Przegląd nowości

Samotność na szczytach

Opublikowano: piątek, 02, październik 2015 22:43

Jednym z podstawowych wątków VII Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Kameralnej – Muzyka na Szczytach w Zakopanem, była komunikacja między sztuką dźwięków a odbiorcami. W trakcie bardzo ciekawie i solidnie prowadzonych dyskusji w Klubie Rozmów na Szczytach, które odbywały się w zjawiskowym Domu Pod Jedlami, prowadzący Piotr Matwiejczuk i Marcin Majchrowski (obaj z radiowej „dwójki”) stawiali twórcom pytania.

01 Na Szczytach 529-66

Pierwsze z nich brzmiało: czy o muzyce, zwłaszcza nowej, warto rozmawiać? Odpowiedź dwóch czołowych kompozytorów polskich Pawła Szymańskiego i Pawła Mykietyna była co najmniej wymijająca. Mykietyn w ogóle zignorował to pytanie, co można rozumieć jako sprzeciw, powiedział jedynie, że muzyka powinna zmienić chemię w człowieku i że szuka w niej wartości czysto zmysłowych, np. takich połączeń dźwięków, które są istotne. Bardziej wymowny okazał się Paweł Szymański. Wprawdzie nie odpowiedział twierdząco na pytanie czy warto rozmawiać, uciekając się jedynie do stwierdzenia: skoro już się spotkaliśmy. 


Jednak gdy zacytowano jego znaną już wypowiedź z jakiegoś wywiadu, gdzie zauważył, że kompozytor dziś stoi przed wyborem, albo bełkotu, jeśli chce się zajmować poszukiwaniami i być w awangardzie, albo banału, jeśli zwraca się ku tradycji, zrobiło się ciekawie. Szymański stwierdził, że jest raczej konserwatystą, przychylił się też do uwagi, że zajmuje się tzw. muzyczną archeologią, choć jego „wykopaliska” nie są cytatami muzycznymi zaczerpniętymi wprost z przeszłości.

02 Mykietyn

Dał wreszcie do zrozumienia, że jest kompozytorem, który w swych wyborach czuje się samotny, nie specjalnie interesuje się odbiorem swej muzyki, zarówno przez słuchaczy, jak też krytyków. Z kolei Paweł Mykietyn przyznał, że inaczej rozmawia się o muzyce  np. z Pawłem Szymańskim, natomiast o wiele trudniej jest prowadzić dialog werbalny ze zwykłymi słuchaczami, którzy nie mają dogłębnego przygotowania profesjonalnego.

02 Szymanski

Czy zatem program tegorocznego  Festiwalu Muzyka na Szczytach, w którym Paweł Mykietyn sprawował funkcję dyrektora artystycznego, a głównym organizatorem i założycielem pozostawała niezawodna Danuta Sztencel, był dyskusją ze słuchaczami na nowych warunkach? Jeśli przyjrzeć się siedmiu koncertom, to aż 4 z nich przynosiły dzieła stricte współczesne, a więc trudniejsze, mniej przystępne dla przeciętnego odbiorcy muzyki klasycznej, a tylko 3 prezentowały pozycje z tzw. historycznego repertuaru, który jest powszechnie akceptowany przez melomanów.


O ile proporcja 4:3 wydaje się teoretycznie słuszna i logiczna, bo w końcu żyjemy w XXI wieku i czy tego chcemy czy nie, jesteśmy otoczeni muzyką naszych czasów. Z drugiej jednak strony bardziej tradycjonalistyczni odbiorcy trochę sarkali na tę przewagę muzycznej współczesności.

