Kontynuując misję przywracania życiu scenicznemu zapomnianych « skarbów » repertuaru, dyrektorka Opery w Montpellier Valérie Chevalier sięgnęła po jednoaktową operę komiczną Nieoczekiwana jaskółka, czyli L’Hirondelle inattendue Szymona Laksa (1901 – 1983), wystawiając ją w towarzystwie Dziecka i czarów Ravela.

Trwające zaledwie nieco ponad pół godziny dzieło polskiego kompozytora pochodzenia żydowskiego (także dyrygenta, pianisty, tłumacza i pisarza), powstałe w 1965 roku do libretta francuskiego autora popularnych szlagierów Henri Lemarchanda (zainspirowanego słuchowiskiem radiowym Claude’a Aveline’a „Le Bestiaire inattendue: L’Hirondelle du faubourg”), doczekało się swojej kreacji dopiero dziesięć lat później w Teatrze Telewizji Polskiej (w polskim przekładzie).

Następnie wykonano je jeszcze przed sześciu laty w formie koncertowej w Marsylii na Festiwalu „Musiques interdites” (powtórzonej w tym samym roku w Warszawie) pod dyrekcją Łukasza Borowicza, który ponadto utrwalił tę pozycję na płycie Polskiego Radia - we współpracy z Deutschlandradio Kultur - w serii Poland Abroad (2011). Pierwsza i jak dotąd jedyna sceniczna realizacja Nieoczekiwanej jaskółki miała miejsce w 2014 roku na Festiwalu w Bregenz (tym razem w zestawieniu ze Słowikiem Srawińskiego), toteż łatwo zrozumieć, dlaczego jej nowa inscenizacja w Montpellier wzbudziła tak duże zainteresowanie. Treść tej utrzymanej w konwencji opera buffa kompozycji sprowadza się do historii Dziennikarza i Pilota, którzy w trakcie międzyplanetarnej misji zostają zmuszeni do nieplanowanego lądowania na dziwnej planecie.
Otóż okazuje się ona być rajem słynnych, bo pochodzących z baśniowej literatury zwierząt: Gołębicy z Arki Noego, Żółwia Ajschylosa, Pstrąga Schuberta, Psa Baskerville’ów, Wieloryba Jonasza… Wśród tych ostatnich panuje wyjątkowe poruszenie wywołane pojawieniem się Jaskółki pod postacią młodej kobiety, odpowiadającej na zadawane jej pytania jedynie za pomocą płaczu lub fragmentów niezwykle niegdyś we Francji popularnej piosenki Bénecha i Dumonta L’Hirondelle du Faubourg (Jaskółka z przedmieścia), stającej się w gruncie rzeczy motywem przewodnim opery, a zarazem jej głównym tematem. W przypadku tytułowej bohaterki mamy bowiem do czynienia nie tyle z ptakiem czy kobietą, co właśnie z ucieleśnieniem owej ulicznej piosenki - czyli według libretta: „całej ludzkości” – już na wstępie odrzuconej przez próżne zwierzęta.

Poetycka, skromna w środkach, ale skuteczna w wymowie inscenizacja Sandry Pocceschi jest zakorzeniona w czasach powstania opery, czyli okresie podboju kosmosu, na tle Zimnej Wojny, i odwołuje się do naiwnej wizji usytuowanego dosłownie w przestrzeni nieba raju, w nawiązaniu do słynnego zdania Gagarina: „Bóg nie istnieje, bo go nie spotkałem”. W trakcie prologu, podczas którego rozlega się śpiewana zza kulis a capella tęskna piosenka L’Hirondelle du faubourg, dwóch kosmonautów (Dziennikarz i Pilot) „ląduje” na scenie jakby prosto z wyświetlanych w tym momencie na dużym ekranie kronik filmowych z lat 60.

