Nazywają go "festiwalem muzyki i architektury", bowiem w "Muzycznych przestrzeniach" dźwięki i wnętrza są równorzędnymi partnerami. Kameralistyka będzie królowała w wielkopolskich miastach do 11 października.

Już po raz piąty za sprawą festiwalu "Muzyczne przestrzenie" wielkopolskie sale koncertowe, kościoły i pałace rozbrzmiewają muzyką kameralną. Organizatorzy i pomysłodawcy wydarzenia – Bogumiła i Janusz Wawrowscy – niezmiennie wypełniają te miejsca utworami kanonu europejskiego, wzbogaconymi o zapomniane dzieła kompozytorów polskich. Podczas pierwszego, wokalno-instrumentalnego koncertu w archikatedrze gnieźnieńskiej mogliśmy posłuchać samych gospodarzy w kameralnym towarzystwie gości z kraju i z zagranicy.
Inauguracyjny wieczór otworzyły Peśni religijne Stanisława Moniuszki w wykonaniu Bogumiły Dziel-Wawrowskiej (sopran), Katarzyny Krzyżanowskiej (mezzosopran) i Ryszarda Superczyńskiego (organy). Skromnie zarejestrowany instrument dodawał z początku Pieśniom niespodziewanej delikatności i niemal ascetycznego rysu, co nie korespondowało niestety ze zbyt w tym zestawieniu dramatyczną interpetacją i intensywnie rozwibrowanym głosem mezosopranistki. Na jego tle sopran Bogumiły Dziel-Wawrowskiej brzmiał wyraźnie jaśniej i odznaczał się płynnością narracji. Niestety nagłośnienie wykonawczyń sprawiło, że tekst utworów okazał się w obu przypadkach niezrozumiały, w efekcie więc zamiast polskich pieśni publiczność wysłuchała... Moniuszkowskich wokaliz.

Po słownym wprowadzeniu Gabrieli Ułanowskiej, interesująco nakreślającym idee i inspiracje, jakie skłoniły Osvaldo Golijova do napisania Tenebrae na sopran, klarnet i kwartet smyczkowy, dzieło tego argentyńskiego kompozytora okazało się mniej poruszające, niż sugerowały przytoczone wypowiedzi twórcy. W zamyśle Golijova Tenebrae ma symbolizować samotność zdradzonego przez Judasza i porzuconego przez apostołów Chrystusa lub też samotność wędrującego po orbicie statku kosmicznego, który nigdy nie dotknie Ziemi. Obiecujący, nostalgiczny nastrój, wprowadzony przez nieobojętną prostotę wiolonczelowych fraz Jacoba Shawa, prowadzonych na tle zamglonej barwy altówki, przerodził się wkrótce w nużące, niekończące się tremolanda smyczków, przeplatane quasi-żydowskimi motywami, zacierając głębię i moc podjętego tematu. Pomimo wielkiej dbałości prowadzonego przez Janusza Wawrowskiego kwartetu o sonorystyczną dokładność, sprzyjającej tym zabiegom kościelnej akustyki oraz ciekawych w swej odmienności frazowania dialogów klarnetu i sopranu, sama kompozycja nie wywarła na mnie spodziewanych refleksyjnych wrażeń.
Pierwszy festiwalowy wieczór zwieńczyło wykonanie Oktetu smyczkowego B-dur Maxa Brucha. Ponownie pod przewodnictwem Janusza Wawrowskiego, wnętrze Katedry wypełniła tym razem gęstość wibracji i bogatej faktury. Orkiestrowemu charakterowi dzieła Brucha jeszcze większej siły i wyrazistości dodała indywidualność partii każdego z instrumentalistów, łącząca kameralistykę z potęgą brzmienia. Dźwięk skrzypiec lidera, podparty energetyczną grupą basową i harmonicznym wypełnieniem głosów środkowych, górował nad zespołem wyjątkową ekspresją i intensywnością. Muzycy ze szczególnym pietyzmem potraktowali początkowe dźwięki elegijnego, nastrojowego Adagio, by w finale dać wyraz wirtuozowskiemu Allegro molto w zwycięskiej tonacji B-dur.
Magdalena Mateja