Urodzony w roku 1811 w Paryżu Napoleon François Charles Joseph, nazwany przez bonapartystów Napoleonem II, od roku 1818 znany był też jako Franciszek książę Reichstadtu, ale powszechnie nazywano go L’Aiglon, czyli Orlątkiem. W latach 1811-1814 był następcą tronu I Cesarstwa Francuskiego (z tytułem króla Rzymu), a w roku 1815 stał się tytularnym cesarzem Francuzów.

Chodzi tutaj o jedynego legalnego syna cesarza Napoleona I, którego matką była druga żona Napoleona, Maria Ludwika, arcyksiężniczka austriacka z rodu Habsburgów, córka cesarza Franciszka II. Kiedy w 1814 roku Napoleon abdykował, ogłosił swego syna nowym cesarzem, jednak koalicjanci nie uznali tego mianowania, a rok później sprawująca w rzeczywistości władzę Komisja Rządowa oddała ostatecznie ową władzę Ludwikowi XVIII. Tym samym Napoleon II nigdy realnie nie objął rządów, wszak przez wielu był uważany za prawdziwego cesarza.
Obawiając się obecności młodego następcy tronu we Francji, zesłano Napoleona II do położonego koło Wiednia pałacu w Schönbrunn. Autorem tego pomysłu był książę Metternich, rzecznik legitymizmu i bezwzględnej walki z ruchami niepodległościowymi w całej Europie. To on uczynił z Austrii kraj rządów policyjnych i cenzury, to on też czuwał osobiście nad zesłaniem Orlątka i jego skutecznym odizolowaniem od wszelkich kontaktów i wpływów. Kiedy Napoleon II zaczął poważnie chorować, podejrzewano, że cierpi na gruźlicę krtani.

Jego stan pogorszył się na wiosnę 1832 roku, toteż w czerwcu tego samego roku przybyła do syna niewidziana od wielu lat matka. Ostatecznie zaledwie dwudziestoletni młodzieniec zmarł w lipcu we wspomnianym pałacu Schönbrunn, na dodatek w tym samym pokoju, który zajmował jego ojciec po bitwie pod Austerlitz.

Te dramatyczne losy syna Napoleona zainspirowały francuskiego pisarza i poetę Edmonda Rostanda, którego sześcioaktowy dramat zatytułowany Orlątko, wystawiony po raz pierwszy w 1900 roku w paryskim Théâtre Sarah Bernhardt, odniósł duży sukces. Rostand wyeksponował w swoim tekście poruszającą próbę wyrwania młodego więźnia Metternicha z Schönbrunn, w celu przewiezienia go do Francji i mianowania prawowitym cesarzem.
Ten pasjonujący z dramaturgicznego punktu widzenia temat skłonił z kolei Operę w Monte Carlo do zaproponowania dwóm kompozytorom, Jacques’owi Ibertowi i Arthurowi Honeggerowi, napisania na jego podstawie dramatu muzycznego. Ich Orlątko zostało wystawione na tej scenie w roku 1937, a autorem przekształcenia sztuki Rostanda w libretto operowe był wyspecjalizowany w tego typu przedsięwzięciach malarz i dramaturg Henri Cain.

W przeszłości współpracował on już z takimi kompozytorami jak Massenet, Doret, Widor, Godard, Dupont czy Erlanger. Tym razem w relacjach starszego już librecisty z Ibertem i Honeggerem pojawiało się sporo napięć, albowiem ów kompozytorski duet nie wahał się dokonywać istotnych cięć i wprowadzać licznych zmian w gotowym już libretcie.

Przystępując do komponowania opery podzielili oni pracę w zależności od temperamentu i estetyki każdego z nich. I tak Honegger wziął na siebie zadanie napisania bardziej dramatycznych aktów: drugiego, trzeciego i czwartego, a zwłaszcza porywającego przywołania bitwy pod Wagram. Natomiast Ibert skomponował akt pierwszy, będący błyskotliwą ewokacją dworu w Schönbrunn, oraz aktu ostatniego, z kulminacyjną sceną śmierci Orlątka. Wspomniany sukces prapremiery dzieła nie zapewnił mu niestety stałej obecności w repertuarze, toteż do tej pory musieliśmy się zadowalać dokonanym w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku przez dyrygenta Pierre’a Dervaux nagraniem płytowym.
Prawdziwy renesans sceniczny opery nastąpił dopiero w 2004 roku, kiedy to Opera w Marsylii zaprezentowała ciekawą realizację autorstwa Patrice’a Cauriera i Moshe Leisera. Od tamtej pory owa inscenizacja pojawiła się również w teatrach operowych Lozanny i Tours, a obecnie znów powróciła do Marsylii, z odnowioną obsadą i w formie scenicznej przygotowanej na podstawie reżyserskiego oryginału przez Renée Auphan. To wydarzenie szczęśliwie zbiegło się w czasie z wypuszczeniem na rynek przez firmę Decca nowego płytowego nagrania opery, tym razem dokonanego przez dyrygenta Kenta Nagano.

