Przegląd nowości

„Turandot” w Łodzi

Opublikowano: wtorek, 17, maj 2016 08:59

Teatr Wielki w Łodzi pierwszy raz w swojej historii sięgnął po Turandot Giacomo Pucciniego, operę będącą miernikiem sprawności zespołu realizatorów i wykonawców. O stopniu trudności jaki stawia to dzieło może świadczyć fakt, że w powojennej historii polskiej opery wystawiono je zaledwie dziewięć razy, łódzka premiera jest dziesiątą.

Turandot 618-2

Próbę wystawienia Turandot podjęto w Łodzi już kilka lat temu, wystawiono nawet na foyer szkice scenograficzne Andrzeja Majewskiego, który miał być scenografem tej inscenizacji. Jednak dość szybko się z tego pomysłu wycofano. Od piątku 13 maja Teatr Wielki w Łodzi ma Turandot w swoim repertuarze.

Turandot 618-20

Ta opera będąca bajkową historią okrutnej chińskiej księżniczki, to jedyne dzieło swojego twórcy, którego nigdy nie zobaczył na scenie, zarazem jedyne, którego nie dokończył. Praca Pucciniego urywa się na scenie śmierci Liu, muzyka żałobna po jej śmierci jest ostatnią muzyczną myślą jaka wyszła spod pióra Pucciniego.


Pozostało do dokończenia 36 stron szkiców. Zakończenie napisał w oparciu o pozostawione przez Pucciniego wspomniane szkice i  notatki Franco Alfano. Ceniony dyrygent Arturo Toscanini, a zarazem wielki przyjaciel Pucciniego, prowadząc 25 kwietnia 1926 roku prapremierę Turandot na scenie mediolańskiej La Scali, po scenie śmierci Liu, na znak żałoby zatrzymał orkiestrę i zwrócił się do zdumionej publiczność mówiąc – Tutaj kończy się dzieło mistrza, śmierć okazała się szybsza!

Turandot 618-88

Publiczność w ciszy i skupieniu opuściła teatr składając w ten sposób kolejny raz hołd wielkiemu Artyście. Dalsze przestawienia odbywały się już z dopisanym przez Alfano zakończeniem, co stało się tradycją.  


W żadnej ze swoich oper nie osiągnął Puccini takiej siły wyrazu, żadna też nie ma tak ciekawej i oryginalnej instrumentacji nadającej muzyce specyficzny koloryt i blask. Walory muzyczne, dramatyczne i widowiskowe sprawiły, że Turandot błyskawicznie zdobyła pozycję dzieła najbardziej efektownego na światowej scenie operowej. Może z nią konkurować w tym względzie jedynie egipska Aida Giuseppe Verdiego. 

Turandot 618-28

W przypadku Turandot chiński pałac cesarski, bogactwo cesarskich orszaków i otoczenia oraz przewijające się przez scenę tłumy statystów nadają operze monumentalny charakter. Reżyserzy i scenografowie mają w tym przypadku wyjątkowo wdzięczne pole do popisu. Bogactwo scenografii i kostiumów powinno oszałamiać widza od pierwszego podniesienia kurtyny.

Turandot 618-53

Szczególnymi względami cieszy się kostium niedostępnej i okrutnej tytułowej księżniczki, który swoim blaskiem i bogactwem podkreślać powinien cesarski rodowód oraz jej nadziemski, niemal boski, charakter.


Najnowsza łódzka inscenizacja Turandot pod tym wglądem nieco rozczarowuje. Inscenizacja ma co prawda rozbudowane i dynamicznie prowadzone sceny zbiorowe i generalnie pozostawia korzystne wrażenie. Co zresztą potwierdziło owacyjne przyjęcie premiery 13 maja. Jednak zbrakło mi w tej inscenizacji koniecznych tutaj kontrastów między bogatym cesarskim dworem a szaroburym chińskim ludem. 

Turandot 618-14

Cesarz też jakiś taki nieśmiały, bez monarszego orszaku siedzący, jak wygnaniec, samotnie na proscenium na zwyczajnym taborecie, który wcześniej przywędrował na wskazane miejsce podawany nad głowami tłumu. Na dodatek jego żołnierze bardziej przypominali rzymskich pretorian, niż armię cesarza Chin. Nie ma też cesarskiego pałacu.


