Przegląd nowości

„Straszny dwór” po restauracji

Opublikowano: środa, 23, grudzień 2015 11:00

W tym roku obchodzi się dwustupięćdziesięciolecie Teatru Narodowego jak chcą jedni, nawiązując do nazwy zespołu Wojciecha Bogusławskiego, działającego pod auspicjami króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, a jak utrzymują inni teatru publicznego, nieograniczającego się do widowni dworskiej, choć wtedy, zwłaszcza w związku z operą, należałoby przesunąć tę datę o dwa dziesięciolecia wstecz, ponieważ taką była już Operalnia Saska.

Straszny dwor,Krakow 1

Z tej okazji w Operze Krakowskiej wznowiono 18 grudnia w nieco zmodyfikowanej postaci inscenizację Laco Adamika Strasznego dworu Stanisława Moniuszki. I zmiany te wyszły jej na lepsze. Zrezygnowano z osadzenia prologu w realiach jakiejś współczesnej zbrojnej awantury, wobec której reszta opery stanowiła materializację tęsknoty za ojczyzną i to z czasów jej rozkwitu, kiedy sarmacka Rzeczpospolita śniła swój sen o potędze. Co prawda tym razem jest to wizja Pana Damazego, który stał się kronikarzem wojennym, pojawiającym się już w żołnierskim obozie z prologu.


Na dodatek kojarzyć się może nie tyle z zarażonym cudzoziemszczyzną fircykiem, lecz raczej Mickiewiczowskim Jankielem, a to za sprawą kędzierzawej fryzury, a i jego frak przypomina bardziej chasydzki chałat. Na funkcję nie tyle totumfackiego, co arendarza mogłoby też wskazywać w scenie lania wosku prowadzenie z Miecznikiem jakichś wspólnych rachunków. Występujący w tej charakterystycznej roli Krzysztof Kozarek coraz bardziej rozśpiewywał się wraz z trwaniem przedstawienia. Reszta natomiast z grubsza pozostaje w zgodzie z librettem Józefa Chęcińskiego.

Straszny dwor,Krakow 4

Warto było przyjść na to przedstawienie przede wszystkim dla Katarzyny Oleś-Blachy, której występ w roli Hanny okazał się najjaśniejszym punktem obsady. Już w menuetowym duecie z Damazym „Nim uwieńczę twe nadzieje” oraz we wspomnianej scenie wróżb „Już ogień płonie” popisała się krągłymi koloraturami, a w muzykalny sposób zestroiła się z pozostałymi śpiewakami w kwartecie „Ni boleści, ni rozkoszy”.


Atoli, prawdziwie zachwyciła w arii Hanny z czwartego aktu „Któraż to któraż, tej ziemi córa”, którą wzorem Haliny Słonickiej z inauguracji warszawskiego Teatru Wielkiego po odbudowie z wojennych zniszczeń w 1965 roku (wtedy też Strasznym dworem czczono zarazem stulecie Teatru Narodowego, a całość transmitowała telewizja – takie były czasy!) oraz osiemnaście lat później Bożeny Betley-Sieradzkiej, ale tylko na potrzeby nagrania pod dyrekcją Jana Krenza, zaśpiewała w integralnej postaci, bez żadnych skrótów.

Straszny dwor,Krakow 5

A Moniuszko nie miał litości dla wykonawczyni tej arii, która przez znaczną swą część utrzymana jest w najwyższej dla sopranu tessyturze, na granicy fizjologicznych możliwości głosowych. W interpretacji Oleś-Blachy nie wyczuwało się jednak najmniejszego wysiłku, dźwięk nie był zduszony, lecz odznaczał się pełną szlachetnością brzmienia. Dwie kadencje odznaczały się brawurą w pokonywaniu wirtuozowskich rulad, pod koniec dzielnie ścigała się w pokonywaniu pasaży z solowymi skrzypcami, nie ustępując im w intonacyjnej precyzji, a całość zwieńczyło pewne zaintonowanie najwyższego dźwięku.


Drugim bohaterem tego przedstawienia okazał się Wojciech Śmiłek w partii Skułuby. Zazwyczaj kojarzy się on prawie wyłącznie z arią „Ten zegar stary gdyby świat”, teraz zaznaczył swoją rolę już w kłótni myśliwych, a także w czwartym akcie, kiedy rozwiązaniu ulegają wszystkie intrygi. O ile bohaterski tenor Tomasza Kuka świetnie się sprawdza w przypadku Moniuszkowskiego Jontka, pierwotnie zresztą napisanego dla barytona, to nie do końca predestynuje go do partii bardziej lirycznego Stefana, w przypadku którego o wiele lepsze wyniki daje frazowanie na sposób belcantowy niż niemiecki.

Straszny dwor,Krakow 2

Obiecująco wypadł występ Szymona Komasy w partii Zbigniewa, scenicznego brata Stefana, lecz momentami ponosił młodego śpiewaka temperament, przekraczający wymogi zachowania w kontuszowej roli. Swego czasu w szopce, przywiezionej przez ukraiński teatr dramatyczny ze Lwowa aktor prezentował swoją postać jako z krwi i kości polskiego szlachcica, którego zdobi… sukmana (sic!). No właśnie, Szymon Komasa momentami zdawał się zapominać, iż nie występuje w sukmanie, lecz w kontuszu!

Straszny dwor,Krakow 3

Dziś już wydawać się może, iż nie ma prawdziwych odtwórców tych ról, co szczególnie dawało się odczuć tego wieczora w odniesieniu do tej najważniejszej w Strasznym dworze, dla której zabrakło odpowiedniego wykonawcy, już nawet nie na miarę Andrzeja Hiolskiego, Mariana Woźniczki czy Władysława Malec-Malczewskiego, a w Krakowie Adama Szybowskiego, lecz i tych występujących w bliższych nam czasach...

                                                                           Lesław Czapliński