W tej operze radość, beztroska zabawa i szampański humor prowadzą do przejmującego tragizmem finału. Partytura została ukończona 10 grudnia 1895 roku, a już 1 lutego 1896 roku odbyła się, dyrygowana przez Arturo Toscaniniego, prapremiera w Teatro Regio w Turynie gorąco przyjęta przez publiczność. Natomiast prawdziwym zaskoczeniem dla Pucciniego okazały się głosy krytyków odmawiającej operze jakiejkolwiek wartości. „Cyganeria” nie pozostawia żadnych wrażeń w uczuciach słuchacza, bez znaczenia będą również ślady, które pozostawi ona w historii naszego teatru muzycznego – napisał Carlo Bersezio. Czas pokazał jak bardzo się mylił! Już pierwsza inscenizacja zamiast ośmiu, miała 24 przedstawienia, W grudniu tego samego roku pokazano operę w Buenos Aires. 15 marca 1897 roku wystawiono Cyganerię w La Scali. Kilka miesięcy później poznaje ją publiczność Wenecji, Londynu, Moskwy, Wiednia, wszędzie przyjmowana jest wręcz entuzjastycznie. Dzisiaj Cyganeria zaliczana jest do grona pięciu najpopularniejszych oper świata.

Jej najnowsza inscenizacja miała swoją premierę w piątek 25 września 2015 na scenie Opery Krakowskiej. Przedstawienie zrealizowane przez Laco Adamika (reżyseria) i Barbarę Kędzierską (scenografia i kostiumy) jest bardzo tradycyjne w formie i kształcie scenicznym, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu. Scenografia świetnie oddaje klimat XIX-wiecznych paryskich ulic, placu przed kawiarnią Momus i diabelską rogatką. Kostiumy w wielu odcieniach szarości wśród których pojawiają się jak kolorowe motyle czerwono-niebieskie mundury wojskowe i barwne suknie pań lżejszej konduity są doskonale wpisane w scenografię tworząc spójną organicznie całość. Sprawna reżyseria sprawia, że wszystko co dzieje się na scenie biegnie naturalnie, wypływa z muzyki Pucciniego i jej jest podporządkowane.
Tutaj każde słowo, gest, czy zdarzenie sceniczne mają swój muzyczny odpowiednik. W tym właśnie zawarta jest finezja kompozytora, którą pięknie wykorzystał Laco Adamik. Cztery sceny: Na poddaszu, Dzielnica łacińska, Rogatka d’Enfer i ponownie Na poddaszu zostały potraktowane bardzo serio i zgodnie autorskimi didaskaliami. Każda z nich daje inny obraz życia paryskiej cyganerii artystycznej. W pierwszym obrazie poznajemy czterech przyjaciół: Rudolfa – poetę, Marcella – malarza, Collina – filozofa i Schaunarda – muzyka. Mansarda czterech przyjaciół wygląda jak na paryską bohemę przystało, czyli bieda wyziera z każdego kąta, ale za to jest radość życia młodych artystów. To tutaj jesteśmy też świadkami narodzin uczucia między Rudolfem a ubogą hafciarką Mimi. Drugi to beztroska zabawa w Dzielnicy Łacińskiej i okazja do poznania pełnej temperamentu Mussety, przyjaciółki Marcela. Trzeci, rogatka d’Enfer, wyglądająca jak stara pocztówka jest obrazem kryzysu obu zakochanych par. Rudolf nie czuje się na siłach związać z chorą Mimi, a Marcel ma dość ciągłych flirtów Musetty. W czwartym obrazie wracamy na poddasze czynszowej kamienicy, gdzie wszystko się zaczęło. To tutaj śmiertelnie chora Mimi otoczona miłością Rudolfa i jego przyjaciół spędza swoje ostatnie chwile.

Jednak największą wartością najnowszej krakowskiej Cyganerii jest jej wysoki poziom muzyczny będący zasługą Tomasza Tokarczyka, który pięknie prowadził drugą premierę (sobota 26 września). Zawdzięczmy mu wydobycie z partytury wszystkich niuansów dynamiczno-kolorystycznych i niezwykle sugestywną ekspresję. Jest w jego interpretacji: subtelna gra uczuć, młodzieńcza fantazja i beztroska zabawa, a wszystko to jest jakby wstępem prowadzonym do dramatu ostatnich fraz, który w tym ujęciu zabrzmiał z wyjątkową siłą. Jednocześnie należy zaznaczyć, że dyrygent zadbał o właściwe proporcje brzmienia na linii kanał orkiestrowy – scena, co pozwoliło solistom na swobodne i naturalne prowadzenie głosu.
Wyszukana instrumentacja, barwna linia melodyczna, rytm, tempo, liryzm i akcja wymagają od wszystkich wykonawców wysokiego kunsztu wokalno-aktorskiego. W znakomicie dobranej obsadzie, w której właściwie nie było słabych punktów prym wiedli Marcelina Beucher (Mimi) i Andrzej Lampert (Rudolf), oboje młodzi i bardzo wiarygodni w swoich scenicznych poczynaniach. Lampert stworzył przekonującą postać zakochanego poety Rudolfa, pełnego liryzmu i żarliwości. Jego dobrze brzmiący głos o szlachetnej barwie prowadzony był naturalnie z niezwykłą lekkością i precyzją.

Czystą satysfakcję sprawiały emisja i sposób prowadzenia frazy. Beucher kreśliła obraz kruchej delikatnej Mimi bardzo przekonywująco, a zarazem niezwykle subtelnie. Jej prowadzony naturalnie głos ma ciepłe nasycone i wyrównane w każdym rejestrze brzmienie, a cała kreacja wokalna ujmuje prostotą i doskonale opracowaną ekspresją. Pięknie i wzruszająco brzmiały w ich wykonaniu oba duety Mimi i Rudolfa O soave fanciulla z finału I aktu oraz Mimi è una civetta z finału III aktu. Równie wiele dobrego można powiedzieć o kreacjach pozostałych wykonawców. Adam Szerszeń urzekał nie tylko pięknym głosem o interesującej barwie, ale też prawdą artystyczną stworzonej przez siebie postaci malarza Marcella. Podobnie jest w przypadku Michała Kutnika (Schaunard) i Patryka Rymanowskiego (Colline). Temu ostatniemu należą się specjalne brawa za pięknie, z dużą kulturą, zaśpiewaną balladę o płaszczu Vecchia zimarra. Nie do końca potrafiła mnie przekonać do swoich wokalnych i scenicznych działań Iwona Krzywicka w partii Musetty.
Adam Czopek