Trzydziesta szósta edycja francuskiego Festiwalu w Ambronay zakończyła się wielkim sukcesem, który chyba nawet zaskoczył samych organizatorów. Pomimo tego, że już od dawna to poświęcone w całości muzyce barokowej święto muzyczne cieszy się niepodważalnym prestiżem i ogromną popularnością, to w tym roku po raz kolejny został pobity rekord sprzedanych biletów. Niektórzy melomani odeszli zresztą od okienek ze smutnymi minami, gdyż na wiele koncertów chciało się dostać więcej chętnych niż główna nawa opactwa – centralne miejsce koncertów – mogła pomieścić.

Nie można też było odpowiedzieć pozytywnie na wszystkie propozycje występów składane przez muzyków, a ich dobór stanowił często trudny do rozwiązania dylemat. Czwarty weekend Festiwalu – o pierwszym pisałem już w poprzedniej korespondencji z Ambronay – rozpoczął się wyjątkowo w Audytorium w Lyonie, gdzie 30 września zabrzmiały (przy udziale chóru Capelli Cracoviensis) dwa Te Deum skomponowane przez Lully’ego i Charpentiera. Następnego dnia można się było wybrać do kaplicy położonego nieopodal Ambronay miasteczka Jurjurieux, w której miał miejsce koncert uświetniający dziesiątą rocznicę istnienia funkcjonującego w strukturach Festiwalu wydawnictwa płytowego. Warto przypomnieć, że w tym czasie wypuściło ono na rynek aż pięćdziesiąt wysmakowanych nagrań, doskonale się sprzedających w całej Europie i stanowiących świetnie rozpoznawalną witrynę artystyczną Festiwalu. W pierwszej części urodzinowego koncertu wystąpił korzystający z festiwalowego programu promocyjnego eeemerging zespół Radio Antiqua, powstały trzy lata temu w Hadze.
Młodzi instrumentaliści zaprezentowali swe niemałe już umiejętności w repertuarze noszącym hasło «Zapomniane skarby niemieckiego baroku», wypełniającym też wydaną niedawno pod tym samym tytułem płytę. Złożyły się na niego utwory takich kompozytorów jak Telemann, Vivaldi, Dieupart, Platti czy Brescianello. Podkreślić należy, że były one niegdyś chętnie wykonywane na dworach niemieckich, a w szczególności w Saksonii na dworze Fryderyka Augusta II Mocnego, który w celu zdobycia tronu Polski przeszedł w roku 1697 na katolicyzm. Na marginesie trzeba wspomnieć, iż to właśnie z tego powodu w jego siedzibie, obok przybyłych z różnych stron wirtuozów, występowali też polscy «Capelli-Musici».

Po przerwie miejsce zespołu Radio Antiqua zajął wybitny kwartet Terpsycordes, w którego porywającej interpretacji usłyszeliśmy Kwartet n°15 Schuberta (utrwalony przez ów ansambl na omówionej przeze mnie w tym miejscu parę dni temu płycie). Dzieło Schuberta poprzedzone zostało światową kreacją Kwartetu smyczkowego n°4 op.54 francuskiej kompozytorki Florentine Mulsant (ur. 1962), rozpoczynającego się w dość tajemniczej i wyciszonej atmosferze, a w finale «wybuchającego» energicznym i promienistym klimatem. W obu dziełach zespół Terpsycordes wzniósł się na szczyty sztuki interpretacyjnej i wzniecił entuzjazm poruszonych słuchaczy. Mocnych wrażeń dostarczyło również spotkanie z szóstką wokalistów (Miriam Allan, Maud Gnidzaz – soprany, Mélodie Ruvio – mezzosopran, Sean Clayton – tenor, João Fernandes – bas) ze słynnego zespołu Les Arts Florissants, którzy pod dyrekcją również śpiewającego (tenor) Paula Agnew interpretowali madrygały Monteverdiego.
Włoski kompozytor urodził się w Cremonie, spędził tam dwadzieścia lat życia i właśnie w tym okresie napisał trzy pierwsze Księgi madrygałów, z których wybrane zostały wykonywane w trakcie koncertu utwory. Niezależnie od tego, że powstały one w młodzieńczym okresie kompozytora, to emanująca z nich ambicja artystyczna i technika twórczego procederu zapowiadają już prawdziwą rewolucję muzyczną, której parę lat później Monteverdi stanie się inicjatorem. Pod dyrekcją Paula Agnew każdy z utworów uwolnił świeżość języka muzycznego, mistrzostwo w zakresie kontrapunktu i umiejętność odmalowywania dźwiękami miłosnych uczuć. Słuchacze mogli sobie w ten sposób uświadomić, że mamy tu do czynienia z prawdziwymi klejnotami sztuki dźwięków, zapowiadającymi przejście od okresu renesansu do baroku. A chyba nikt nie jest lepszym ambasadorem tego repertuaru niż zespół Les Arts Florissants, który już od czterech lat odbywa po całej Europie liczne tournée mające na celu zaprezentowanie kompletnego cyklu Monteverdiowskich madrygałów.

