Przegląd nowości

Wysmakowany dramat gejszy

Opublikowano: czwartek, 07, kwiecień 2016 18:33

Przedstawienie transmitowane na żywo z Metropolitan Opera do sieci kin w Polsce, przybliżane widzom m.in. przez firmę Cikanek w Kinie Praha w Warszawie, należy do najlepszych realizacji dzieła Giacomo Pucciniego. Zachowuje idealną równowagę między nowoczesnością i tradycją, autentyzmem japońskiego miejsca akcji i umownością sceny.

Madama,Met 1

A przy tym stanowi dowód, jak doskonałą wykonawczynią roli gejszy Cio-Cio-San jest łotewska sopranistka Kristine Opolais. Jej głos brzmi pewnie, ma wystarczająco dużo ciepła i blasku, by móc pokazać wszelakie uczucia, miłość, radość, smutek, oddanie, rezygnację i gniew. Wspaniały sopran wspomaga do kwadratu dojrzała, przemyślana gra aktorska. Jej partner, z dużo większym dorobkiem scenicznym – przypomnijmy, że swego czasu kreowany na następcę Luciano Pavarottiego – wypada na tle Cio-Cio-San raczej jednowymiarowo. 


Dobrze panuje nad swym lirycznym głosem trochę twardawym w brzmieniu, wspomaga kreację odpowiednią mimiką, ale pojawia się na początku i na końcu dramatu, natomiast całe przedstawienie spoczywa tutaj na odtwórczyni roli tytułowej. Nie było to przedstawienie premierowe, jedynie zaproszono nowych odtwórców głównych ról.

Madama,Met 2

Warto jednak zwrócić uwagę na inscenizację nieżyjącego już Anthony’ego Minghelli, która potrafiła stosując środki z tradycyjnego teatru japońskiego, stworzyć nastrój egzotyki, w której dramat młodziutkiej gejszy stał się szczególnie autentyczny i przejmujący. Scena miłosna Madame Butterfly i Pinkertona, która odbywa się wśród poruszających się lampionów, a także rozdzierający żal ostatniego spotkania gejszy z synem, a właściwie drewnianą kukiełką dowiodły, że środki wyrazu jakimi dysponuje stara sztuka japońska to wciąż jeszcze nie do końca poznany arsenał. Animacja lalkarska w odróżnieniu od wynajmowanych na potrzeby przedstawień prawdziwych dzieci, dysponuje wiele większą skalą możliwości artystycznych i wbrew pozorom, bardziej działa na zmysły.


Zaangażowanie Zespołu Blind Summit Theatre a także grupy tancerzy kultywujących dalekowschodnie pomysły choreograficzne były strzałem w dziesiątkę. To zasługa Carolyn Choa, która także pilnowała pomysłów reżyserskich twórcy przedstawienia. Gorzej wypadła bardzo uproszczona, surowa scenografia Michaela Levine. Kostiumy Han Fenga natomiast były niemal w 100 procentach wierne epoce, w której kompozytor umieścił bohaterów opery. Poza parą głównych wykonawców warto zauważyć wspaniale dobranych odtwórców ról drugoplanowych.

Madama,Met 3

Maria Zifchak pełniła rolę Suzuki, zaś  Dwayne Croft był amerykańskim konsulem. W partii Kate Pinkerton zobaczyliśmy i usłyszeliśmy rzadko u nas wspominaną Polkę Edytę Kulczak. Polskich akcentów było w przedstawieniu więcej, jeśli wspomnieć, że Roberto Alagna obecnie jest mężem naszej Aleksandry Kurzak, natomiast w przerwie spektaklu zobaczyliśmy nadawany bezpośrednio z MET krótki wywiad z Mariuszem Kwietniem na temat kolejnej premiery operowej.

Madama,Met 4

W partii obrotnego Goro wystąpił dosyć poprawny Tony Stevenson, nieco autentyzmu wizualnego w japońskiego księcia Yamadori  próbował zaszczepić ze zmiennym szczęściem mocno i twardo brzmiący bas Yunpeng Wang. Wreszcie na krótko pokazał się charakterystyczny w swej bezkompromisowości wuj Cio-Cio-San (Bonzo) – Stefan Szkafarowsky. Przedstawieniem dyrygował z nerwem i kolorystycznym wyczuciem orkiestry Karel Mark Chichon, co było dodatkowym bonusem dla publiczności zgromadzonej w kinach na całym świecie.

                                                                                Joanna Tumiłowicz