Przegląd nowości

„Mori e ikimaszoo” czyli dzieweczki w Japonii

Opublikowano: poniedziałek, 22, luty 2016 06:41

Bardzo żałuję, że wyprzedziłam zespół orkiestry Filharmonii Narodowej, w której niegdyś pracowałam, bo przyjechał on z koncertami do Tokio, gdy my już wróciłyśmy do Warszawy. A reprezentowałyśmy, dwie Polki, Beata Sokołowska i ja, nie tylko nasz kraj, ale całą Europę. Jako jedyne przedstawicielki Starego Kontynentu na The 15th (Japan) Calligraphy and Painting Exchange Exhibition, która na początku stycznia 2016 odbywała się w tokijskim Metropolitalnym Muzeum Sztuki w samym centrum japońskiej stolicy. Większość artystów, którzy wystawiali tam prace malarskie lub kaligrafie przyjechała z Azji. Stawkę uzupełniali dwaj Australijczycy, jeden Amerykanin i my z Polski.

Tumilowicz 3

Wystawa w Tokio była bardzo ciekawa poprzez swą różnorodność. W naszym odbiorze zderzenie japońskich czy chińskich „krzaczków” z najczęściej abstrakcyjnymi obrazami wzajemnie się uzupełniało, jako swoista, trudna do zgłębienia tajemnica.


Choć były również prace przedstawiające a także rzeźby wybitnego i znanego w świecie japońskiego artysty Katsumi Mukai. Moje skromne grafiki z cyklu Astrologiczny Bzik, oparte były na wizerunku mapy gwiaździstego Nieba, na którym już starożytni wyrysowali zodiakalne znaki. Z kolei Beata Sokołowska przywiozła dwa sporych rozmiarów płótna z cyklu Barykady, które transportowała zwinięte w rulony, a na miejscu naciągnęła na blejtramy. Z pomocy specjalnie zaangażowanego przez organizatorów stolarza p. Yamamoto korzystało wielu innych artystów, którzy przywieźli ze sobą niekiedy bardzo imponujących rozmiarów prace malarskie również zwinięte. Na miejscu czekały na nich odpowiednio przycięte listwy do rozciągnięcia przywiezionych prac do ekspozycji.

Tumilowicz 2

Ciekawym elementem wystawy był plener zorganizowany w Muzeum, podczas którego wszyscy przybyli artyści mieli namalować „coś” na przygotowanych podobraziach. Ja wybrałam postać Japończyka, a może św. Mikołaja, który dźwiga wór na plecach. Był wreszcie obraz wspólny, na którym każdy miał domalować jakiś element. Ponieważ spora część uczestników specjalizowała się w kaligrafii, ja domalowałam swój podpis zaszyfrowany w wizerunku tańczącego ludka.

Organizatorzy tej Międzynarodowej Wystawy zorganizowali uczestnikom kilka bardzo ciekawych wycieczek po okolicy, widzieliśmy górę Fudżi, wielką ponad 300. metrową wieżę widokową i centrum świątyń buddyjskich w Nikko. Opowiem jednak o dwóch zaskoczeniach jakie mogą się w Tokio przydarzyć Polakowi. Jedno to drobiazg, który można kupić jako oryginalny, japoński prezent. Jest to rzeźbiona lub inaczej zdobiona maluteńka łyżeczka z długim uchwytem, która służy do... drapania się w uchu. Drugie zaskoczenie na charakter muzyczny. W związku z zaproszeniem mieliśmy zaszczyt mieszkać przez kilka dni u prezydenta Japońskiego Stowarzyszenia Kaligrafii i Wymiany Malarskiej pana Shusena Fukuda. W bardzo miłej atmosferze korzystaliśmy z gościnności szefa japońskich kaligrafistów i jego miłej małżonki p. Seiko Fukuda i po wzajemnej prezentacji przyszedł czas na wspólne śpiewanie.


Okazało się, że polska piosenka ludowa i biesiadna Szła dzieweczka do laseczka jest od wielu lat dobrze znanym przebojem „ludowym” w Japonii i tam śpiewa się ją z japońskim tekstem Mori e ikimaszoo czyli Chodźmy do lasu. A więc Dzieweczkę  śpiewaliśmy we czworo.

Tumilowicz 1

Wtedy Pani Domu, czyli Seiko Fukuda wyjawiła, że jest zawodową nauczycielką tradycyjnego japońskiego śpiewu, jaki można usłyszeć np. w Teatrze Kabuki. Pokazała wydawnictwo, które jest rodzajem zapisu muzycznego jak należy taką pieśń wykonywać. Piosenkę z repertuaru zespołów Śląsk i Mazowsze śpiewałam też na specjalne zamówienie w halli tokijskiej filharmonii i zastanawiałam się, który z naszych zespołów folklorystycznych na trwałe „zaszczepił" w Kraju Kwitnącej Wiśni taką skoczną i piękną melodię, która dosyć wyraźnie odbiega od typowych motywów japońskich. Może nasi muzykolodzy rozpracują ten problem teoretycznie...

                                                                                   Joanna Tumiłowicz