Przegląd nowości

„Death in Venice” Brittena w Opéra de Nice

Opublikowano: poniedziałek, 01, luty 2016 12:50

Tytuł Śmierć w Wenecji powszechnie kojarzy się przede wszystkim ze słynnym filmem Luchino Viscontiego, opartym na noweli Thomasa Manna i stanowiącym dość przygnębiającą refleksję na temat piękna. Jego głównym bohaterem jest pisarz Gustav von Aschenbach, którego postać znajduje też wyraźne reminiscencje w osobie kompozytora Gustava Mahlera, co z kolei powoduje, że w trakcie filmu rozbrzmiewa adagietto z jego piątej symfonii.

Smierc w Wenecji,Nicea 1

Wszakże tekst Manna zainspirował również Benjamina Brittena, którego nosząca ten sam tytuł (Death in Venice) i zarazem ostatnia już opera została wykreowana w roku 1973, czyli trzy lata przed śmiercią brytyjskiego kompozytora, na powołanym przezeń do życia w roku 1948 Festiwalu w Aldeburgh. Libretto do skonstruowanego z dwóch aktów i siedemnastu scen dzieła zredagowała Myfanwy Piper, autorka powstałych wcześniej oper Owen Wingrave i The Turn of the Screw.


Wiosną 1973 roku Britten wybrał się w podróż do Wenecji, ale niezależnie od radości, jaką odczuwał w zetknięciu się z tym legendarnym miastem, nie mógł się zarazem powstrzymać od irytacji spowodowanej światowym sukcesem wspomnianego wyżej filmu. Obawiał się bowiem, że zostanie oskarżony o naśladownictwo, chociaż pracę nad swą operą rozpoczął już dużo wcześniej niż Visconti nad filmem. Warto zresztą też podkreślić, że to właśnie Britten, a nie włoski reżyser, pozostał bardziej wierny pierwowzorowi Manna.

Smierc w Wenecji,Nicea 2

Pierwsza scena opery rozgrywa się w Monachium, w momencie, w którym pisarz Aschenbach podsumowuje swą dotychczasową twórczość, znajdując się w stanie głębokiego rozdarcia pomiędzy nienasyconym pragnieniem poszukiwania piękna i perfekcji oraz utratą inspiracji. Mamy tu zatem do czynienia z poczuciem samotności artysty i jego wewnętrznym monologiem, na którym opiera się struktura całej opery. To poznany przez protagonistę na cmentarzu tajemniczy Podróżnik namawia go na podróż do Wenecji. Natomiast spotkanie na statku Podstarzałego Dandysa, a w samym mieście nad Laguną również Starego Gondoliera, wzmaga u Aschenbacha owo poczucie samotności i wyizolowania (tematy bardzo bliskie samemu kompozytorowi). Po przybyciu na miejsce pisarz dowiaduje się o wyniszczającej miasto cholerze, co powoduje, że poczucie grożącej mu śmierci miesza się z coraz bardziej naglącą potrzebą tworzenia i dążenia do absolutu. Te wewnętrzne rozterki zostają jeszcze dodatkowo wzmocnione potężnym szokiem doznanym w momencie nawiązania znajomości z polską rodziną, a w szczególności wobec dostrzeżenia w niej jasnowłosego chłopca imieniem Tadzio.


Aschenbach natychmiast dostrzega w nim klasyczną perfekcję doskonałego dzieła sztuki i ucieleśnienie poszukiwanego od dawna ideału piękna. Cicha kontemplacja młodzieńca nabiera obsesyjnego charakteru i doprowadza do sceny, w której znajdujący się pod wływem trudnych do opanowania emocji pisarz deklaruje Tadziowi swoją miłość. W obliczu wywołanego przez rozszerzającą się epidemię cholery zagrożenia życia pisarz udaje się do Fryzjera Hotelowego, aby przy jego pomocy nabrać bardziej młodego wyglądu. Te desperackie zabiegi kończą się jednak kompletną porażką i uświadomieniem sobie niszczycielskiej siły upływającego czasu. Bardzo już osłabiony Aschenbach obserwuje bawiącego się na plaży Tadzia i w tym momencie umiera, doznając jakby poprzez tę ostatnią wizję rodzaju odkupienia. Obok zatem wspomnianego już wątku straszliwej samotności każdego twórcy, pojawiają się jeszcze bliskie Brittenowi - bo znajdujące swój oddźwięk również w jego życiu prywatnym - tematy homoseksualizmu i poszukiwania absolutu.

