Urodzony w Narbonne w 1711 roku Jean-Joseph Cassanéa de Mondoville (zm. w Belleville w 1772) był jednym z najsłynniejszych kompozytorów francuskich osiemnastego wieku. Prawdopodobnie uzyskał muzyczne wykształcenie na południu Francji, ale w wieku dwudziestu lat udał się do Paryża, gdzie dał się poznać jako wirtuoz skrzypiec i zarazem kompozytor.

Jego utwory popularyzowała instytucja muzyczna Concert Spirituel, a niektóre sonaty skrzypcowe jego autorstwa ukazały się też drukiem. Od 1738 roku działał w Lille, gdzie wykonywano jego pierwsze motety, a w następnym roku zamieszkał ponownie w Paryżu, pełniąc prestiżowe funkcje w życiu muzycznym. Jego kompozycje instrumentalne i motety cieszyły się niesłychanym powodzeniem zarówno w Paryżu jak i w Wersalu. W roku 1742 zaczął tworzyć po raz pierwszy dla Académie royale de musique, gdzie jego muzyka będzie rozbrzmiewać jeszcze przez następnych trzydzieści lat. Był bardzo zaangażowany w działalność wspomnianej organizacji Concert Spirituel, której nawet został dyrektorem.
To właśnie w trakcie organizowanych przez nią koncertów prezentował swe oratoria po francusku, pierwsze przykłady tego gatunku. Zyskał renomę równą tej, którą cieszył się wielokrotnie mu przeciwstawiany Rameau, natomiast odróżniał się od współczesnych mu twórców utrzymanym w duchu włoskim stylem, doskonale jednak przystosowanym do tradycji francuskiej.

O Ile jednak Rameau doczekał się dzisiaj należnej mu chwały, o tyle jego młodsi i równie zasłużeni na polu rozwijania gatunku lirycznego „koledzy po fachu”: Boismortier, Leclair i oczywiście Mondoville są wciąż jeszcze niezbyt doceniani. Mondoville jest ignorowany nawet we własnej ojczyźnie (z wyjątkiem lepiej poinformowanych miłośników muzyki barokowej) i to pomimo dwóch wzorcowych poświęconych mu nagrań płytowych: Wielkie motety pod dyrekcją Williama Christiego (Erato) i Les Fêtes de Paphos pod dyrekcją Christophe’a Rousseta (L’Oiseau-Lyre). Tej sytuacji nie zmieniły podejmowane nieśmiało tu i ówdzie, ale przecież zupełnie odizolowane, inicjatywy.
Na szczęście w tym zakresie Francja może liczyć na węgierskiego dyrygenta György Vashegyiego, który w 2014 roku wzbudził już podziw wykonaniem Les Fêtes de Polymnie Rameau i który we współpracy z Centrum Muzyki Barokowej w Wersalu zajął się eksploracją repertuaru francuskiego siedemnastego i osiemnastego wieku, ze szczególnym zwróceniem uwagi na Mondoville’a.

Przypomnijmy, że György Vashegyi, były asystent John Eliota Gardinera i Helmutha Rilinga, jest pełnym pasji i artystycznej ciekawości założycielem Orkiestry Orfeo i Chóru Purcell oraz inicjatorem nagrania już piętnastu płyt poświęconych wyżej wzmiankowanemu repertuarowi.

Vashegyi jest również jednym z organizatorów i spiritus movens Festiwalu Barokowego organizowanego od dwóch lat w Budapeszcie w wielkiej Sali Müpa (Müvészetek Palotája), czyli w dawnym Pałacu Sztuk, zainaugurownym w 2005 roku. To tam dwa wymienione zespoły mają swoją stałą siedzibę. Ten rozległy kompleks dysponuje doskonałą akustyką i obok historycznej sali tutejszej Opery oraz Konserwatorium Franz Liszt stanowi jedno z trzech najważniejszych centrów życia muzycznego stolicy Węgier. Pod wieloma aspektami jego fukcjonowanie jest porównywalne z takimi strukturami jak Filharmonia Paryska czy londyński Barbican Center.
Podczas tegorocznej edycji Festiwalu Vashegyi postanowił zaprezentować publiczności operę Isbé Mondoville’a, najmniej znane dzieło tego kompozytora, co zupełnie nie dziwi ze względu na fakt, iż od czasu swej kreacji w 1742 roku nie zostało ono już nigdy wznowione.

Autorem libretta jest markiz Henri-François de la Rivière, który tylko raz, właśnie przy tej okazji, spróbował swoich sił na niwie teatru lirycznego. Mondoville postanowił napisać muzykę do tego tekstu dopiero po śmierci autora. Trzeba powiedzieć, że podczas kreacji dzieło było bardzo krytykowane: libretto za manieryczność, a partytura za zbytnie nowatorstwo. Wydaje się jednak, że głównym powodem chłodnego przyjęcia ze strony publiczności było to, iż trudno jej było zaakceptować w teatrze lirycznym twórcę znanego przede wszystkim z kompozycji sakralnych. Jeśli jednak opera nie odniosła wówczas oczekiwanego sukcesu, to przynajmniej otworzyła kompozytorowi drzwi do paryskiej Académie royale de musique.
Polskiego czytelnika z pewnością zainteresuje fakt, że Isbé była pierwszą operą graną – przy okazji przedstawień w Paryżu – na dworze Marii Leszczyńskiej. Jeśli chodzi o samą partyturę, to zachowała się jedynie jej pierwsza i niekompletna wersja (pozbawiona partii chóralnych). Żeby zatem dzisiaj mogło dojść do koncertowego wykonania w Budapeszcie konieczna była staranna rekonstrukcja, której dokonał György Vashegyi przy współpracy Agnès Pinter i Anny Scholz oraz wsparciu Instytutu Francuskiego i Centrum Muzyki Barokowej w Wersalu, reprezentowanego przez jego dyrektora artystycznego Benoit Dratwickiego.

