Spektakl baletowy Teatru Bolszoj, który po latach anatemy a później zwykłego zapomnienia wystawił Jasny potok z muzyką Dymitra Szostakowicza, skłania do wielu refleksji. Dzięki retransmisji udostępnionej przez firmę NA ŻYWO W KINACH dzieło to trafiło także do polskiej widowni.

To lekkie, zabawne i komediowe, a przy tym zdecydowanie mistrzowskie przedstawienie jest swoistym zabytkiem scenicznym z długą, miejscami nawet tragiczną historią. Wybitny kompozytor radziecki znający dobrze zapotrzebowania władz na sztukę dla ludu, napisał muzykę do bezpretensjonalnej komedii tanecznej przygotowanej przez uzdolnionych twórców librett i choreografii. W Leningradzie premiera miała powodzenie, ale w Moskwie została poddana ostrej krytyce. Był rok 1935, stalinizm w rozkwicie, i złe oceny w „Prawdzie” były jak wyrok. Dla Szostakowicza oznaczało to w istocie koniec pisania muzyki baletowej, choreograf stracił stanowisko zaś librecista trafił do więzienia, gdzie nie doczekał rehabilitacji i zmarł.
Poinformowała o tym prowadząca transmisje z Teatru Bolszoj sympatyczna Katia Nowikowa. Czymże zawinili twórcy baletu?

Trudno dziś dociekać, jakimi przesłankami kierowali się oceniający Jasny potok. Był on przyrządzony ze znawstwem i chyba dobrze zaadaptowany do wymogów socrealizmu. Na scenie mamy więc radziecki kołchoz, pogodny, szczęśliwy i dostatni. Przyjeżdża tutaj z występami grupa solistów ze stolicy i powstają sytuacje romansowe, które na scenie baletowej pokazane są symbolicznie i tylko aluzyjnie, a nie naturalistycznie i brutalnie, jak w ostro skrytykowanej przez władze operze Szostakowicza Lady Makbet Mceńskiego Powiatu. Czyżby zatem krytyka dotyczyła czegoś innego, bo podobną sytuację romansową pokazywał rok wcześniej bardzo popularny w ZSRR film muzyczno-komediowy Świat się śmieje (Wiesiołyje riebiata) w reżyserii Grigorija Aleksandrowa, dobrze znany także polskim telewidzom starszego pokolenia, bo był ekranowym przebojem w czasach PRL.
A może krytyków zbulwersowały naiwne przebieranki, których nie zauważali pozostali bohaterowie widowiska? Tutaj jednak autorzy baletowego libretta posłużyli się typowymi i wypróbowanymi wielokrotnie schematami z klasyki, choćby szekspirowskimi Wesołymi kumoszkami z Windsoru, czy Weselem Figara Beaumarchais i Mozarta. Dziś już nie ustalimy o co wtedy poszło. Faktem jest że współczesny choreograf rosyjski Aleksiej Ratmański dokonał w 2003 roku rekonstrukcji zapomnianego przedstawienia właśnie wzorując się na owym Świat się śmieje, który także był naiwną, nierzeczywistą komedią muzyczną. Natomiast stroną scenograficzną i projektami kostiumów w stylistyce wczesnego ZSRR zajął się Borys Messerer, ogromnie utytułowany i doświadczony twórca teatralny.

Powstało widowisko pod każdym względem wybitne. Muzykę Szostakowicza pod dyrekcją Pawła Sorokina można by grać z powodzeniem na koncertach symfonicznych o lżejszym charakterze. Do widowiska zaangażowano tancerzy doskonale radzących sobie w scenach charakterystycznych i komicznych, a dodatkowo prezentujących zręby techniki baletowej na najwyższym poziomie. Jako wizytówkę niesamowitych umiejętności tanecznych można podać przykład Rusłana Skworcowa, który początkowo jest baletmistrzem ze stolicy, a następnie w przebraniu występuje jako balerina i bezbłędnie wykonuje wiele klasycznych ewolucji na puentach. Odwrotnie, jego partnerka Maria Aleksandrowa z baleriny zmienia się w baletmistrza. Przy tej okazji choreograf stworzył na potrzeby tego widowiska takie układy taneczne, które choć tańczone przez mężczyznę są charakterystyczne wyłącznie dla kobiet, i odwrotnie, co już samo w sobie jest czymś atrakcyjnym. Wiele sytuacji ciekawych i wymagających scenicznego talentu powierzono parze grającej młode małżeństwo pracowników kołchozu, Swietłanie Łunkinie i Michaiłowi Łobuchinowi. Na scenie pojawiają się jeszcze trzy inne pary, np. bardzo trudne zadania aktorsko-taneczne otrzymała para charakterystycznych, nieco ekscentrycznych wczasowiczów wypoczywających w kołchozie, był też dobroduszny przewodniczący, były dojarki, traktorzyści, akordeonista. Wszystko to opracowane w twórczo zmodyfikowanym klasycyzującym stylu rosyjskiego baletu kazało zapomnieć o koszmarnej rzeczywistości czasów, w których dzieło powstawało, jak i o realiach życiowych bohaterów komedii, którzy w kolorowych kostiumach i wśród naiwnych dekoracji stwarzali wrażenie jakiejś baśni z przeszłości szczęśliwej i wesołej.
Joanna Tumiłowicz