Opera określana mianem „Drama giocoso per musica”, czyli wesoły dramat muzyczny, jest wspólnym dziełem W. A. Mozarta i Lorenza da Ponte, autora libretta. Co prawda jego praska prapremiera została entuzjastycznie przyjęta: „Znawcy i artyści mówią, że czegoś podobnego nie wystawiono dotąd w Pradze.” – napisano po pierwszym przedstawieniu w „Prager Oberpostamtszeitung”. Niestety, kolejne przedstawienia w Wiedniu i innych miastach nie stały się sukcesem Mozarta.

Dopiero po śmierci kompozytora orzeczono jednak, że Don Giovanni to jedno z największych arcydzieł w światowej literaturze operowej. Ta opinia do dzisiaj nie straciła ważności! Muzyka tej opery łączy w sobie elementy lekkiej pogodnej komedii z frazami pełnymi dramatycznego napięcia, grozy i tragizmu. Gdybym chciał wyliczyć te najpiękniejsze i najbardziej wartościowe fragmenty i arie to bez wahania należałoby napisać, że w tej operze każda nuta i fraza to skończone arcydzieło! Jest też Don Giovanni dziełem, dającym rozległe pole do interpretacji, na które chętnie wchodzą wybitni reżyserzy pracujący na rzecz teatru operowego. Tylko w ostatnich latach do historii tego gatunku przeszły realizacje Jean-Pierre Ponnelle, Michaela Hampe, Calixto Bieito, Martina Kušeja, Clausa Gutha czy Grahama Vicka.
Na polskich scenach do historii przeszły inscenizacje Ryszarda Peryta, Marka Grzesińskiego, Adama Hanuszkiewicza, Michała Znanieckiego i Mariusza Trelińskiego. Czy dołączy do tej grupy ta przygotowana przez Marię Sartovą na otwarcie sezonu 2015/2016 w Teatrze Wielkim w Łodzi, premiera 21 listopada – zobaczymy?

Chcąc przygotować interesującą inscenizację Don Giovanniego, jednego z największych arcydzieł literatury operowej trzeba mieć jasno określony pomysł i to nie tylko na kształt sceniczny ale też na jego realizację. Tymczasem Maria Sartova nie do końca go miała! To co zaoferowała w swojej realizacji było mało przekonywujące.

Z przeniesienia akcji w lata pięćdziesiąte niewiele wynikało, no chyba że zaliczymy do tego kolorowe kostiumy nawiązujące do sukienek noszonych przez Audrey Hepburn, wdzięczne kręcenie stópką pań z chóru czy konwulsyjne ruchy rąk w końcówce I aktu. I chociaż jest kilka interesujących rozwiązań, jak choćby ten z prezentowaną przez Leporella listą miłosnych podbojów Don Giovanniego, którą z niezdrową ciekawością studiuje Donna Elvira, czy wyraziste, a czasami z lekkim przymrużeniem oka, określenie charakteru bohaterów akcji, Leporella szczególnie. To jednak kilka innych nieco irytuje, by wymienić choćby tekturową walizeczkę Elviry z którą paraduje po scenie, czy ukradkowe ściągnięcie zwłok Komandora. „Roztańczony” finał I aktu też mnie nie przekonał.
Znacznie lepszy do pierwszego okazał się drugi akt o wyraziście zarysowanej dramaturgii i dobrej konstrukcji kolejnych epizodów i sceny finałowej, kiedy tytułowy bohater ginie w piekielnych czeluściach.

W obsadzie z prawdziwą przyjemnością obserwowałem Patrycję Krzeszowską w partii rezolutnej, przebiegłej, a przy tym zalotnej Zerliny, Patryka Rymanowskiego w roli przebiegłego Leporella, którego głównym zadaniem było odwracanie uwagi od tego co robi Don Giovanni. Jego kreacja była kwintesencją służącego, który z filozoficznym spokojem znosi swój pogmatwany los.

Interesującą kreację stworzył też Grzegorz Szostak, którego misiowaty Massetto, któremu jednak nie obce są wybuchy zazdrości pozostawił korzystne wrażenie. Dobry duet stworzyły panie Dorota Wójcik jako nieco histeryczna Donna Elvira i Iwona Sobotka w roli Donny Anny. Tercet Donny Anny, Donny Elviry i Don Ottavia to jeden z bardziej udanych muzycznie i reżysersko momentów tego przedstawienia. Niestety, nie do końca przekonał mnie Aleš Janis, któremu zabrakło błysku w oku i temperamentu w kreowaniu obrazu swojego bohatera. Podobnie jak Tomaszowi Krzysicy, który w roli Don Ottavia okazał się bezbarwny. Sprawujący kierownictwo muzyczne Wojciech Rodek starał się oddać urok tego mozartowskiego arcydzieła, co przyznaję w znacznej mierze mu się udało. Muzyka pod jego batutą brzmi lekko i finezyjnie udanie budując klimat kolejnych perypetii tytułowego bohatera.
Adam Czopek