Akcja drugiej sceny II aktu prowadzona jest w górzystym terenie (scenografia Małgorzata Zwolińska), a Turandot pojawia się na scenie wychodząc z jakiej jaskini. Nie do końca przekonuje mnie scena rozwiązywania zagadek.

 Turandot 618-100

A przecież pojawienie się Kalafa staje się przełomem w życiu Turandot – zostaje pokonana, a trzy zagadki: Nadzieja, Krew i Turandot,  zostają wreszcie rozwiązane, jednocześnie zrywając z niej szaty boskości. W tym momencie jej martwy, pełen okrucieństwa świat, wali się w gruzy nabierając ludzkiego wymiaru pełnego uczuć i emocji.

Turandot 618-113

Natomiast podobał mi się pomysł przeniesienia pierwszej sceny drugiego aktu do chińskiej palarni opium. To w jej zaciszu cesarscy ministrowie Ping (Łukasz Motkowicz), Pang (Aleksander Kunach), Pong (Łukasz Gaj), wspominają stare dobre czasy, kiedy życie w Chinach płynęło zgodnie z wiekową tradycją, co wyrażają w pięknie zaśpiewanym tercecie Ho una casa. Jednak za najbardziej udany uznaję trzeci akt, gdzie debiutującemu na operowej scenie reżyserowi Adolfowi Weltschekowi uciekającemu przed orientalną baśnią udało się zbudować właściwy klimat ciemnej pełnej tajemnic oraz wyrazistą i subtelną dramaturgię akcji.


Szczególnie ujął mnie pełen subtelności moment okrywania przez Turandot własnym płaszczem ciała Liu, która zginęła samobójczą śmiercią, nadziewając się na trzymany przez Księżniczkę sztylet.

Turandot 618-43

W tym momencie rozpoczęła się przemiana tytułowej bohaterki, która pojęła wreszcie co znaczy słowo miłość. Jednak największą siłą łódzkiej Turandot jest jej wysoki poziom muzyczny. To zasługa Antoniego Wita, który z właściwą sobie maestrią przygotował orkiestrę, a przy dyrygenckim pulpicie bardzo dbał by nie uronić nic, nie tylko z wyrafinowanej kolorystyki tej wspaniałej muzyki, ale również pokazać w pełni jej finezyjną instrumentację i klimat właściwy temu wspaniałemu dziełu. Równie wysoka ocena należy się pięknie brzmiącemu chórowi, który w tej operze ma niemałe pole do popisu. 


Chór przygotował Dawid Jarząb. Godnych partnerów tworzenia znalazł Antoni Wit w obsadzie. Partię Liu śpiewała mieszkająca we Włoszech Koreanka Lilla Lee, która po niezbyt pewnie zaśpiewanym początku monologu In questa regia szybko jednak nabrała pewności intonacyjnej i zaprezentowała głos o dużym wolumenie, którym z powodzeniem pokonywała ogromne trudności swojej partii budując zarazem wiarygodną kreację aktorską.

Turandot 618-125

Nieco inaczej było w przypadku Charlesa Kim, wykonawcy partii Kalafa, który prezentował wysoką kulturę muzyczną i mocny głos o interesującej barwie. Pierwszy i drugi akt śpiewał z pełną mocą, niestety w ostatnim akcie dopadła go niedyspozycja więc słyszało się już w jego głosie zmęczenie, często jego głos ginął w brzmieniu orkiestry, czyli nie wytrzymał kondycyjnie.

Turandot 618-156

Piękny sopran o wyrównanym brzmieniu i równie piękne piana zaprezentowała Dorota Wójcik w partii Liu, kruchej nieszczęśliwej dziewczyny o wielkim sercu zdolnej w imię miłości do największego poświęcenia. Swoją subtelnością i skromnością była absolutnym przeciwieństwem wyniosłej, lodowatej Turandot. To najpełniejsza kreacja tej premiery – wielkie brawa! Grzegorz Szostak może partię Timura, niewidomego ojca Kalafa, zapisać po stronie swoich osiągnięć artystycznych.

                                                                                          Adam Czopek