Przegląd nowości

"Catone in Utica" Vinciego trafia pod strzechy

Opublikowano: czwartek, 15, październik 2015 12:38

Muzyka Leonarda Vinciego (ok. 1696-1730) wychodzi z mroków zapomnienia i daje o sobie znać w postaci nowych realizacji płytowych. Po sukcesie, jaki odniosło nagranie opery Artaserse (wyd. Warner Classics), po twórczość Włocha postanowiła sięgnąć wytwórnia Decca we współpracy z Parnassus ARTS Productions, prezentując premierę fonograficzną dramatu Catone in Utica (pol. Katon w Utyce), skomponowanego do libretta Pietra Metastasia.

CD Catone in Utica

Do naszych rąk trafia pięknie wydany, oprawiony w lakierowane, kartonowe pudełko trzypłytowy album z liczącą 292 strony książeczką, w której znajdziemy włoskie libretto wraz z tłumaczeniem na niemiecki, francuski i angielski, jak też komentarz, spis ścieżek (arii, recytatywów, etc.) oraz listę wykonawców. Barokową orkiestrą Il Pomo d’Oro dyryguje skrzypek Riccardo Minasi. W rolach głównych występują: tenor Juan Sancho (jako Katon), falsecista Franco Fagioli (Cezar), falsecista Valer Sabadus (Marzia), falsecista Max Emanuel Cencic (Arbace), falsecista Vince Yi (Emilia) oraz tenor Martin Mitterrutzner (Fulvio). Nieuwzględnienie w obsadzie głosów żeńskich wiąże się z tym, że za życia Vinciego kobiety nie miały prawa prezentować się na scenie. Z drugiej jednak strony nie były zastępowane przez falsecistów, którym wolno było jedynie wykonywać muzykę sakralną w świątyniach, ale przez kastratów.

Soczyste brzmienie zespołu Il Pomo d’Oro urzeka świeżością, entuzjazmem i tryskającą energią. Odnoszę wrażenie, że z płyty na płytę instrumentaliści grają lepiej. W tej rejestracji, oprócz wyjątkowych barw, znakomicie uchwycona została dramaturgia partytury. Jeśli chodzi o solistów, problemów nastręcza fakt, że – nie wliczając Cencica – falseciści dysponują głosem o podobnym tembrze, w związku z czym trudno ich rozróżnić. Cencic z kolei wydaje się „zmagać” ze swą partią, napisaną w osiągalnej dla niego, acz zbyt wysokiej tessyturze.

Nagranie zrealizowano w zamku Villa San Fermo we Włoszech w marcu 2014 r. Wyśmienita jakość dźwięku bez wątpienia umila obcowanie z albumem, do którego warto powracać.

                                                                                        Maciej Chiżyński