Przegląd nowości

Poławiają i kochają

Opublikowano: czwartek, 05, maj 2016 21:41

Poławiacze pereł Bizeta, to już drugie podejście Opery Wrocławskiej do tematu. Najpierw było superwidowisko, a obecnie – premiera na scenie teatru. Przyznać trzeba, że imponująca fantazją i rozmachem zwłaszcza w warstwie wizualnej. Waldemar Zawodziński – reżyser, scenograf, reżyser świateł i autor inscenizacji w jednej osobie odwołał się do barwnej i dla nas nieco tajemniczej kultury Indii, nie po to by cytować w sanskrycie oryginalne wersy ze świętych ksiąg, bo i sam Georges Bizet wraz z librecistami to i owo w odniesieniu do buddyzmu pomylili.

Po awiacze perel 613-128

Chodziło więc o sprawienie wrażenia, że historia dzieje się bardzo daleko stąd i dosyć dawno. I bardzo dobrze się stało, bo opera o społeczności poławiaczy pereł była w ostatnim czasie jedną z nielicznych, w których reżyser nie nawiązywał do aktualnych wydarzeń politycznych ani obyczajowych, nie starał się przenieść akcji w czasy współczesne, nie przebierał bohaterów spektaklu w zwykłe, codzienne ubrania, ale starał się pokazać nam całkiem inny świat.


W projektowaniu kostiumów reżysera wyręczyła Małgorzata Słoniowska, ale nie do końca, bowiem Zawodziński też włączył tutaj swoje wizje. Z kolei do projektów scenograficznych dołączyła się Maria Balcerek.

Po awiacze perel 613-50

Tylko Janina Niesobska odpowiedzialna za choreografię i ruch sceniczny  musiała pracować samodzielnie. Chociaż w spektaklu wrocławskim ruszają się nie tylko tancerze,  chórzyści, soliści, ale elementy scenografii. 

Po awiacze perel 613-59

I tutaj  pomysłowość twórców osiąga niekiedy zachwycającą precyzję. Np. arii Leili (tutaj wystąpiła dwukrotnie, dzień po dniu Joanna Moskowicz) towarzyszy pojawienie się długich „cygar”, z których jedno jest ogromną klepsydrą sączącą biały piasek do wielkiej czary. Twórcy spektaklu tak dokładnie wymierzyli ilość piasku do przesypania, że ten efektowny szczegół akcji zostaje przerwany idealnie w momencie zakończenia arii. Ciekawie rozwiązany scenicznie został też słynny duet Zurgi i Nadira.


Bohaterowie odpoczywają na leżach wiszących na linach – coś w typie latających dywanów, wstają powoli trzymając się lin, bo owe podesty są w ciągłym ruchu i grożą wywrotką. Takich scen, w których uwagę widza przykuwają elementy działające na wzrok i wyobraźnię jest w tym przedstawieniu sporo, ale oczywiście najważniejsza jest muzyka z wyczuciem i precyzją poprowadzona przez Ewę Michnik.

Po awiacze perel 613-27

Nie ma w tej partyturze jakichś szczególnie dramatycznych, szybkich i głośnych epizodów. Muzyka jest w większości spokojna, liryczna, jedynie w chwilach uniesień religijnych kierująca się w stronę patosu. Symbolem opery Poławiacze pereł jest stylizowana na kulturę Wschodu, łagodna, powolna i nieco melizmatyczna aria Nadira. W drugiej premierze śpiewał ją Meksykanin Victor Campos-Leal, pięknie, łagodnie i lirycznie, ale to był jedyny moment, kiedy artystę dobrze słyszeliśmy, bo w scenach zbiorowych, duetach, tercetach jego głos ginął. 


Przeciwieństwem był jego partner, baryton wykształcony na Łotwie Valdis Jansons, który prezentował głos dobrze postawiony, mocny i dźwięczny, nadający się zarówno do partii lirycznych jak i dramatycznych. Różnicę między Zurgą i Nadirem wyczuła też bezbłędnie  publiczność nagradzając produkcje  obu artystów odpowiednio wydłużonymi lub skróconymi i mniej dynamicznymi owacjami.

Po awiacze perel 613-182

Gdyby w ten sposób wartościować występy solistów to Zurga i Leila uplasowali się wyżej niż Nadir i Nurabad. W roli kapłana usłyszeliśmy młodego basa Marka Paśko, którego głos dziwnie zastygał, nie rezonował w przestrzeni scenicznej.

Po awiacze perel 613-196

Wszystkie te spostrzeżenia dowodzą jak wiele znaczy w śpiewie operowym dobra szkoła wokalna i dodatkowo nieustanna korekta  pedagoga wokalisty obdarzonego doskonałym słuchem, co pozwala wychwycić każdą źle wyprowadzoną nutę, każdy błąd mogący skutkować w przyszłości utratą podstaw prawidłowej emisji. W Poławiaczach pereł uwagę zwracał też chór operowy kierowany przez Annę Grabowską-Borys, który prócz skomplikowanych niekiedy zadań ruchowych i tanecznych śpiewał zarówno na scenie jak i za sceną. I było go słychać.

                                                                            Joanna Tumiłowicz