W trakcie omawianego weekendu odbywał się rodzaj muzycznego maratonu nazwanego Festival eeemerging, podczas którego wystąpiło aż sześć młodych ansambli, wybranych spośród setki kandydatur do skorzystania z tego europejskiego programu wspierania zdolnych adeptów sztuki wykonawczej. Prezentacja owych ansambli, niezależnie od zrozumiałych jeszcze niedoskonałości i niedociągnięć interpretacyjnych, przekonała licznie się stawiających na te niezwykle interesujące przesłuchania melomanów i profesjonalistów o niezwykłej żywotności dawnej muzyki w Europie.
Jako pierwszy wystąpił Sollazzo Ensemble, utworzony w zeszłym roku ze studentów Schola Cantorum w Bazylei, imponując dojrzałością interpretacji utworów Francesco Landiniego (Adiou adiou), Johannesa Ciconii (Per quella strade lactea), Matteo da Perugii (Ne me chaut vostre mauparler) oraz Jeana Solage’a, Trebora i Antonio Zacary da Teramo. Szczególne uznanie wzbudziła wokalistka zespołu - japońska sopranistka Yukie Sato, przykuwająca uwagę w równym stopniu świetnie wyszkolonym głosem, co niezwykle przydatnym w tego typu repertuarze talentem aktorskim.

Znacznie niższy poziom prezentował zajmujący zaraz potem miejsce na estradzie ansambl Les Contre-Sujets – założony i prowadzony przez młodego flecistę Samuela Rotsztejna - który zmierzył się z dziełami przekraczającymi jego obecne umiejętności techniczne i interpretacyjne. Dlatego Podwójny koncert na flet, violę da gamba i orkiestrę a-moll Telemanna nie uwolnił tutaj piękna polskiego folkloru, poprzez pomysłową kombinację poszczególnych partii orkiestrowych, ani punktowanego rytmu w stylu francuskim z pierwszej części. W koncercie wiolonczelowym c-moll Vivaldiego nie mogliśmy się zachwycić tak charakterystyczną w tym utworze rozległą paletą kolorystyki dźwiękowej, a dialektyka pomiędzy instrumentem solowym i basso continuo przebiegała w sposób nie do końca przemyślany i dość niechlujny. Nie porwało wykonanie Koncertu na flet i orkiestrę g-moll „La Notte” Vivaldiego ani Kanonu BWV 1076 J.S. Bacha. Zabrakło precyzji, ekspresji i jasno sprecyzowanej koncepcji. Nieco lepsze wrażenie wywarł zespól BarrocoTout, uformowany ze studentów Konserwatorium królewskiego w Brukseli, który zmierzył się z Kwartetami Paryskimi n°1 i 6 Telemanna, będącymi rodzajem hommagium złożonym przez kompozytora stylowi francuskiemu.
Choć podobnie jak w poprzednim przypadku tak i tutaj brakowało precyzji wykonania, to jednak była to interpretacja dojrzalsza pod względem wyrazowym. Podobne uwagi można zresztą odnieść do realizacji programu zaprezentowanego przez Amsterdam Corelli Collective, który zmierzył się z takimi pozycjami jak Sinfonia D-dur Antonio Stradelli, Concerto grosso opus 6 n°5 Arcangelo Corelliego, Concerto grosso opus 2 n°2 Francesco Geminianiego i Concerto grosso opus 6 n°4 Haendla. Ta swoista panorama specyficznego gatunku muzycznego wypadła dość ciekawie i atrakcyjnie.