Wznowienie w Marsylii pokazuje, że ten spektakl do dzisiaj nie stracił niczego ze swojej świeżości, uroku i siły oddziaływania. Scenografia Christiana Fenouillata ukazuje wnętrze pałacu Schönbrunn, którego wznoszące się do góry i ponure ściany nasuwają skojarzenia z zamieniającą się dla tytułowego protagonisty w więzienie klatką.
Wcielająca się w tę rolę, ubrana w biały mundur mezzosopranistka Stéphanie d’Oustrac, o delikatnej sylwetce i wywołującej wzruszenie grze aktorskiej, potrafi doskonale oddać stany emocjonalne, poczucie samotności i wewnętrzne rozdarcie młodego księcia. Rwie się on do powrotu do Francji, w której pragnie odegrać ważną rolę na przysługującym mu dziedzicznie stanowisku, ale uniemożliwia mu to śledzący każdy jego krok książę Metternich.

Postać tego „podcinającego Orlątku skrzydła” tyrana kreuje włoski baryton Franco Pomponi, wyglądający jak wampir, zimny i cyniczny, jakby pozbawiony wszelkich ludzkich odruchów. Jego przeciwieństwem jest były francuski żołnierz Flambeau (baryton Marc Barrard), podzielający patriotyczne uniesienia syna Napoleona i usiłujący wyrwać go podstępem z wrogiego otoczenia pałacu w Schönbrunn.

To ryzykowne przedsięwzięcie kończy się porażką, czyli schwytaniem Orlątka przez zbirów Metternicha i śmiercią starego wojaka. Ciepły akcent wprowadza postać Thérèse de Lorget, damy do towarzystwa Marii-Ludwiki (Bénédicte Roussenq), ucieleśnianej przez sopranistkę Ludivine Gombert. Zakochuje się ona ze wzajemnością w synu Napoleona i z dużą delikatnością próbuje wspierać go moralnie i duchowo. Podkreślić należy, że w tej udanej realizacji nawet drugoplanowe role są obsadzone niezwykle trafnie i starannie.
Wiele obrazów porusza tutaj widza plastyczną adekwatnością w stosunku do treści libretta, do czego przyczyniają się po mistrzowsku ustawione przez Oliveira Modola światła. Wystarczy tu przywołać finałową scenę agonii, kiedy tkwiąca u boku młodego księcia Thérèse kieruje jego ostatnie myśli do okresu dzieciństwa, śpiewając mu zapamiętane ze szczęśliwych lat piosenki.

Także epizod ilustrujący za pomocą sugestywnych i oszczędnych odsłon sytuację ogarniętej walkami Francji nie pozostawia widza obojętnym, podobnie jak nawiązanie do wywoływanych w wyobraźni majaczącego już Orlątka obrazów nierealnych postaci, jakby już duchów.

Z utrzymującą uwagę odbiorców w stałym napięciu dramaturgią dyskursu scenicznego, porywającą zmiennymi klimatami i rosnącym napięciem, doskonale współgra interpretacja prowadzącego Orkiestrę Opery w Marsylii dyrygenta Jean-Yves Ossonce’a. Ten niestrudzony propagator muzyki francuskiej wydobywa z partytury Iberta i Honeggera rozległą paletę kolorystyczną, bogactwo brzmieniowe i często zaskakujące swą pomysłowością niuanse i szczegóły. To właśnie Ossonce jest głównym autorem tej subtelnie wznoszej architektury muzycznej, poruszącej głębsze pokłady naszej emocjonalności i zamieniającej całą realizację w ważne wydarzenie artystyczne.
Leszek Bernat