11 listopada w Sali Kameralnej Weill Recital Hall at Carnegie Hall miał miejsce recital wiolonczelistki Karoliny Jaroszewskiej z pianistką Julią Samojło. Poniżej przytaczamy recenzję Davida La Marche z tego koncertu dla New York Concert Review, Nowy Jork.

„Znakomity koncert wiolonczelistki Karoliny Jaroszewskiej i pianistki Julii Samojło w Weill Recital Hall przebiegł w niezwykle serdecznej atmosferze. Jaroszewska gra intuicyjnie, jest też w stanie zaoferować słuchaczom masywne, otwarte i aksamitne brzmienie. W Polonezie brillante C-dur op. 3 Chopina można to wszystko wyraźnie usłyszeć, dlatego też był to dobry wybór, pozwalający wykazać się talentem zarówno wiolonczelistce, jak i pianistce.
Artystki wybrały opracowanie Leonarda Rose’a, oparte z kolei na aranżacji Emanuela Feuermanna, w której partia wiolonczeli, zwykle pełniąca podporządkowaną rolę, wychodzi z cienia partii fortepianu. Julia Samojło odegrała niezwykle łatwo i z polotem trudne pasaże otwierające utwór. Jej wykonanie tego poloneza świadczyło zresztą ogólnie o tym, że rozumie kompozytora jak mało kto w dzisiejszych czasach. Karolina Jaroszewska posłużyła się z kolei szerokim vibrato, aby osiągnąć pełen ekspresji, śpiewny ton. Pewność, z jaką grała, zdradzała wielką biegłość techniczną, szczególnie w wyższych pozycjach, gdzie wykazała w swojej interpretacji godną podziwu precyzję. Wydaje się, że obydwie artystki, dzięki temu, że kształciły się w Polsce, są w stanie uchwycić ducha i styl Fryderyka Chopina, dzięki przekazywanej z pokolenia na pokolenie tradycji.
Kolejność utworów w programie zmieniono bez uprzedzenia, i tak Sonata na wiolonczelę solo op. 28 Eugène’a Ysaÿe’a zagrana została tuż po utworze Chopina. Okazało się to trafną decyzją, bowiem dzięki temu Karolina Jaroszewska mogła w pełni pokazać swoje zdolności interpretacyjne. Pięknie przemyślane frazowanie i kształtowanie melodyczne sonaty słychać było szczególnie w pierwszej i trzeciej części utworu. W kończącym go Finale con brio artystka wykazała się subtelną dynamiką i zastosowaniem różnych barw w pizzicato, osiągając świetny efekt muzyczny.
Wybór pieśni Rachmaninowa w opracowaniu wiolonczelistki cechowało zrównoważenie pod względem nastroju i tessitury (sopran, mezzosopran, tenor i bas). W rejestrze sopranowym artystka grała entuzjastycznie, z pasją, w sposób, który przywoływał minioną epokę. Jeszcze większe wrażenie udało się jednak wywrzeć pianistce w licznych momentach ascetycznego piękna: uzyskała wyjątkową barwę dźwięku pod koniec, w pieśni Ditja! Kak cvetok ty prekrasna, a także falujące brzmienie przywołujące Debussy’ego, w pieśni Ostrowok.
Druga kompozycja Krzysztofa Pendereckiego na wiolonczelę solo, zatytułowana Per Slava, dedykowana jest wielkiemu rosyjskiemu wiolonczeliście Mścisławowi Rostropowiczowi. Jest to zasadniczo szereg operacji na oddalonych od siebie o półton dźwiękach B-A-C-H. Wydawałoby się, że to sztuczny konstrukt, a tymczasem utwór okazuje się bogaty i wręcz wstrząsający. Karolina Jaroszewska wykonała go wspaniale, z zaangażowaniem i w przekonujący muzycznie sposób.
Ważny recital powinien zakończyć się ważnym utworem – Sonata A-dur Césara Francka niewątpliwie do tej kategorii należy. Mam co prawda pewne zastrzeżenia, jeżeli chodzi o transkrypcję na wiolonczelę – w dużej mierze jest ona udana, ale są też miejsca mniej zgrabne, i to w rozczarowujący sposób. Niemniej jednak artystki włożyły w swoją interpretację bardzo dużo energii i zagrały z polotem, niezwykle dobrze radząc sobie z niektórymi przejściami wewnątrz części utworu. Mniej widać było w tym odczytaniu różnych odcieni, za to więcej żarliwości, śmiałości i rozmachu. Ostatnia część zaczęła się niepewnie, ale artystkom udało się ją ostatecznie pięknie i triumfalnie zakończyć.

Wieczór zakończył zagrany na bis pełen werwy i dowcipu utwór Piazzolli. Wdzięczni słuchacze podziękowali Karolinie Jaroszewskiej i Julii Samojło brawami. Mam słabość do właśnie takich artystów, którzy przygotowują się pilnie do koncertu, ale w jego trakcie nie boją się podjąć ryzyka i wypłynąć na głębsze wody, co wychodzi na dobre słuchaczom.”
(inf. własna)