Mieszane uczucia wzbudziło natomiast spotkanie z Camerata Bachiensis, ansamblem o niewątpliwie dużym potencjale artystycznym, ale dość niefrasobliwym podejściem do publiczności. Jak bowiem inaczej można wytłumaczyć fakt rozpoczęcia koncertu z niedokładnie nastrojonymi instrumentami? Pomimo ładnego brzmienia sopranu Julii Kirchner i jej niezłej znajomości retoryki barokowej cały występ znużył interpretacyjną monotonią i brakiem pomysłów na zróżnicowane odczytanie każdej z realizowanych partytur. Ani cienia monotonii nie dało się natomiast dostrzec podczas występu duetu Repicco, złożonego z węgierskiej skrzypaczki Kingi Ujszászi oraz lutnisty i gitarzysty Jadrana Duncumba (tutaj grającego na gitarze i teorbie), elektryzującego publiczność w programie złożonym z utworów Nicola Matteisa, Ignazio Albertiniego, Bellerofonte Castaldiego i Giovanniego Antonio Pandolfiego Mealliego. Ich fascynujący występ stał się jednym z ważniejszych wydarzeń tego festiwalu i wprawił niemalże słuchaczy w trans. Niebywała muzykalność tej dwójki artystów, rzadkie wirtuozostwo połączone z ujmującą wrażliwością i wyczuleniem na barwę każdego dźwięku oraz pełną swobodą wypowiedzi składają się na unikalne zjawisko, o którym jako słuchacz na pewno nieprędko zapomnę.
Nic dziwnego, że to właśnie ten duet został nagrodzony przez oceniające prezentacje wszystkich młodych zespołów jury - złożone z międzynarodowych profesjonalistów wyspecjalizowanych w muzyce dawnej – oraz głosującą na swoich ulubieńców publiczność.

Wzniosłych przeżyć dostarczył prestiżowy koncert włoskiego zespołu Ghislieri Choir § Consort, który pod batutą swego szefa i założyciela Giulio Prandiego (ur. 1977) wzruszył licznie wypełniających nawę opactwa słuchaczy programem złożonym z dzieł dwóch Wenecjan: Antonio Vivaldiego i Baldassare Galuppiego. Trudno nam dzisiaj sobie wyobrazić, że w latach 1750 reputacja tego drugiego przerastała popularność Rudego Księdza, należącego dzisiaj do kompozytorów, którego utwory są najczęściej wykonywane na świecie. W Ambronay mogliśmy zachwycić się jego Dixit Dominus, monumentalnym dziełem na solistów, podwójny chór i podwójną orkiestrę. Ta wykorzystująca tak rozbudowane środki wokalne i instrumentalne, utrzymana ponadto w durowej tonacji kompozycja nabrała w interpretacji Ghislieri Choir § Consort olśniewającego i niezwykle uroczystego charakteru. Pierwsza część wspaniałego koncertu pozwoliła nam jednak najpierw poznać wykonywane po raz pierwszy od niemalże trzystu lat Magnificat na cztery głosy (przywołujące słowa wypowiedziane przez Marię do Archanioła Gabriela w scenie Zwiastowania Pańskiego) oraz subtelne Nisi dominus i poruszające wielką ekspresją Credo Galuppiego. W uwznioślonej, porywającej i niebywale ekspresyjnej, wszakże zarazem precyzyjnej i eksponującej epizody o bardziej lirycznym klimacie interpretacji Giulio Prandiego, wymienione utwory uwydatniły wszystkie swoje walory.
Dzięki temu młodemu, ale niezwykle dynamicznemu i zaangażowanemu w odkrywanie zapomnianego lub rzadko wykonywanego repertuaru włoskiego dyrygentowi mogliśmy zanurzyć się w świat dźwięków dwóch kompozytorów, których ścieżki artystyczne rzadko kiedy się krzyżowały, ale którzy odegrali trudną do przecenienia rolę w życiu muzycznym miasta dożów. Warto jeszcze wymienić biorących udział w tym wyjątkowym koncercie i tworzących bezbłędną obsadę wokalną solistów: Rachel Redmond, Marta Redaelli – soprany, Marta Fumagalli – alt, Luca Cervoni – tenor i Marco Bussi – bas.

