Odgrywające niegdyś ważną rolę miasto Magdeburg stało się w dwudziestym wieku ofiarą rozpętanej przez Niemcy zawieruchy wojennej. Już pod koniec pierwszej wojny światowej zainstalowany tutaj koncern stalowy Kruppa starał się odzyskać słabnącą potęgę ekonomiczną i maksymalne zdolności produkcyjne.

Jednak to od roku 1933, pod wpływem rosnącego w siłę narodowego-socjalizmu, zaczął odstępować od produkcji maszyn przemysłowych i rolniczych na rzecz produkcji uzbrojenia i amunicji. To właśnie z tego powodu Magdeburg stał się później celem alianckich nalotów dywanowych, z których najbardziej tragiczne w skutkach były te z roku 1943 i szczególnie zmasowany atak mający miejsce 16 stycznia 1945 roku. Dość powiedzieć, że osiemdziesiąt procent miasta uległo wówczas całkowitemu zniszczeniu, a historyczne centrum zostało zrównane z ziemią aż w dziewięćdziesięciu procentach.
Po zakończeniu działań wojennych zarząd miasta został przyznany Sowietom, a od roku 1949 znalazło się ono w granicach Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Podczas odbudowy Magdeburga większość historycznego centrum otrzymało nową zabudowę w stylu socrealizmu, a znajdujące się w katastrofalnym stanie zabytki zostały po prostu wyburzone (choć na przykład pieczołowicie odbudowano katedrę).

Skutki tych działań są niestety dzisiaj doskonale widoczne. W roku 1990, po zjednoczeniu Niemiec, Magdeburg stał się stolicą kraju związkowego Saksonia-Anhalt, ale okres adaptacji i ustrojowej transformacji przechodził dość boleśnie i doświadczył nawet spadku liczby mieszkańców. Dodajmy jeszcze, że w czerwcu 2013 roku miasto znów musiało stawić czoła przeciwnościom losu, tym razem z powodu potężnej i będącej przyczyną poważnych zniszczeń powodzi.
Wbrew owej trudnej historii i z potrzeby nawiązania do okresów świetności miasta, od roku 1962 organizuje się tutaj w cyklu dwurocznym międzynarodowy Magdeburger Telemann-Festtage (Festiwal Telemanna), upamiętniający fakt narodzin tego wielkiego kompozytora w 1681 roku właśnie w tym położonym nad brzegiem Łaby ośrodku. W ten sposób Magdeburg dołączył do innych miast centralnych Niemiec honorujących swych słynnych kompozytorów: Halle (Händel) i Lipska (J.S.Bach). Mamy tu zatem do czynienia z trzema ważnymi ośrodkami muzycznymi, przyciągającymi liczną rzeszę miłośników muzyki barokowej. Co ważne Festiwal Telemanna cieszy się niezawodnym wsparciem władz lokalnych i ministerstwa kultury wspomnianego kraju związkowego Saksonia-Anhalt.

Naukowo-artystycznym zapleczem owej manifestacji jest działające tutaj Centrum Telemanna, ośrodek przechowujący dokumenty, archiwa, partytury i rękopisy kompozytora, prowadzący także intensywną działalność badawczą i wydawniczą. Jest to miejsce goszczące nie tylko zajmujących się twórczością Telemanna muzykologów, ale także muzyków-wykonawców, szukających informacji i wskazówek dotyczących interpretacji dzieł tego jednego z najważniejszych kompozytorów przełomu siedemnastego i osiemnastego wieku. W tym roku na rozgrywający się na przestrzeni dziesięciu dni (11 – 23 marca) Magdeburger Telemann-Festtage złożyło się aż pięćdziesiąt wydarzeń artystycznych, w których wzięło udział pięciuset wykonawców z dwudziestu krajów.
Manifestacja odbywała się pod patronatem ministra Sachsen-Anhalts dr. Reinera Haseloffa oraz - w odniesieniu do niżej omawianej realizacji Damona - ambasadora Francji Philippe’a-Etienne die Schirmherrschafta. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że poszczególne punkty programu powiązano ze skierowanymi do młodzieży projektami o charakterze pedagogicznym. To dzięki takim inicjatywom ponad trzy tysiące uczniów ze szkół podstawowych i średnich z entuzjazmem brało udział w rozmaitych spotkaniach, zajęciach, promenadach muzycznych itp. Festiwal przyznaje też Telemann Prix, która tym razem została wręczona po koncercie inauguracyjnym barytonowi Klausowi Mertensowi.