Owocem ich żmudnej pracy jest właściwie kompletna - to znaczy trwająca ponad trzy godziny - rekonstrukcja oryginału, pozbawiona jedynie kilku scen baletowych, co ma na celu wzmocnienie całej dramaturgii. To właśnie Dratwicki przeanalizował dogłębnie partyturę Isbé i zredagował na jej temat niezwykle interesujący tekst.

Podkreśla w nim kontekst powstania opery, zdominowany przez chęć powrotu do gatunku heroiczno-pastoralnego, za którego nieprześcigniony model uważano wówczas Issé Destouche’a. Dratwicki wykazuje też, że jest wiele powodow, dla których opera Mondoville’a jest w stanie oczarować także i dzisiejszą publiczność. Otóż muzyczna materia Isbé świadczy o całkowitej asymilacji stylu właściwego operze francuskiej, toteż nic dziwnego, że odnajdujemy w niej wpływy takich kompozytorów jak Lully, Destouches, Campra, Mouret czy Boismortier.
Ponadto poprzez swoje mistrzostwo w zakresie języka instrumentalnego Mondoville dopisuje się do listy skrzypków-kompozytorów, na której znajdują się już tacy twórcy jak Francoeur, Rebel, Leclair i Dauvergne. I to właśnie w zakresie orkiestracji partytura Isbé zaskakuje najbardziej oryginalnymi rozwiązaniami. Na przykład w akompaniamencie arii i epizodów chóralnych porywa nas żywiołowa wirtuozeria instrumentalna. Warto zresztą zauważyć, że dominacja skrzypiec nad instrumentami dętymi nadaje muzyce typowo włoskie zabarwienie. Z zachowanych dokumentów, tak skrupulatnie przebadanych przez Benoit Dratwickiego, wynika, że pracując nad swoim dziełem Mondoville bardzo liczył na talent artystów, którzy za sprawą utrzymanej na najwyższym poziomie interpretacji byli by w stanie wydobyć wszelkie walory i piękno jego muzyki.

Owo oczekiwanie kompozytora zostało w pełni spełnione przy okazji tego prezentowanego w Budapeszcie „wskrzeszenia” Isbé, mobilizującego wyśmienity zespół doskonale przygotowanych i bezbłędnie obsadzonych w poszczególnych rolach solistów. Katherine Watson w roli tytułowej ujmowała świeżością brzmienia swego delikatnie prowadzonego sopranu i poruszała bezgranicznym zaangażowaniem w wykonaniu utrzymanych w szlachetnym i patetycznym stylu monologów. Baryton Thomas Dolié imponował wokalnym autorytetem w huraganowych partiach Adamasa, a kontratenor Reinoud Van Mechelen w roli Coridona – plastycznym frazowaniem. Sopranistka Chantal Santon-Jeffery w trudnych technicznie partiach Miłosierdzia i Rozkoszy czarowała figlarną wirtuozerią i wysmakowaną vis comica, zaś sopranistka Rachel Redmond (Amor, Pasterka, Klimene i Nimfa) przeniosła nas w niebiańskie sfery zjawiskowo-eterycznym głosem. Obsadę dopełniali przykuwająca uwagę gęsto nasyconym mezzosopranem Blandine Folio Peres (Céphise, Moda) oraz Alain Buet (Iphis, Trzeci Hamadriad), Artavazd Sargsyan (Tircis, Pierwszy Hamadriad, Bóg Lasów) i Márton Komárom (Drugi Hamadriad). Podkreślić również należy fantastyczny poziom chóru Purcell, demonstrującego rzadko spotykaną zbiorową muzykalność, nienaganną dykcję, fenomenalną intonację i wspaniałą stopliwość głosów. Rewelacyjną równowagę pomiędzy poszczególnymi grupami instrumentów i równie spontaniczną muzykalność prezentowała Orkiestra Orfeo, w której miejsce pierwszego skrzypka zajął na tę okazję słynny brytyjski skrzypek i dyrygent Simon Standage. Wszakże głównym architektem owego frapującego przedsięwzięcia artystycznego był oczywiście György Vashegyi, wybitny znawca tego typu repertuaru, znający wszelkie jego tajniki, dyrygent czujny i wrażliwy, dbający o atrakcyjne zabudowanie przestrzeni muzycznej i utrzymanie właściwej harmonii pomiędzy głosami i orkiestrą. W jego przenikniętej życiem i nigdy nie tracącej dramaturgicznego napięcia interpretacji włoski z charakteru wigor przeplatał się naturalnie z podniosłymi klimatami bądź też ustępował miejsca bardziej delikatnym i pastoralnym fragmentom. Na zakończenie dodajmy, że niezwykłymi walorami tego wykonania wydobytej z czeluści zapomnienia opery Mondoville’a ciekawi słuchacze będą się mogli do woli delektować dzięki udostępnionemu na stronie internetowej Sali Müpa filmowi wideo, a w późniejszym terminie za sprawą nagrania płytowego, które firma Glossa wypuści na rynek już w przyszłym roku.
Leszek Bernat