Przegląd nowości

„Peleas i Melizanda” Debussy’ego w Opéra de Toulon

Opublikowano: poniedziałek, 01, luty 2016 07:06

Zaraz po prapremierze Peleasa i Melizandy Debussy’ego jeden z francuskich krytyków napisał, że „jest to opera, która wzbrania się przed tym, aby być całkowicie operą. Rozgrywa się ona bowiem pomiędzy ziemią i morzem, lasem i jeziorem, pomiędzy śpiewem i prozą, teatrem i jego nieobecnością”. Trzeba przyznać, że rzeczywiście, aby powstało tego typu dzieło potrzebne było spotkanie pragnącego zerwać z tradycją liryczną kompozytora z inspirującym go tekstem. Claude Debussy dwukrotnie zwracał się do Maeterlincka, belgijskiego dramaturga, urodzonego w tym samym roku co on, o pozwolenie na adaptację jednego z jego utworów.

Peleas,Toulon 1

Dwukrotnie też otrzymywał negatywną odpowiedź. Kiedy jednak wreszcie Maurycy Maeterlinck przystał na ubranie w szatę dźwiekową dramatu „Peleas i Melizanda”, Debussy natychmiast przystąpił do pracy, a to idealne stopienie w jedną całość estetyki reprezentującego symbolizm tekstu z wrażliwością i niebywałym talentem muzyka-impresjonisty zaowocowało poruszającym arcydziełem. Kompozytor już od dawna marzyl o pozbawionym schematów oraz historycznych i geograficznych realiów tekście i to właśnie w Maeterlincku odnalazł „poetę idealnego”. Dojrzał w nim „tego, który nie wypowiadając niczego dosłownie, lecz zaledwie sugerując, pozwoli mi zaszczepić moje marzenie na jego marzeniu, który wymyśli postacie wymykające się prawom czasu i miejsca, który wreszcie nie narzuci mi despotycznie konkretnych scen”. W ten sposób powstało niepodobne do żadnego innego dzieło, w którym muzyka użycza swojej ekspresji słowu, zarazem je pogłębiając, podczas gdy emocje wyłaniają się z ciszy, do której zarówno Maeterlinck, jak i Debussy, przywiązywali tak dużą wagę. 


Prapremiera w paryskiej Opéra-Comique w 1902 roku została poprzedzona próbą generalną, która na skutek absurdalnego konfliktu, jaki się zrodził pomiędzy kompozytorem i jego librecistą (ten ostatni usiłował bezskutecznie obsadzić w głównej roli swą małżonkę) zamieniła się w siejący zgorszenie skandal. Rozgrywająca się na widowni awantura, wywołana przez sprzyjających Maeterlinckowi „trefnisiów”, którym sprzeciwiła się nastawiona entuzjastycznie do dzieła młodzież, zmuszała do desperackich interwencji dyrygującego przedstawieniem André Messagera (również kompozytora). Sama premiera przebiegała już w dużo spokojniejszej atmosferze, ale przecież Peleas i Melizanda nigdy nie cieszyła się dorównującą innym znanym operom popularnością. Jest jednak stale obecna (choć rzadko) na afiszach większości teatrów, niestety z wyjątkiem teatrów polskich. Jedyny raz pojawiła się w Teatrze Wielkim w Łodzi, dzięki gościnnym występom Opery Lyońskiej, która z kolei w ramach wymiany pokazała u siebie Halkę i Straszny dwór Moniuszki.

Peleas,Toulon 2

W roku 1967 dzieło Debussy’ego wystawiono już nie w Opéra-Comique, lecz w paryskim Palais Garnier. Przygotowanej przez reżysera Jorge Lavellego realizacji zapewniono wyśmienitą obsadę wokalną, a nad jej stroną muzyczną czuwali na zmianę Lorin Maazel i francuski dyrygent Serge Baudo. Dzisiaj osiemdziesięcioośmioletni już Baudo nadal pojawia się na podium dyrygenckim i to właśnie on prowadzi teraz przedstawienia arcydzieła Debussy’ego w Operze w Tulonie.


To również ze względu na niego wybrałem się do tej dysponującej skromnym budżetem, ale sprawnie zarządzanej przez Claude-Henri Bonneta placówki. Powiedzmy od razu, że niezależnie od mocno zaawansowanego wieku francuski kapelmistrz hipnotyzuje słuchaczy fantastyczną interpretacją partytury, której żadne subtelności, zawiłości i tajniki nie są mu obce. Doskonale reagująca na jego niezwykle oszczędne, ale bezbłędnie trafne gesty Orkiestra Opery Tulonu buduje przykuwającą w każdym momencie narrację muzyczną, eksponuje specyficzny język harmoniczny, różnicuje klimaty i podkreśla fascynujące kontrasty, wreszcie urzeka niebywałą magią barw. 

Peleas,Toulon 3

Ekstaza, tajemniczość i przejmujący tragizm to dominujące nastroje tego wykonania. I aż przykro pogodzić się z faktem, że omawiane przedstawienie w Tulonie kładzie kres trwającej od kilkudziesięciu lat karierze Serge’a Baudo w charakterze dyrygenta operowego (w jego najbliższych planach znajdują się bowiem między innymi koncerty symfoniczne w Japonii!). Obsada wokalna tulońskiego Peleasa i Melizandy dostarcza wielu pozytywnych wrażeń, zarówno pod względem wokalnym, jak i gry scenicznej. Baryton Guillaume Andrieux w roli Peleasa ujmuje umiejętnością ukazywania zmiennych stanów ducha młodego kochanka, od intensywnych porywów miłosnych do poruszającej delikatności i czułości wobec Melizandy. 


Laurent Alvaro jako książę Golaud wzbudza niepokój i strach, zaś Nicolas Cavallier ucieleśniający starego i niewidomego króla Arkela imponuje pełną autorytetu osobowością sceniczną. Ponadto w swoich rolach doskonale odnajdują się: rumuńska mezzosopranistka Cornelia Oncioiu jako Genowefa, Thomas Dear w partii Lekarza oraz francuska sopranistka Chloé Briot jako Yniold, synek Golauda. Zastrzeżenia budzi jedynie pozbawiony tak ważnego tutaj romantycznego zabarwienia tembr sopranu Sophie Marin-Degor, która w dodatku nie potrafi sugestywnie kreślić tak bardzo przecież niejednoznacznego i fascynującego profilu psychologicznego Melizandy.

Peleas,Toulon 4

Reżyser René Koering, współpracujący w tym przypadku ze swoim synem, scenografem Virgilem Koeringiem, buduje za pomocą ograniczonych do niezbędnego minimum środków scenicznych ponurą i przygnębiającą wizję, która dzięki zjawiskowo prowadzonej przez Patricka Méeüsa grze świateł opiera się w dużej mierze na czarno-białych kontrastach i niuansach. Takie wizualne elementy jak pnie drzew, wyeksponowany tron króla Arkela czy przywołujące żywioły natury projekcje wideo składają się na symboliczną, mocno działającą na wyobraźnię warstwę plastyczną, idealnie harmonizującą z muzyką Debussy’ego. Wychodząc z teatru w Tulonie i po raz kolejny pozostając pod zniewalającym wrażeniem tej ważnej pozycji repertuarowej, zastanawiałem się nad tym, która placówka w Polsce zdecyduje się wreszcie na zaprezentowanie Peleasa i Melizandy polskiej publiczności. 

                                                                     Leszek Bernat