03 Na Szczytach 529-73

Inauguracja Festiwalu przyniosła jednak muzyczne spojrzenie w przeszłość. Wystąpiła Sinfonietta Cracovia pod dyrekcją Michała Dworzyńskiego oraz dwoje znakomitych solistów. Dworzyński pokazał klasę kapelmistrzowską prowadząc słynną Symfonię g-moll Mozarta w sposób świeży i niebanalny, wartko i zwinnie wprowadzając poszczególne tematy genialnego dzieła. Akompaniował też Shirley Brill w dwu utworach – Rossiniego i Mozarta, oraz Łukaszowi Długoszowi w znanym koncercie fletowym  Mercadantego i zagranym na bis fragmencie koncertu Jana Sebastiana Bacha. Shirley Brill grała bardzo ładnym dźwiękiem i w Koncercie klarnetowym Mozarta stworzyła nastrój niebiańskiej pogody. Łukasz Długosz po prostu śpiewał na swym instrumencie wszystkimi możliwymi barwami, a grając na bis Bacha dał tak zabójcze tempo, że orkiestra musiała go trochę gonić. – Mam spore rezerwy techniczne – tłumaczył artysta po koncercie. Oboje soliści pierwszego koncertu prowadzili też w Zakopanem kursy mistrzowskie dla młodych instrumentalistów, które zakończyły się obowiązkowym popisem uczestników.


Kolejny koncert był skrajnym odejściem od ładnej i znanej klasyki w stronę dźwiękowych eksperymentów. Co prawda nie przybył żaden z czworga kompozytorów wieczoru, który odbywał się w Teatrze im. St. I. Witkiewicza i miał znamiona teatru instrumentalnego, ale został poprzedzony bardzo ciekawym spotkaniem z wykonawcami – śpiewaczką Barbarą Kingą Majewską oraz zespołem KWADROFONIK. Rozmowa z artystami rozbudziła apetyty na nowe doznania, zarówno w wykorzystaniu ludzkiego głosu, jak też  instrumentów perkusyjnych i fortepianu.

04 Na Szczytach 529-76

Zapowiadano, że paleta rozmaitych dźwięków wydobywanych przez śpiewaczkę będzie przeogromna, ale w istocie była ona bardzo skromna. Również preparowanie fortepianu i szerokiej palety instrumentów perkusyjnych nie zaskoczyło żadnym odkryciem. Tyle do strony technicznej, ale strona muzyczna też nie dostarczyła obiecywanych wrażeń.

05 Na Szczytach 529-45

Kompozytorzy wspierali swoje utwory fragmentami wyrafinowanych tekstów, np. Aleksandra Gryka posłużyła się rozważaniami filozoficznymi Ludwika Wittgensteina, zaś Sławomir Wojciechowski cytował wiersz Łatanina Witolda Wirpszy. Wojciech Blecharz posłużył się swoim własnym tekstem, który recytowała po angielsku artystka zaś Andrzej Kwieciński powycinał poszczególne frazy z libret oper barokowych. Utwór tego ostatniego pt. Non si puo fugire był jedynym, który traktował materię dźwiękową z przymrużeniem oka. W pozostałych nie było nic szczególnie pięknego ani ważnego, nie było nic, poza nudą, która często towarzyszy utworom z gatunku postmodernizmu.


Koncert można było podsumować jednym stwierdzeniem – wszystko już było. Niestandardowe wykorzystanie ludzkiego głosu na dużą skalę stosował jeszcze w latach 60. Krzysztof Penderecki w swojej Pasji, szeroką paletą różnych odmian głosu ludzkiego zadziwiała publiczność Warszawskich Jesieni Cathy Berberian. Ciekawe dźwięki można wydobywać nie tylko preparując już instniejące instrumenty klasyczne, ale także budując nowe – tu wspomnę słynne tubafony Pendereckiego.

