Przegląd nowości

XX Festiwal Beethovena

Opublikowano: niedziela, 27, marzec 2016 10:49

Statystyczna tabelka informuje, że zagrało 15 orkiestr, że odbyły się 22 koncerty z 55 solistami, których wysłuchało 40 tys. publiczności. Policzono skwapliwie, że w sumie owacje na stojąco, które na tym Festiwalu należą do obligatoryjnego dobrego tonu, trwały łącznie 35 minut, zaś na kończącym Festiwal koncercie z Pasją wg Św. Łukasza pod dyrekcją samego Krzysztofa Pendereckiego odnotowano 50-lecie tego utworu oraz 1050-lecie Chrztu Polski. Było to zarazem pi razy oko setne wykonanie pod dyrekcją samego kompozytora.

Beethoven,2016 1

A zaczęło się pięknie i zarazem burzliwie. W koncercie przedinauguracyjnym słynny kwartet Emerson String zaprezentował trzy równie słynne utwory – jeden z ostatnich kwartetów Beethovena, który miejscami brzmiał jak muzyka XXI wieku, jeden z ostatnich kwartetów Beli Bartoka, brzmiący jak muzyka XX wieku  i jeden z ostatnich kwartetów Schuberta – typowo śpiewny i romantyczny. Gra Emersona daleka jest od wirtuozostwa i czczego popisu, a mimo to muzyka zaskakuje głębią i maestrią konstrukcji.


Właściwa inauguracja z IX Symfonią Beethovena stała się też polem swoistego skandalu. Nie chodzi o to, że część dzieła, z ukrytym w niej tańcem rosyjskim, dyrygent Jacek Kaspszyk zagonił tak, jakby chciał iść w zawody z dyrygującym na jednym z kolejnych koncertów Jerzym Maksymiukiem, ale o buczenie i tendencyjne oklaski skierowane do polityków. W poniedziałek 14 marca Sinfonia Varsovia w bardzo rozszerzonym składzie po dyrekcją Johna Axelroda zachwyciła żywiołowym i brutalnie rytmicznym wykonaniem Święta wiosny Igora Strawińskiego, i zrobiła to tak, że pełne temperamentu Tańce z Galaty Zoltana Kodaly’ego na tle muzyki baletowej wypadły niemalże jak kołysanka dla grzecznych dzieci.

Beethoven,2016 2

Dobrą tradycją Festiwalu stało się wykonywanie koncertowe mniej znanych oper, w czym celuje znakomity dyrygent Łukasz Borowicz. Tym razem Sinfonietta Warszawskiej Opery Kameralnej wraz z paniami z Chóru Filharmonii Narodowej oraz brytyjskimi solistami wykonały nastrojową jednoaktówkę Ralpha Vaughan Williamsa Riders to the Sea, oraz zabawną i komiczną Gustava Holsta At the Baar’s Head, w której główną postacią jest John Falstaff. Wśród solistów zwrócili na siebie uwagę mezzosopran Kathleen Reveille oraz kreujący rolę Falstaffa Jonathan Lemalu. Oba utwory zostały bardzo starannie przygotowane muzycznie, poboczne role wykonywali tutaj także polscy soliści, którzy głosowo wcale nie ustępowali Brytyjczykom. Szkoda tylko, że nie udało się wyświetlanie tekstu polskiego, co pomogłoby w śledzeniu przebiegu obu dzieł. Wydaje się jednak, że w warstwie dźwiękowej utwór Vaughan Williamsa nudził nieco monotonią, bo większość materiału oparta została na trzydźwiękowym temacie, natomiast Holst zachwycał humorem, błyskotliwością i bogactwem użytych środków. Na festiwalu nie zabrakło solidnej, akademickiej pianistyki. Przykładem był recital Konrada Skolarskiego, który z tytułem doktora sztuki muzycznej jest adiunktem Katedry Fortepianu Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, ale choć wybrał karierę pedagogiczną i naukową świetnie sobie radzi na estradzie i potrafi porwać publiczność w utworach wirtuozowskich Liszta i Rachmaninowa.


Bardzo dobry poziom muzyczny zaproponowała Sinfonietta Cracovia pod dyrekcją młodego i dynamicznego niczym sam Gustavo Dudamel Jurka Dybała. Koncert zaczął się I Symfonią Dymitra Szostakowicza i na dobrą sprawę mógł się na tym zakończyć, tak wspaniałe to było dzieło i tak świeże, fantazyjne ale i precyzyjne wykonanie. Następujący po nim Koncert harfowy Alberto Ginastery ze zjawiskowym solistą Xavierem de Maistre muzycznie nie dorównywał dziełu Wielkiego Rosjanina nawet w połowie.

Beethoven,2016 3

Przedostatni koncert Festiwalu przyniósł dzieło pełne mistycznego skupienia, fragmenty Parsifala Ryszarda Wagnera z udziałem solistów Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i dyrygenta Alexandra Liebreicha. Części orkiestrowe wprowadzały nas w nastrój powolnie rozwijającej się historii, natomiast wśród solistów, z reguły dobrych i solidnych zdarzył się jeden wyjątek – znakomitość z polskim rodowodem – Tomasz Konieczny, śpiewający w Operze Wiedeńskiej a nie Warszawskiej. W roli Amfortasa przytaczał brzmieniem swego potężnego barytonu 100-osobową orkiestrę nie wspominając już o pozostałych solistach. Tacy artyści z reguły angażowani są do ról wagnerowskich, które nie wymagają głosów wyposażonych w specjalnie piękną barwę i świetliste piana, ale muszą dysponować silnym, masywnym brzmieniem i ogromną kondycją fizyczną. Takie warunki spełniał jeszcze tylko Frank van Hove, bas-baryton obsadzony w roli Gurnemanza. Tenor Michael Weinius (Parsifal) był zaledwie poprawny zaś Yvonne Nael jako Kundry rozwiązywała wszelkie problemy wokalne krzykiem i to nie zawsze na właściwej wysokości. Po Festiwalu jesteśmy jak zwykle pod wpływem silnych wrażeń muzycznych i z nadzieją oczekujemy kolejnego, przyszłorocznego, który rozpocznie się 1 kwietnia 2017 roku pod hasłem: Beethoven i sztuki piękne.

                                                                                Joanna Tumiłowicz