Z okazji Festiwalu miała miejsce dwudziesta już (czyli jubileuszowa) międzynarodowa konferencja naukowa, zorganizowana we współpracy z Instytutem Muzyki Martin-Luther Uniwersytetu Halle-Wittenberg, Międzynarodowym Towarzystwem Telemanna, Centrum Barokowym oraz wydziałami kultury krajów związkowych: Saksonii, Saksonii-Anhalt i Turyngii. W konferencji wzięło udział dziewiętnastu specjalistów - reprezentujących Niemcy, Japonię, Szwajcarię i Stany Zjednoczone - których obrady skoncentrowały się na temacie: „Concertare – Concerto – Concert. Koncert w rozumieniu Telemanna i twórców mu współczesnych”. Ujmując rzecz w skrócie chodziło o pochylenie się nad dwuznacznościami różnych sposobów rozumienia formy koncertu w tamtych czasach. Jeśli chodzi o wydarzenia artystyczne, to szczególnie dwa z nich wywołały szczególnie duże zainteresowanie. Po pierwsze sensację wzbudziło pierwsze na świecie wykonanie pochodzących z 1735 roku 12 Fantazji na viola da gamba Telemanna, którego to ambitnego zadania podjął się w czasie dwóch wieczorów gambista Thomas Fritzsch.
Miło mi przy okazji poinformować, że jego interpretacje zostaną udostępnione szerszemu gronu odbiorców za sprawą dokonanego w trakcie wzmiankowanych koncertów nagrania płytowego. Drugim kluczowym punktem programu tegorocznego wydania omawianej manifestacji było zaprezentowanie scenicznej realizacji niezwykle ciekawej z wielu punktów widzenia opery Damon, stanowiącej jakby esencję geniusza Telemanna.

Można tu mówić o prawdziwym odkryciu, bo chociaż dzięki wysiłkom francuskiego pisarza i muzykologa Michaela Schneidera dzieło to było już w Magdeburgu „wskrzeszone” w roku 1996 (a także utrwalone na płycie przez firmę CPO), to po tych dwudziestu latach stanowi ono dla publiczności doprawdy cenny rarytas. Przy okazji należy przypomnieć, że pierwsza wersja rzeczonej opery, zatytułowana jeszcze Satyr w Arkadii i przygotowana we Frankfurcie, została wykreowana w Operze Lipskiej w 1719 roku, czyli na dwa lata przed tym, jak Telemann został mianowany dyrektorem muzycznym w Hamburgu.
Na Festiwalu w Magdeburgu muzycznej realizacji Damona (pełny tytuł to Der neumodische Liebhaber Damon) podjął się stojący na czele zespołu Opéra Fuoco amerykański dyrygent David Stern (syn słynnego skrzypka). Chodzi tu o kapelmistrza o dużych zasługach w zakresie prezentowania intrygujących interpretacji muzyki barokowej (choć nie tylko) oraz powołany przezeń do życia w 2003 roku ansambl złożony z wyśmienitych i doskonale ze sobą współpracujących instrumentalistów oraz młodych utalentowanych wokalistów.