05 Na Szczytach 529-58

Młodzi kompozytorzy powinni się zapoznać z już dokonanymi odkryciami zanim przystąpią do własnej próby porządkowania dźwięków. Wydaje się też, że na koncercie w Zakopanem niesłusznie zrezygnowano z warstwy wizulano-teatralnej, którą przygotowała do wcześniejszych realizacji Yulka Wilam. I choć nazwisko reżyserki koncertu figurowało w programie Festiwalu niewiele z jej pomysłów – projekcje wideo, rekwizyty – zostało wykorzystanych

.04 Na Szczytach 529-116

Kolejny koncert przynosił nieco wytchnienia i zadumy. Był to oryginalny recital pieśniarski Jadwigi Rappe z akompaniamentem fortepianowym rozpisanym na sekstet smyczkowy. Piękny głos śpiewaczki został tutaj zestawiony z instrumentami strunowymi, które stanowiły małą orkiestrę i lepiej niż fortepian wchodziły we współbrzmienia z altem Jadwigi Rappe. A tworzywem było 7 wczesnych pieśni Richarda Straussa z piękną Dedykacją (Zueignung) i 9 pieśni Mieczysława Karłowicza. 


Te ostatnie perełki, choć niespecjalnie szanowane przez kompozytora, okazały się godnymi reprezentantami polskiej liryki wokalnej w zestawieniu z tytanem muzyki i pieśni, za jakiego się uważa Ryszarda Straussa. Prześlicznie zaśpiewane Zasmuconej czy Pamiętam ciche jasne złote dnie zwracały też uwagę na finezyjnie oplecioną instrumentami smyczkowymi melodię i doskonale dobrane słowa.

06 Na Szczytach 529-16

Kolejne trzy koncerty były prezentacją popularnych stylów kompozytorskich muzyki współczesnej – minimalizmu, neoklasycyzmu i spektralizmu. Minimalizm w wydaniu Steve Reicha w utworze Different trains zaprezentował znakomity kwartet DAFO, specjalizujący się w wykonaniach twórczości nowej.

06 Na Szczytach 529-85

Muzykę „powtarzalną” wzbogacała tutaj część nagrana na taśmę – muzyka innego kwartetu oraz dźwięki wydawane przez pociągi i urywki głosów ludzkich. Panie z kwartetu uczestniczyły wraz z klawesynistką Gośką Isphording w wykonaniu utworu Ładnienie Pawła Mykietyna oraz z wibrafonem w wykonaniu Compartment 2 Pawła Szymańskiego. W utworze Mykietyna najwięcej kontrowersji wzbudził baryton Stanisław Kierner podając tekst wiersza Marcina Świetlickiego w sposób absolutnie niezrozumiały, bo rozłożony na poszczególne zgłoski. Najbardziej przystępny okazał się tutaj wczesny Schoenberg w utworze Oda do Napoleona Bonaparte, bo tutaj tekst Byrona w polskim tłumaczeniu podawał jasno i wyraźnie znakomity aktor Adam Woronowicz. Można też było podziwiać neoromantyczny w brzmieniu wczesny utwór Antona Weberna Langsamer Satz. 


Neoklasycyzm królował na kolejnym koncercie, gdzie pianista Maciej Grzybowski i altowiolista Krzysztof Chorzelski zagrali aż cztery Sonaty. Z współczesnych brzmień wyłamywała się tutaj klarnetowa Sonata Brahmska w wersji na altówkę i fortepian, grana jednak z zupełnie nieobliczalną żywiołowością, bliską ekspresji niektórych utworów rockowych.

07 Na Szczytach 529-7

Maciej Grzybowski odegrał solo Pentasonatę Andrzeja Panufnika, a wraz z altowiolistą jeszcze dwie sonaty Andrzeja Czajkowskiego i Pawła Szymańskiego. Szymański okazał się tutaj nieco „łatwiejszy” w odbiorze, bo wydawał się naśladować  któregoś z romantyków, Mendelssohna, Webera, a może późnego Beethovena.

