„Turek we Włoszech” Rossiniego należy do oper raczej rzadziej wystawianych. Jego włoska prapremiera światowa (14.08.1814) przyniosła porażkę. Przyczyny jej szukać należy jednak w czynnikach nie artystycznych lecz raczej psychologicznych.

Otóż ambitni mediolańczycy (operę zamówiła La Scala) uznali, iż „Turek” jest imitacją „Włoszki w Algierze” wystawionej w Wenecji rok wcześniej. Oczywiście po roku zmieniła się ta opinia i rzymska premiera w roku 1815 zakończyła się sukcesem. Co prawda Ferdinand Paër zmienił nieco kształt „Turka” dopisując kilka numerów wokalnych, które przetrwały po lata 40. wieku XIX. W kolejnym stuleciu powrócono do wersji oryginalnej.
W Polsce „Turek” zaistniał po raz pierwszy w Warszawie (1824), później ujrzał go Kraków (1828). W wieku XX włączyły tę operę do swego repertuaru Opery w Poznaniu (1992) i Warszawska Opera Kameralna (1999).

O niskim powodzeniu „Turka we Włoszech” w Polsce może świadczyć m.in. brak omówienia jej w polskich przewodnikach operowych Jaworskiego, Stromengera, Kańskiego, Marczyńskiego. Tylko Piotr Kamiński omówił ją w swoim przewodniku. Krakowska inscenizacja (premiera 4.03.2016) jest trzecią i nadal ostatnią w naszym kraju.

Akcja opery wynikająca z libretta Felice Romaniego, jest pełna nieprawdopodobnych komplikacji, wśród których trudno się czasem rozeznać. Warto więc treść opery przypomnieć oczywiście w dużym skrócie. Oto turecki książę Selim odwiedza Włochy (cavatina „Bella Italia, alfin ti miro” - „ piękna Italio, wreszcie cię oglądam”) i natychmiast zakochuje się w zalotnej Fiorilli (która ma już męża Don Geronia i kochanka Don Narcisa). Przypadkowo też spotyka Cygankę Zaidę, która na skutek intryg, skazana na śmierć, uciekła z haremu.
To spotkanie wzbudza w Selimie dawne uczucie. Po różnych drobnych i poważnych komplikacjach (m.in. próba porwania Fiorilli) Selim łączy się z Zaidą i z nią wraca do Turcji (kwintet Fiorilli, Zaidy, Selima, Don Geronia i Don Narcisa: „Oh guardate che acccidente” - „spójrzcie, co za przypadek). Jest jeszcze jedna postać w tej operze – Poeta.

To on jest właściwie pierwszym recenzentem tego przedstawienia buffo poruszającego odwieczny problem miłości i zazdrości. Mamy więc iluzję „teatru w teatrze” (może ściślej: „teatru dla teatru”). Poeta bowiem czynnie włącza się do akcji, obserwując scenki komedii, sugerując oraz inspirując.

Wróćmy jednak do inscenizacji krakowskiej. Operę przygotowali muzycznie Tomasz Tokarczyk, reżysersko Włodzimierz Nurkowski, scenograficznie Anna Sekuła. Choreografię i ruch scenicznych opracowała Violetta Suska. Tego ruchu scenicznego było moim zdaniem zbyt wiele, soliści gubili się w nim, zwłaszcza w gęstwinie obecnych na scenie „cygańskich cyrkowców” zabawiających się na plaży podczas karnawału w Wenecji. Postaci opery zostały dobrze zarysowane. Fiorilla czarowała głosem, zalotna i prowokująca w wykonaniu Katarzyny Oleś-Blachy była kapryśną kokietką.
Jej małżonek, Don Geronio (Grzegorz Szostak) to pantoflarz, ale także zakochany w swej żonie zazdrośnik. Artysta doskonale wywiązał się z wokalnych i aktorskich zadań swej partii. Za swą interpretację wcale niełatwej roli zbierał zasłużone oklaski. Bardzo dobrze wypadł też bas Łukasz Goliński w partii tytułowej.

Na co dzień solista Opery Nova w Bydgoszczy, dysponuje głosem szlachetnym, dostatecznie nośnym w brzmieniu i o ładnej barwie. W nieco mniejszych partiach słuchaliśmy Andrzeja Lamperta jako Don Narciso, (systematycznie rozszerzającego swój repertuar i bardzo ładnie rozwijającego swój piękny głos). Bezbłędna też była wokalnie i aktorsko, Monika Korybalska śpiewająca Zaidę.

I jak zawsze, z wielką przyjemnością słucha się Mariusza Godlewskiego jako Poety. Godlewski, to doprawdy piękny głos barytonowy! Tomasz Tokarczyk może mieć satysfakcję. Orkiestra pod jego kierownictwem grała poprawnie, błyskotliwie ukazując perełki muzyki kompozytora. I na zakończenie: uwertura „Turka” była przez Rossiniego wykorzystana w operach „Sigismondo” i „Otello”, a kwintet końcowy w znalazł się w operze „La Gazzetta”.
Jacek Chodorowski