W grudniu ubiegłego roku podbili oni na przykład publiczność Festiwalu Barokowego w Szanghaju poruszającym wykonaniem Alcyny Händla, zaś w marcu tego roku oczarowali gości Festiwalu w Magdeburgu właśnie tą utrzymaną na najwyższym poziomie prezentacją Damona. Libretto owej pochodzącej z 1724 roku opery opowiada o pasterzu, postaci z bachanalii o dionizyjskim i zmysłowym charakterze, który wzmacniając swą władzę w Arkadii, ziemi harmonijnego współistnienia ludzi z naturą, dąży do zemsty na swoim nieprzyjacielu Tyrsisie, sprawcy jego uprzedniego popadnięcia w niełaskę. Tak naprawdę cała ta historia staje się pretekstem do rozważań na temat miłosnych namiętności i niesprawiedliwości w związku miłosnym, manipulacji i oszustw nieoszczędzających i tak już ciężko doświadczonych serc, na temat nieliczących się ze zdrowym rozsądkiem emocjonalnych przeżyć, mogących doprowadzić kochanków nawet do szaleństwa. Bukoliczny lud Arkadii składa się z pasterzy-poetów, najad i satyrów, a partytura przewiduje różnorodne i często zmieniające się obrazy, zaskakującą grę pozorów i niepokojąco-urokliwe iluzje.
Nie brak też scen eksponujących stany upojenia, snu, rozmarzenia, ekstazy, przebieranek i nieporozumień. Poważne tony heroizmu i tragizmu ustępują nagle miejsca klimatom komiczno-sentymentalnym a patos satyrze, wszakże pod maską wesołej rozrywki kryje się tu cenne studium stanów emocjonalnych o zaskakującej subtelności i przenikliwości, świadczące o dramaturgicznym i poetyckim geniuszu kosmopolitycznego twórcy. W dodatku dysponujący rozległą kulturą Telemann, erudyta i zarazem zręczny żartowniś, wyraźnie zabawia się z wybraną przez siebie samego formą i prowadzi swoistą grę mieszając wielkie arie w stylu włoskim z wstawkami choreograficznymi w stylu francuskim, pikantnymi recytatywami, plastycznymi i ekspresyjnymi ansamblami.

W tej konwencji bezbłędnie się odnajduje reżyser Aron Stiehl, którego barwny i dynamiczny obraz sceniczny – kreowany przy współpracy scenografa Franka Philippa Schlössmanna i kostiumolożki Dietlind Konold – wciąga widza wirem płynnie prowadzonej akcji, poetycko-pastoralnymi epizodami, wysmakowanym i wysokiej próby humorem, co nie oznacza, że brakuje tu akcentów o bardziej frywolnym charakterze. Spektakl rozpoczyna się zresztą przy zapalonych światłach na widowni, po której krążą kolejni protagoniści, biorąc słuchaczy na świadków swych przeżyć i wciągając ich w różne komiczne sytuacje. Również i David Stern odgrywa rozbudowaną scenkę aktorską, kiedy to, zanim jeszcze uniesie pałeczkę dyrygencką, wygłasza do zgromadzonych na widowni gości tryskające humorem przemówienie.
Zbudowanie tak lekkiego, zwiewnego, a zarazem utrzymanego w naelektryzowanym rytmie teatralnym przedstawienia nie byłoby wszakże możliwe bez skompletowania utrzymanej na świetnym poziomie wokalno-aktorskim obsady solistów, z których wszyscy wyszli z prowadzonego przez La Compagnie Opéra Fuoco Atelier Lyrique i z których wszyscy też debiutowali w swoich rolach. Każdy z nich zasługuje na wymienienie, a zatem Martin Candela (Tyrsis), Natalie Pérez (Mirtylla), Jennifer Courcier (Elpina), Alexandre Artemenko (Laurindo), Thomas Florio (Ergasto), Martin-Jan Nijhof (Damon) i Sylvia Rena Ziegler (Nigella).

Prowadzony po mistrzowsku przez Davida Sterna zespół instrumentalny Opéra Fuoco interpretuje partyturę Telemanna z właściwą francuskim muzykom wrażliwością, przejawiającą się w miękkim, łagodnym i po prostu pięknym brzmieniu oraz w wyjątkowo plastycznej elastyczności tempa. W ich interpretacji imponuje rzadko spotykana witalność, pewność i dokładność ataków oraz swoista swoboda gry, pozwalająca na szlachetną i pozbawioną pustej demonstracyjności wirtuozerię. W owym ansamblu nie wyczuwa się żadnej hierarchii instrumentów, a każdy z muzyków ma okazję się wykazać indywidualną inwencją przyczyniając się zarazem do utrzymania doskonałej równowagi i pełnej spojności całej realizacji. Szczególnie ciekawa rola jest tu powierzona violi da gamba i klawesynowi, prowadzącym ze sobą fascynujący dialog, zaś trzeba jeszcze zauważyć, że pełne continuo nie tylko nadaje kolejnym fragmentom specyficzny koloryt, ale także stanowi wyborne i tak bardzo potrzebne solistom wsparcie harmoniczne. Doprawdy Theater Magdeburg we współpracy z prowadzoną przez Davida Sterna La Compagnie Opéra Fuoco dostarczyli publiczności mocnych i niezapomnianych wrażeń.
Leszek Bernat