07 Na Szczytach 529-64

Z pewnością wydarzeniem było wykonanie Czterech śpiewów na przekroczenie progu Gerarda Griseya znanego jako twórca spektralizmu muzycznego. Czym jest ten styl próbowali wyjaśnić publiczności Piotr Matwiejczuk oraz dyrygująca wykonaniem dzieła Marta Dramowicz-Wojtacka. Ta ostatnia zresztą zaprezentowała bardzo solidnie przygotowaną audycję edukacyjną pokazując poszczególne wątki i rozłożone na części motywy, zanim usłyszeliśmy całość utworu. Ów ilustrowany przykładami komentarz był niezbędny z uwagi na nowatorstwo brzmieniowe utworu – taki sposób przybliżenia muzyki słuchaczom można by było zastosować także przy innych koncertach festiwalowych. W wykonaniu utworu Gerarda Griseya brała udział sopranistka Anna Zawisza oraz 16 instrumentalistów. Teksty zaczerpnięte z rozmaitych źródeł, przetłumaczone na język polski wyświetlano na dwóch ekranach.


W takich rozbudowanych wizualnie i edukacyjnie „audycjach” zdecydowanie bardziej przydatna byłaby nowoczesna, multimedialna sala koncertowa, o którą dopominają się organizatorzy Festiwalu i wszyscy jego sympatycy. 15 instrumentalistów i dwoje śpiewaków wystąpiło też na koncercie finałowym, podczas którego wykonano kameralnie  potraktowany cykl Gustava Mahlera Pieśni o Ziemi.

08 Na Szczytach 529-100

Bardzo subtelnie i z niekontrolowanym własnym śpiewem poprowadził koncert George Tchitchinadze, ale oczywiście uwaga była skupiona na solistach – świetnie przygotowanej Ewie Marciniec – alt oraz Tomaszu Kuku – tenor, który potraktował „swoje” trzy pieśni jako trochę abstrakcyjne zadanie wokalne, zaśpiewane zresztą od strony technicznej bez zarzutu.

08 Na Szczytach 529-105

Wykonanie arcydzieła późnego romantyzmu wspierała impreza filmowa – ciekawa projekcja poprzedzona prelekcją – film biograficzny Mahler w reżyserii Kena Russella. Przy okazji Festiwalu mogliśmy uczestniczyć jeszcze w dwóch wydarzeniach artystycznych. Jednym była wystawa zakopiańskiej plastyczki Ewy Fortuny Zapisane w czasie, na którą składały się kolaże i tkaniny. Na kolażach wykonanych różnymi technikami pojawiały się postacie związane z Podhalem, tkaniny przedstawiające pejzaże górskie były bardziej abstrakcyjne. 


Wystawa niewielkich rozmiarowo prac artystki została umieszczona na ścianach Domu pod Jedlami w otoczeniu innych artefaktów, np. tradycyjnego malarstwa na szkle i rodzinnych fotografii właścicieli willi, więc trochę „ginęła” w sąsiedztwie innych obrazków, doskonale wpisywała się jednak w to środowisko domowe,  tak jakby była stałym elementem wystroju wnętrza. 

09 Na Szczytach 529-111

Zupełnie niezwykłym, jak na festiwal muzyki kameralnej dodatkiem była premiera filmu Piotra Fudakowskiego Tajemniczy sojusznik, wg opowiadania Josepha Conrada. Nie wchodząc w fabularne i warsztatowe problemy tego obrazu warto było zwrócić uwagę na muzykę – była to bowiem melodia partyzanckiej piosenki Dziś do ciebie przyjść nie mogę, a film rozgrywał się na Pacyfiku, na wysłużonym statku handlowym, który nadawał się tylko do złomowania.

09 Na Szczytach 529-121

Perypetie bohaterów były przeplatane również melodiami kubańskimi – kolejny skok po muzycznej mapie. Reżyser i producent filmu wystąpił na premierze w stylizowanym stroju góralskim dając do zrozumienia, że egzotyczne realia obrazu prowadzą w sumie do jednego punktu. Na tatrzańskie połoniny i do festiwalu Muzyka na Szczytach. Tylko tutaj, jak przypomniał słowa Mieczysława Karłowicza dyrektor artystyczny Festiwalu Paweł Mykietyn, można się wsłuchać w tchnienie Wszechbytu.

                                                                                  Joanna Tumiłowicz