Opera Krakowska wystawiła rzadko grywanego na świecie, a na naszych scenach prawie wcale, Turka we Włoszech, operę buffa Gioacchino Rossiniego, premiera 4 marca. Pomysł sam w sobie zacny, nieco gorzej wyszło z jego kształtem scenicznym.

W założeniu reżysera miała to być inscenizacja zrealizowana z humorem i rozmachem. Humor się w miarę udał, bo publiczność ze śmiechem reagowała na wiele zrealizowanych zabawnie, i z dystansem do operowej rzeczywistości, scenicznych sytuacji. Z rozmachem nieco przedobrzono! Scena jest zatłoczona od pierwszego do ostatniego momentu, panuje tłok, ciągle ktoś pląsa, macha nogami, robi salta, lub kręci młynka kolorowymi światłami. Są w tym przedstawieniu elementy komedii dell’arte, ale i elementy cyrku, a jedno z drugim w tym przypadku gryzie się co nieco.
Podobnie jak ta wprowadzona przez reżysera para zwiedzająca Wenecję z wiecznie uciekającą córeczką. Przeszkadzała mi też bardzo ciągle wznosząca się i opadająca na fali sylwetka Bazyliki św. Marka. Jeżeli dodamy do tego bajecznie kolorowe karnawałowe kostiumy i ciągle zmieniające się rekwizyty, to obraz krakowskiego przedstawienia będzie niemal pełny.

Było tego wszystkiego tak wiele, że przytłoczyło muzykę Rossiniego, a to już spory zarzut! Bo Turek we Włoszech to zgrabnie skonstruowane przez Rossiniego dzieło o kapitalnej muzyce i wartko płynącej akcji, w której nie brak humoru i erotycznych podtekstów.

Najbardziej jednak w tym przypadku udała się Włodzimierzowi Nurkowskiemu, reżyserowi przedstawienia, sztuka wyrazistej charakterystyki poszczególnych postaci i ich wzajemnych relacji. Znakomicie też zostały wykorzystane przez reżysera szybkie repetycje, riposty, przyspieszenia i zwolnienia muzyki oraz jej kulminacje. Co znalazło świetnych wykonawców w całym zestawie dobrze dobranych solistów.
Katarzyna Oleś-Blacha imponowała dźwięcznością głosu i jego lekkością w pokonywaniu koloraturowych pasaży oraz znakomitym wyczuciem vis comica. Jej Fiorilla jest przebojowa i szczerze zabawna w tym by zdobyć Selima jako kolejnego kochanka. Świetną kreację stworzył, debiutujący na krakowskiej scenie, Grzegorz Szostak w roli nieco nieporadnego i ciapowatego Geronia, męża Fiorilli.

Nie dość, że był prawdziwie zabawny to jeszcze z pełnym powodzeniem pokonywał niemałe trudności wokalne swojej partii. Podobnie było w przypadku Łukasza Golińskiego w partii tytułowego Turka Selima. Jego największym atutem było piękne nasycone brzmienie głosu prowadzonego z dużą swobodą i muzyczną kulturą. Dobrym Poetą był Mariusz Godlewski, a Monika Korybalska okazała się wdzięczną Zaidą. Można powiedzieć, że w tej obsadzie nie było słabych punktów.

Tomasz Tokarczyk dyrygował premierą z właściwą sobie precyzją i lekkością. Muzyka Rossiniego brzmiała pod jego batutą z pełną finezją i elegancją zachwycając dobrze wyważonymi tempami i lekkością Nie bardzo jednak rozumiem dlaczego w recytatywach zamiast klawesynu zastosowano fortepian, który wprowadził spory dysonans w zborności brzmienia.
Adam Czopek