Na kreowanej na oczach widza, odcinającej się od świata zewnętrznego planecie pozbawione tożsamości, wrogie i demonstrujące poczucie wyższości zwierzęta o czarnych twarzach, odziane ponadto w identycznie czerwone płaszcze i z koronami na głowach, symbolizują skazaną na zniknięcie ze zbiorowej świadomości kulturę elitarną.
Jest ona tutaj metaforycznie przeciwstawiona ucieleśnianej przez Jaskółkę piosence (świetna kreacja Alix Le Saux), która w inscenizacji Sandry Pocceschi za sprawą swego obsesyjnego refrenu rozprzestrzenia się jak wirus, zarażając kolejno zwierzęce istoty. Bo to właśnie piosenka – jak stwierdza w finale Dziennikarz (Kévin Amiel) – może się stać „wektorem demokratyzacji”.

Utopijna wizja zasypywania przepaści pomiędzy kulturą wysoką i popularną dokonuje się tutaj jednak nie w symbolicznej sferze treści libretta - mówiącego też o nieporozumieniu zachodzącym pomiędzy wyglądem (kobieta) i esencją (piosenka) - lecz w samym języku dźwiękowym Laksa. W ten sposób pod pozorem niemalże wodewilowej lekkości dzieła oraz jego podkreślanych przez reżyserkę onirycznych, czułych i nie pozbawionych humoru klimatów, kryje się bolesny wątek wyobcowania i wykluczenia „obcego gatunku”. Trudno zresztą nie dostrzec zbieżności pomiędzy sytuacją tytułowej Jaskółki z losem samego kompozytora, cudem ocalonego z obozu w Oświęcimiu, a następnie zepchniętego na margines powojennego życia muzycznego, zdominowanego przez obcy mu radykalizm nowych systemów dźwiękowych.

Świadomie wpisana w neoklasyczny styl, wciągająca słuchacza swą witalnością, kontrastami i szerokim wachlarzem emocji partytura Laksa znajduje idealnego interpretatora w osobie stojącego na czele Orkiestry Opery w Montpellier Davida Niemanna, który umiejętnie uwydatnia momenty jej starannie zaplanowanej niestabilności harmonicznej, rytmiczne zwroty i nieprzeciętne walory uprzywilejowującej instrumenty dęte orkiestracji.
Refleksja polskiego kompozytora dotycząca konieczności zniesienia hierarchii pomiędzy różnymi stylami muzyki znajduje swój intrygujący oddźwięk w pokazanej w drugiej części spektaklu fantazji muzycznej Ravela, zręcznie łączącej odrzucane przez wyznawców sztywnego akademizmu formy: jazz, foxtrot, ragtime, walc, „wymiauczany” duet czy chorał. Wszakże obie pozycje łączy też moralny wydźwięk opowiadanych historii oraz ich fantastyczno-baśniowa i eksponująca zwierzęce postaci konwencja. Przy udziale tego samego zespołu wykonawczego, dodatkowo wzmocnionego zaangażowaniem młodzieży z działającej przy teatrze struktury Opera Junior, Sandra Pocceschi rozgrywa Dziecko i czary w szarej, jakby sparaliżowanej ciężarem tradycji przestrzeni (zacieśniające się ściany!), w której mały bohater (doskonała sopranistka Khatouna Gadelia) zostaje najpierw odrzucony przez będące jego ofiarami zwierzęta i przedmioty, a następnie zmuszony do poniesienia konsekwencji za swoje złe czyny. Dzięki zaczarowanej Wiewiórce (powtórnie Alix le Saux) odkrywa on moc współczucia i przebaczenia.

Estetyzująca i chętnie wykorzystująca tajemniczą grę świateł realizacja w połączeniu z intrygującą grą aktorską solistów o wyrównanym poziomie wokalnym oraz bezbłędnie utrzymującą równowagę dźwiękową pomiędzy sceną i kanałem orkiestry dyrekcją Niemanna decyduje o atrakcyjności również i tej pozycji, tworzącej z jednoaktówką Szymona Laksa frapująco spójną całość.
Leszek Bernat