17 listopada Akademia Muzyczna w Krakowie urządziła uroczystości jubileuszowe związanemu z nią prof. Mieczysławowi Tomaszewskiemu, obchodzącemu dokładnie tego dnia swoje 95 urodziny. W świetnej formie i w pięknym stylu, a więc wysokopiennie, żeby posłużyć się ulubionym określeniem Jubilata.

Z tej okazji obdarowany został dziewięcioma pąsowymi różami i jedną białą, oznaczającą połowę obecnej dekady i zadatek na kolejny jubileusz. Profesor pochodzi z innego polskiego miasta o długim rodowodzie i nieprzerwanych tradycjach, a mianowicie z wielkopolskiego Poznania, lecz większą część swego życia związał z małopolskim Krakowem. We wczesnej młodości, zainteresowany problematyką dendrologiczną dotarł aż do Hruszowej, poleskiego majątku Marii Rodziewiczówny i jej towarzyszki życia Marii Skirmunttowej. Po wojnie odbył studia literaturoznawcze w rodzinnym Poznaniu oraz muzykologiczne już w Krakowie. Przez wiele lat kierował Polskim Wydawnictwem Muzycznym. W tym właśnie czasie zainicjował interdyscyplinarne badania komparatystyczne, poświęcone relacjom pomiędzy muzyką a innymi sztukami, których forum stały się sympozja w ramach spotkań muzycznych w Baranowie Sandomierskim.
Dorobek Profesora, niezbyt fortunnie określony w adresie prezydenta Andrzeja Dudy jako „uczony”, a nie „naukowy” (czy w kancelarii „prezydenta z Krakowa” nie pracuje nikt zręczniej operujący polszczyzną?), jest zaiste ogromny. Pozostaje wybitnym przedstawicielem muzycznej hermeneutyki, sytuowanej zawsze w szerokim kontekście humanistycznym.

Jest autorytetem w zakresie spuścizny muzycznej Fryderyka Chopina, wielkim znawcą dziejów pieśni nie tylko tej romantycznej, lecz zarówno powszechnej, jak i polskiej. Aliści, jego rozległe zainteresowania nie wyczerpują się na badaniu dziedzictwa przeszłości, ale obejmują również muzykę nowoczesną i aktualnie powstającą, zawsze rozpatrywaną w szerszych uwarunkowaniach kulturowych. Dotyczy to między innymi twórczości Krzysztofa Pendereckiego, z którym łączy go też wspomniana młodzieńcza pasja dendrologiczna, stąd nie dziwi udział w opisywanych uroczystościach tego kompozytora (wieloletniego rektora krakowskiej uczelni muzycznej) z małżonką. Spośród tego bogatego dorobku wybrano szkice poświęcone twórczości Ludwiga van Beethovena, powstające z okazji festiwali jego imienia, a zebrane w tomie wydanym specjalnie na tę okazję przez Stowarzyszenie im. Ludwiga van Beethovena.
Z kolei Akademia Muzyczna opublikowała podwójny numer „Teorii Muzyki” z przeglądem tekstów Profesora, od tych najwcześniejszych, z czasów młodości i ówczesnych jego zainteresowań, jak i późniejszych, pochodzących z różnych okresów, dokumentujących rozległość jego horyzontów myślowych i dokonań na gruncie muzykologicznym.

W charakterze urodzinowego upominku muzycznego ofiarowano, jakże mogło być inaczej, emblematyczny cykl pieśni romantycznych – Miłość poety (Dichterliebe)op. 48 Roberta Schumanna do słów Heinricha Heinego, którym swego czasu Profesor poświęcił esej, wznowiony zresztą w drugim z wymienionych zbiorów. Tym razem usłyszeliśmy je w wykonaniu niemieckich artystów: barytona Dietricha Henschela i akompaniującego mu Fritza Schwinghammera. W przeważającej mierze są to miniatury wokalne, odznaczające się niezwykłą zwięzłością, w których ważną rolę odgrywa partia fortepianu, bynajmniej nieograniczającego się do prostego akompaniamentu. W Das ist ein Flöten und Geigen pojawiają się jego potoczyste figuracje, naśladujące dźwięk przywołanych w tytule fletów, w Hör' ich das Liedchen klingen dopowiada on narrację, przechodząc w wydłużone, swoiste postludium, a w Am leuchtenden Sommermorgen uderza naprzemienne występowanie ustępów wykonywanych przez samego śpiewaka i przez samego pianistę, układających się w rodzaj niemożliwego do nawiązania dialogu.
Niemiecki baryton, nie dysponujący najpiękniejszym głosem, starał się zrekompensować to dobieraniem w celach interpretacyjnych zróżnicowanej barwy oraz dynamiki. Na bis ponownie zabrzmiała liryka wokalna Roberta Schumanna do poezji Heinricha Heinego: Du bist wie eine Blumen op. 25 nr 24 oraz Die beiden Grenadiere op. 4 nr 1.

A potem były adresy przedstawicieli rozlicznych instytucji, z którymi Jubilat w ciągu swego długiego życia współpracował, lub poczuwających się do powinowactwa z jego dorobkiem. Odśpiewano Plurimos annos, a na koniec prof. Tomaszewski z niemniejszą wprawą podzielił urodzinowy tort z jedną tylko świeczką, ale za to rozbłyskującą sztucznymi ogniami. Muzycy bywają długowieczni, o czym świadczą przypadki Giuseppe Verdiego, Jeana Sibeliusa czy Eliota Cartera. Także muzykolodzy, wśród których z prof. Mieczysławem Tomaszewskim równać się może w tym względzie prof. Michał Bristiger, starszy o ponad kwartał. O ile jednak Sibelius wcześnie zaprzestał twórczości, to profesor Mieczysław Tomaszewski nadal pozostaje aktywny w swojej dziedzinie. AD MULTOS ANNOS!
Lesław Czapliński