkę, władcy Krainy Szczęśliwości, siedział na wózku wyposażonym w pulpit, ale gdy wstawał i odchodził na bok, to jego przyboczny błazen – w tej charakterystycznej roli dobrze się sprawdził Łukasz Gaj – szedł za nim z nutami, pełniąc funkcję przenośnego pulpitu. To wszystko sprawiało, że opera wcale nie była wykonywana jak koncert, ale jak najbardziej scenicznie, z krwistymi rolami traktowanymi jednak z przymrużeniem oka.
Na wyróżnienie zasługują panie. Patrycja Krzeszowska jako Biała Księżniczka spełniła swoją rolę z dziewczęcym wdziękiem i śpiewała ładnym, okrągłym głosem sopranowym zdradzającym bardzo dobrą szkołę. Podobnie mezzosopran Agnieszka Makówka (Lekkipiszczel) wyposażyła swoją rolę w temperament Carmen, co zdradzała głosem i ruchem wywijając swą falbaniastą spódnicą.

Przyznać trzeba, że kompozytor pomógł jej wkładając w partię Lekkiegopiszczela rytmy hiszpańskie, jakby wzięte z De Falli albo Granadosa. Śpiewaczka była dublowana, jak i pozostali bohaterowie tej opery komicznej, przez identycznie ubraną tancerkę, która swoimi ewolucjami opowiadała część historii, ale w pamięci pozostanie jednak Agnieszka Makówka.

Inaczej było w przypadku czterech króli karcianych, którzy wystąpili w charakterze pretendentów do ręki księżniczki. Tutaj reprezentujący ich tancerze mieli do wykonania kilkuminutowe solówki, a śpiewacy tylko nieruchomo „dawali głos”: Króla Mieczy wyśpiewał Robert Ulatowski, Króla Maczug – Aleksander Kunach, Króla Złota – Łukasz Motkowicz i Króla Pucharów – Patryk Rymanowski. Ci sami soliści, niestety identycznie ubrani w czarne koncertowe fraki, kreowali też role groteskowych ministrów Krainy Szczęśliwości. Ministrem sprawiedliwości, czyli Pokrętnym Lisem był Patryk Rymanowski, ministrem skarbu czyli Wincentym Długarączka okazał się Robert Ulatowski, ministrem publicznej rozrywki o imieniu Analfabeta Osioł – Aleksander Zuchowicz, zaś ministrem publicznego porządku (Barbarzyńską Pałką) – Aleksander Kunach.
Był też premier rządu (Ostrożny Małymózg) – Dawid Kwieciński, znany też jako Wielki Łowczy Cmentarza Niehonorowanych, oraz Szef Kościoła Kraju Szczęśliwości (Ojciec Rubaszny) – Patryk Rymanowski. W podwójnej roli swój doskonały baryton zaprezentował Stanisław Kierner, jako Marszałek i Agitator.

Skomplikowana i całkowicie absurdalna fabuła opery z librettem Salvadora de Madariaga, powstała jeszcze przed II wojną światową, była jednak przez publiczność odbierana jako satyra całkiem aktualna i wywoływała śmiech na sali, niczym w popularnym kabarecie. Bo przecież pomysł, że Kraina Szczęśliwości utrzymuje się ze strzyżenia jednego tylko obywatela, którego grube owłosienie jest ze szczerego złota, można chyba tylko potraktować jako alegorię do społeczności, z której ściągane są drakońskie podatki.
Ów symboliczny Jan Wełna występuje na scenie w postaci wiszącej instalacji ze złotych płytek (dzieło scenografa Ivesa Collete) co dodaje przedstawieniu tajemniczości. Chociaż libretto Złotego runa jest napisane w języku francuskim, to jednak reżyserka słusznie zdecydowała się wprowadzić co jakiś czas sceny mówione po polsku, które popychały akcję do przodu.

W ten sposób dowiedzieliśmy się, że ów enigmatyczny Jan Wełna nie został otruty, a jedynie zażył środek symulujący zgon, podobnie jak legendarna kochanka w dramacie Szekspira Romeo i Julia. Prapremierze opery Aleksandra Tansmana towarzyszyła wystawa grafik niżej podpisanej Król Ubu, czyli Poczet Kompozytorów Polskich, która prezentuje sylwetki naszych twórców muzyki w formie figur karcianych.
Pomysł pokazania tego cyklu wyszedł od kierownika literackiego Teatru Wielkiego. Michał J. Stankiewicz skojarzył fakt, że w operze występują czterej karciani królowie i są też czterej królowie w talii kart Ubu Król. Na jednej – walecie – widnieje nawet podobizna Aleksandra Tansmana.

Z tej karty bardzo łatwo dało się więc zmontować plakat przedstawienia. Warto również wiedzieć, że w Muzeum Miasta Łodzi wśród pamiątek po Łodzianinie Aleksandrze Tansmanie znajduje się talia kart do gry wykonanych własnoręcznie przez córki kompozytora, Mireille i Marianne. Obie panie przyjechały do Łodzi na premierę, jedna z Francji, druga z Włoch, i były honorowymi gośćmi Festiwalu Tansmana, który odbywa się w tym mieście co dwa lata. Obecny był jedenastym z kolei.
Joanna Tumiłowicz