Liczący już ponad dwie dekady Festiwal Rozdroże, który programowo i organizacyjnie zbliżony był do Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, dożył swoich ostatnich dni. Impreza łącząca rozmaite poszukiwania w obrębie teatru ruchu i plastycznych form wizualnych okazała się w sumie dosyć droga, a programowo raczej niszowa i co gorsze nie odpowiadająca bezpośrednio na wezwania promowanego nurtu polityki kulturalnej.

W swej ostatniej odsłonie zaproponowała cztery spektakle, dwa holenderskie i dwa polskie. Wiadomo, że zorganizowanie takiego przeglądu wiąże się z koniecznością zaproszenia zespołów, które nie są warszawskie z natury. Więc tym razem mieliśmy gości z Holandii, którzy zaprezentowali ciekawe rozumienie sztuki i kultury w szerokim rozumieniu tych słów.
Teatr Hotel Modern z Rotterdamu pokazał spektakl De grote Oorlog czyli Wielka wojna (1914), będący w istocie animowanym pseudo dokumentalnym, filmem ukazującym genezę tego światowego konfliktu, jego bezduszność, bezsensowność i okrucieństwo. Nowością wykonanego w Warszawie po raz pierwszy spektaklu/filmu była jego realizacja na oczach publiczności. Okopy usypano na długim stole, czołgi to zabawki, żołnierze są typowymi figurkami z plastiku, choć wówczas dzieci bawiły się jeszcze ołowianymi. Drzewa są sadzonkami pietruszki. Przy pomocy małej kamery można w ten sposób zrekonstruować dosyć przekonująco „teatr działań wojennych”, jeśli jeszcze posłużymy się odpowiednio nagranymi, bądź wykonanymi na żywo efektami dźwiękowymi i czytanymi przez lektora listami żołnierzy wysyłanymi do rodziny.

Cały pomysł jest więc dziecinnie prosty, choć przez to przemawiający do wyobraźni o wiele mocniej, niż emisja czystego filmu bez ukazania kuchni czyli warsztatu. Groza i absurd wojny to temat, który powinien być nieustannie przywoływany w kulturze, ale nam karmionym filmami z autentycznych, dziejących się dziś konfliktów zbrojnych, nafaszerowanym też perfekcyjnie wykonanymi dziełami kina fabularnego odwołującego się do wojen historycznych, taki spektakl na żywo może się jednak wydać bajeczką do opowiadania na dobranoc grzecznym dzieciom. Podejście do tego tematu artystów z Holandii jest godne szacunku, ale w sumie może zainteresować dosyć wąską grupę publiczności, czego dowodem był wieczór w Sali Laboratorium CSW. Większe powodzenia miał drugi spektakl holenderski przygotowany przez grupę tańca współczesnego z Groningen o nazwie Club Guy & Roni. Spektaklowi towarzyszył na żywo zespół perkusyjny wspomagany elektroniką Slagwerk den Haag. Spektakl pt. Happiness (Szczęście) zawierał kilka oryginalnych pomysłów. Po pierwsze obok zawodowych doskonale dysponowanych tancerzy w przedstawieniu brała też udział grupa tzw. zwyczajnych ludzi, którzy na scenie poruszali się i także tańczyli jak amatorzy, wykonywali również rozmaite funkcje pomocnicze, np. przenosili różne transparenty z dosyć absurdalnymi hasłami.
Do akcji na podeście dla tancerzy włączali się też muzycy z zespołu muzycznego. Po drugie oryginalne było to, że typowe ewolucje taneczne, skłony, piruety, pas de deux itd. wykorzystane były przez choreografa w sposób nietypowy dla sztuki baletu klasycznego, jako rodzaj żartu, parodii, teatru w teatrze czy też czczego popisu akrobatycznego.

Kolejnym oryginalnym efektem były teksty wypowiadane przez artystów-tancerzy. Ponieważ Club Guy & Roni jest zespołem międzynarodowym w jego skład wchodzi tancerz z Polski i to on był w istocie także głównym aktorem wypowiadającym po polsku najwięcej kwestii. Chodzi o Igora Podsiadłego, artystę, który jest zarazem laureatem nagrody Swana dla najlepszego tancerza tańca współczesnego w 2014 roku. Licznie zgromadzona publiczność warszawska mogła więc bez problemów zrozumieć o co chodzi w spektaklu Happiness, że jest to podszyta absurdem opowieść o dysfunkcjonalnej rodzinie, w której dziecku wymyśla się od idiotów, gdzie ogląda się i naśladuje telewizyjne programy typu „reality show”, czy też walki zapaśnicze typu wrestling albo występy chippendales. W takiej rodzinie są oczywiście problemy z osobami w podeszłym wieku z daleko posuniętą demencją, których jedyną bronią jest posiadanie gotówki, ale też zdarzają się przypadki pedofilii. Wszystkie epizody nieskładnej opowieści ze ogromnym dynamizmem i poczuciem humoru opisywane są nie tylko słowem, ale przed wszystkim żywiołowym tańcem, raz nowoczesnym, raz pseudoklasycznym, wreszcie dyskotekowym. Publiczność odebrała występ Holendrów jako barwne widowisko rozrywkowe z ostrą muzyką i nieco koszarowymi żartami, podziwiała przy okazji ogromną sprawność ruchową grupy tancerzy. Scenografię spektaklu opracował Ascon de Nijs, kostiumy zaprojektowała Slavna Martinovic zaś reżyserię i choreografię widowiska stworzyła para Guy Weizman i Roni Haver, od imion których teatr przyjął swoją nazwę.
Joanna Tumiłowicz