Smierc w Wenecji,Nicea 3

W prezentowanej właśnie w Operze w Nicei inscenizacji, której autorem jest niemiecki reżyser Hermann Schneider, nie ma miejsca na dosłowne ilustrowanie treści dzieła i staranne odtwarzanie kolejnych miejsc akcji, jak to się zazwyczaj w innych realizacjach tej rzadko wystawianej opery zdarza. Jeśli nawet bowiem wspomniane w libretcie miejsca (pracownia Aschenbacha, statek, port Wenecji, hotel czy plaża) są tutaj jakoś przywoływane, to za sprawą dekoracji Bernda Franke i  oświetlenia Hervé Gary’ego odbywa się to bardziej w symboliczny niż realistyczny sposób. Reżyser wyraźnie chce nam pokazać, iż cała narracja dramaturgiczna sytuuje się przede wszystkim w psychice głównego bohatera. Taką interpretację wzmagają dodatkowo przygotowane przez Paulo Correia projekcje wideo, sugerujące kontekst wydarzeń, ale zdecydowanie nie w dosłownym stylu.


Typologia wokalna opery została przez Brittena zdefiniowana w bardzo pomysłowy i intrygujący sposób. Otóż rolę Aschenbacha powierza on głosowi tenorowemu, zaś siedem otaczających pisarza postaci jest ucieleśnianych przez jednego wokalistę: barytona. W Nicei Gustavem von Aschenbachem jest prowadzący sugestywną grę aktorską niemiecki tenor Hans Schöpflin (który ostatnio debiutował w Teatro Colón w Buenos Aires rolą Starego Króla w Hagith Szymanowskiego), ukazujący pisarza jako człowieka przeżywającego głęboki kryzys twórczy i zmęczonego życiem, choć jeszcze się chwytającego złudnych nadziei. 

Smierc w Wenecji,Nicea 4

Swoistym kontrapunktem tego protagonisty jest wcielający się w  kolejne postacie włoski baryton Davide Damiani, symbolizujący na przemian różne strony ludzkiej egzystencji: pragnienie życia, niebezpieczeństwo i beztroskę. Jeśli chodzi o Tadzia oraz jego matkę i siostry, to mamy tu do czynienia z rolami niemymi, odgrywanymi przez tancerzy. Zwłaszcza ten pierwszy, tutaj sugestywnie ukazywany przez bezbłędnie realizującego układy choreograficzne Lohana Jaqueta, skutecznie przykuwa uwagę publiczności. Na koniec trzeba jeszcze dodać, że nad całością wykonania czuwa dyrygent Roland Böer, który stojąc na czele Orkiestry Filharmonicznej Nicei potrafi intrygująco wydobywać z partytury Brittena subtelnie plecione siatki motywów oraz podkreślać rytmiczne szczegóły i mające dramaturgiczne znaczenie barwy orkiestrowe. Zaproponowanie przyzwyczajonej raczej do tradycyjnego repertuaru publiczności Nicei tej ważnej, ale dla wielu dość trudnej w odbiorze pozycji wiązało się niewątpliwie z pewnym ryzykiem. Tym bardziej cieszy fakt, że owo śmiałe przedsięwzięcie artystyczne zakończyło się dużym, bo potwierdzonym gorącym przyjęciem, sukcesem.

                                                                     Leszek Bernat