24 listopada Centrum Muzyki Barokowej w Wersalu, funkcjonujące pod dyrekcją artystyczną Benoît Dratwickiego, zaprosiło publiczność na koncert zatytułowany „Opera dla trzech króli”, nawiązujący do wystawnych świąt i rozrywek organizowanych na francuskim dworze w siedemnastym i osiemnastym wieku. To muzyczne wydarzenie, połączone z inauguracją otwartej w Pałacu Wersalskim i poświęconej właśnie tej tematyce wystawy, było zatem jakby próbą odtworzenia w wyobraźni słuchaczy pełnego przepychu i wystawności fresku dźwiękowego. Do ułożenia jego programu posłużył repertuar oper oglądanych na królewskim, zwłaszcza wersalskim, dworze w czasach Ludwika XIV, Ludwika XV i Ludwika XVI.

Sięgnięto do dzieł wystawianych wyłącznie przed dworzanami lub wykreowanymi na dworze w Wersalu przy wyjątkowo ważnych okazjach i następnie pokazywanych w Paryżu, a także – odwrotnie – tych, które po zaprezentowaniu w Paryżu przenoszono, niejednokrotnie w przerobionej wersji, na scenę w Wersalu. W ułożonym przez Benoît Dratwickiego programie fragmenty słynnych dzieł przeplatały się z kompozycjami twórców zupełnie zapomnianych, a przecież niegdyś niezwykle aktywnych w królewskim otoczeniu, że wystarczy tylko wspomnieć takie nazwiska jak Royer, Dauvergne, Colin de Blamont czy Bury. Eksponowane w trakcie rzeczonego koncertu alegoryczne postacie, tak chętnie przywoływane w trakcie królewskich zabaw, to Sława, Chwała i Apollo. Podkreślić należy, że trzej wspomniani w tytule zorganizowanego przez Centrum Muzyki Barokowej wydarzenia władcy symbolizują szczytowy okres świetności francuskiej monarchii. Żyli oni przecież w Pałacu wersalskim, którego konstrukcja miała w zamyśle jego budowniczych przypominać częściowo teatr, a częściowo teatralne dekoracje. Przewijały się w nim grupy dworzan, ale także śpiewaków, tancerzy i muzyków, których obecność i działalność przenosiły członków królewskiego dworu gdzieś na pogranicze pomiędzy rzeczywistością i irrealnością. Tam, gdzie jednego dnia zasiadała publiczność, następnego wznoszono scenę, a ta znajdująca się w stanie ciągłego ruchu scenografia, ta nieustająca zmiana punktów widzenia, perspektyw czy akustyk świadczyła o niezwykłej żywotności sztuki na królewskim dworze.
Wykonywano na nim motety, sonaty i kantaty, wszakże to opera zajmowała wówczas uprzywilejowane miejsce, zarówno w pełnej przepychu formie scenicznej, jak i koncertowej, co przecież jest z powodzeniem praktykowane również i w czasach nam współczesnych. W umieszczonym w książce programowej tekście Benoît Dratwicki przypomina również o bliskich Polakom wątkach. Otóż w okresie rządów Ludwika XV jednym z ważniejszych rozdziałów aktywności muzycznej dworu były koncerty organizowane przez Marię Leszczyńską. Odbywały się one – od roku 1725, czyli momentu przybycia królowej do Wersalu – przynajmniej dwa razy w tygodniu i to przez cały rok.

Owe koncerty na życzenie władczyni składały się przeważnie z fragmentów oper takich kompozytorów jak wspomniani wyżej Colin de Blamont, Destouches i Bury oraz Francoeur, Rebel, Dauvergne, Lully, a także Mouret, Montéclair, Mondoville, Boismortier, Royer no i oczywiście Rameau. To właśnie fragmenty ich utworów, uzupełnione jeszcze o muzyczne „wizytówki” Philidora, Lalande’a, Piccinniego i Glucka zabrzmiały teraz w przepięknej historycznej sali Opery w Wersalu. Wykonywały je przybyłe specjalnie na tę okazję z Budapesztu doskonałe zespoły Orfeo Orchestra i Purcell Choir oraz trójka wyśmienitych solistów: Chantal Santon-Jeffery – sopran, Emöke Barath – sopran i Thomas Dolié – baryton. Całość prowadził wybitny dyrygent węgierski (również muzykolog i wykładowca w Akademii Muzycznej Franza Liszta w Budapeszcie) György Vashegyi, wnikliwy znawca i pełen entuzjazmu interpretator tego typu repertuaru. Zachwycił on licznie zgromadzoną publiczność umiejętnością uwydatniania urozmaiconej i subtelnej afektacji wzbogaconej zwiewną ornamentyką oraz ukazania bogactwa środków malarstwa dźwiękowego i wycyzelowanych figur retorycznych. Te walory w połączeniu z często żywiołową i porywającą rytmiką, wysmakowaną artykulacją oraz mistrzostwem w utrzymywaniu idealnej równowagi pomiędzy solowymi i ansamblowymi odcinkami złożyły się na kipiący ekspresją i wielobarwny spektakl dźwiękowy. Był on dowodem na to, że przez długi okres czasu Pałac w Wersalu rozbrzmiewał instrumentalną i wokalną muzyką na najwyższym poziomie, stając się tym samym najbardziej twórczym w tym zakresie dworem europejskim.
Leszek Bernat