Na zakończenie Festiwalu francuski dyrygent Hervé Niquet, stojący na czele swego zespołu le Concert Spirituel, odtworzył Mszę na czterdzieści głosów Alessandro Striggio, uzupełniając ją utworami Monteverdiego, Corteccii i Benevolo. Podkreślmy, iż chodzi w tym przypadku o szczytowe osiągnięcie europejskiej sztuki kontrapunktu, gigantyczne i przeniknięte porażającą zmysłowością dzieło napisane na czterdzieści niezależnych głosów przez ojca librecisty Orfeusza Monteverdiego. Ta Msza, wykonywana niegdyś na najważniejszych dworach Europy, podziwiana przez takich twórców jak Lassus czy Tallis, którzy jednocześnie zazdrościli jej autorowi talentu, zaginęła w tajemniczy sposób na ponad cztery wieki i dopiero niedawno „wypłynęła na powierzchnię” w Paryżu. Hervé Niquet buduje z zawartych w niej gigantycznych polifonii prawdziwą architekturę dźwiękową, decydując się na rozmieszczenie wszystkich śpiewaków w kręgu wokół siebie. I właśnie odnośnie tego geograficznego rozmieszczenia całego zespołu wykonawczego można sformułować pewne zastrzeżenia, albowiem było ono niewątpliwie wygodne i praktyczne dla dyrygenta, natomiast dużo mniej dla publiczności, której odbiór był w tej sytuacji znacznie utrudniony.
Trudno sobie wyobrazić jak sobie z tym problemem radzono w czasach powstania dzieła – może rozmieszczano śpiewaków przestrzennie na okalających słuchaczy krużgankach...

Na zakończenie trzeba jeszcze wspomnieć o innych towarzyszących głównym koncertom wydarzeniach. Należą do nich spotkania muzyków ze słuchaczami, przygotowujące ich do odbioru kolejnych propozycji repertuarowych, organizowane przez amatorów koncerty plenerowe, a także ateliers muzyczne dla dzieci oraz cieszące się dużą popularnością Afters, czyli spontaniczne muzykowanie (w barze!) późną porą artystów, którzy wcześniej brali udział w oficjalnych koncertach. Wreszcie nie można przecenić znaczenia koncertów organizowanych we wzniesionym z boku opactwa namiocie. Mają one bardziej luźny i popularny charakter, toteż przyciągają publiczność o nieco innym profilu i upodobaniach niż publiczność głównego nurtu barokowego. I tak podczas rzeczonego weekendu w namiocie wystąpił zespół la Clique des Lunaisiens, który we współpracy z pieśniarzem i aktorem Arnaud Marzoratim bawił gości farsą komiczną „Tajfun”, w której eksponowaną rolę odgrywają ukazane w stylu burleski mitologiczne postacie. Zaś następnego dnia dzieci w towarzystwie rodziców mogły odkrywać taniec i muzykę barokową podczas spektaklu comédie-ballet „Rigodon”, przygotowanego z polotem przez Les Musiciens de Saint-Julien oraz czuwającego nad całością flecisty – grającego też na dudach – François Lazarevitcha. W ten sposób Festival w Ambronay wypełnia niezwykle ważną funkcję w przygotowywaniu młodej publiczności do delektowania się sztuką dźwięków i wyrabia u niej potrzebę uczestniczenia w wydarzeniach kulturalnych.
Leszek Bernat