Trzydziesta szósta edycja prestiżowego festiwalu muzyki barokowej we francuskim miasteczku Ambronay (11 września - 4 października) odsłania kolejne pozycje swojego jak zawsze bogatego i zróżnicowanego programu w taki sposób, w jaki opowiada się fascynującą historię. Zapewne dlatego jego wątek przewodni i repertuarowa architektura zostały w tym roku przywołane za pomocą hasła «Mity i tajemnice». Oznacza to, że w trakcie rozgrywających się wewnątrz benedyktyńskiego opactwa i rozbitego w jego sąsiedztwie festiwalowego namiotu koncertów międzynarodowa publiczność zostanie zaproszona na swoiste spotkania z wszechobecnymi w muzyce barokowej postaciami mitologicznymi, jak na przykład Orfeusz, Tyfon czy Herkules.

Będzie też mogła wysłuchać dzieł, których genezę spowija welon pewnej tajemniczości, jak Pasja według św. Marka Johanna Sebastiana Bacha czy Msza na czterdzieści głosów Alessandro Striggio. Wiele z wykonywanych utworów będzie nawiązywać do okresu panowania króla Ludwika XIV, najbardziej mitycznego ze wszystkich władców Francji, którego trzechsetna rocznica śmierci przypadła zaledwie parę dni przed rozpoczęciem rzeczonego festiwalu. I tak w kościele położonego nieopodal Ambronay miasteczka Lagnieu zabrzmi popadła już od stuleci w zapomnienie Missa per la nascita del gran Delfino Giovanniego Rovetty, wykreowana w Wenecji zaledwie w rok po narodzinach Króla Słońce. Zaś w Audytorium Lyonu polscy artyści z Capella Cracoviensis oraz francuski zespół Le Poème Harmonique pod dyrekcją Vincent Dumestre’a wykonają w trakcie tego samego koncertu skomponowane przez Charpentiera i Lully’ego w celu uświetnienia panowania wspomnianego władcy Te Deum. Ogólnie rzecz ujmując festiwalowi goście zgodnie z wyżej przytoczonym hasłem będą odkrywać oryginalne programy poruszające tematy tajemnic natury, ludzi, życia i śmierci.
Tegoroczny Festiwal zainaugurował w niezwykle spektakularnym stylu kontratenor Franco Fagioli, który z towarzyszeniem Orkiestry Kameralnej z Bazylei - prowadzonej przez koncermistrza Stefano Barneschiego - zaprezentował swój nieprzeciętny talent w popisowych «numerach» pochodzących z oper seria Haendla (Rodelinda, Rinaldo, Serse) czy Nicolasa Porpory (Polifermo).

Przypomnijmy, że urodzony w Argentynie Fagioli studiował grę na fortepianie i wokalistykę w działającej przy Teatrze Colon w Buenos Aires akademii artystycznej. Jego międzynarodowa kariera rozpoczęła się w momencie, kiedy został laureatem konkursu wokalnego «Neue Stimmen», organizowanego przez Fundację Bertelsmanna. Bardzo szybko zaczął się pojawiać na scenach prestiżowych teatrów operowych całego świata, występując pod batutą znanych, wyspecjalizowanych w muzyce barokowej dyrygentów. W ubiegłym roku zadebiutował w londyńskiej Covent Garden rolą Idamante w Idomeneuszu Mozarta. Wykonując przed festiwalową publicznością wspomniane arie di bravura wzniecił powszechny entuzjazm brawurową techniką, nieskazitelnym i zróżnicowanym pod względem barwy, a tam gdzie trzeba porażającym dużym wolumenem brzmieniem oraz wnikliwością interpretacji i rzadko spotykaną współpracą z orkiestrą. A podkreślić trzeba, że ten utworzony w 1984 roku z absolwentów szwajcarskich szkół muzycznych zespół z Bazylei imponuje zbiorową muzykalnością i w pełni współgrającą z solistą elastycznością.
Następnego dnia miałem okazję odkryć młody ansambl wokalny Voces Suaves, wyspecjalizowany w wykonywaniu muzyki renesansowej i barokowej. Składa się on z dziewięciu śpiewaków profesjonalnych pracujących pod kierunkiem dyrygenta i klawesynisty Francesco Saverio Pedriniego. Warto w tym miejscu wspomnieć, iż Voces Suaves skorzystał w ubiegłym roku z programu rezydencji, jaką działające w Ambronay Centrum utworzyło dla młodych zespołów.

Zaś w tym roku został on wyselekcjonowany do programu eemerging (w ramach Europe Créative) – europejskiego projektu wspierającego ansamble znajdujące się na początku artystycznej drogi. Rezultatem tego trudnego do przecenienia wsparcia ze strony niezwykle skutecznie działających struktur był godzinny koncert zorganizowany w znajdującej się w opactwie i dysponującej doskonałą akustyką Sali Monteverdiego. W jego trakcie rozbrzmiewały utwory Guillaume’a de Gonzague’a, Luca Marenzio, Claudio Monteverdiego, Giovanniego Pierluigi da Palestrina, Thomása Luisa de Victoria, Carlo Gesualdo, Pompeo Signorucciego oraz Thierry’ego Pecou (ur. 1965), Silvana Lohera (ur. 1986) i Joanne Metcalf (ur. 1958). Interesująco ułożony program skonfrontował zatem muzykę renesansu z twórczością trzech współczesnych kompozytorów i połączył boskie postacie (na przykład Jupiter) z wątkami filozoficznymi, teorią czterech żywiołów (woda – ogień, ziemia – powietrze) i intymnymi przeżyciami (płacz, miłosne uniesienia itd.).
Zarazem ów program ułożył się w dramaturgię o substancji par excellence teatralnej umieszczając na tym samym planie elementy świeckie i sakralne, filozofię i teologię, fizykę i metafizykę. Wreszcie pokazał, że renesansowe tematy i impulsy inspirują także współczesnych twórców. I tak wspomniana kompozytorka amerykańska Joanne Metcalf postanowiła napisać muzykę do fragmentu dwudziestej trzeciej pieśni Raju Dantego, przywołując wizję Marii («Io sono amore angelico» – jestem anielską miłością). Natomiast Thierry Pecou wybrał wiersz Ponad gwiazdami poety Paula de Brancion (ur. 1951), pochodzący ze zbioru opisującego pragnienie zapomnienia po doznaniu bólu w wyniku utraty bliskiej osoby.

Powstały na tej podstawie utwór ma nawiązywać do poszukiwania przez człowieka sensu życia. Wykonania wszystkich kompozycji ujmowały dbałością o piękne brzmienie, czystością intonacji (pomimo rozmaitych pułapek harmonicznych), starannością w zakresie czytelnego podawania tekstu. I jeśli mi czegoś w tym występie Voces Suaves zabrakło, to jedynie bardziej pogłębionej, dojrzałej i starannej interpretacji, do której młodzi artyści bez wątpienia mają jeszcze czas «dorosnąć». Tego samego dnia wieczorem główną nawę opactwa zajęli muzycy z czeskiego zespołu Collegium 1704, którzy pod dyrekcją swego założyciela i wybitnego dyrygenta Václava Luksa zmierzyli się z arcydziełem Jana Sebastiana Bacha, jakim jest słynna Wielka Msza h-moll. W jej transmitowanym przez stację France Musique wykonaniu wziął udział prezentujący wysoki poziom kwintet wokalny złożony z Miriam Feuersinger (sopran), Sophie Harmsen (mezzosopran), Oscara Verhaar (alt), Václava Čižeka (tenor) i Yannisa François (bas).
Niezależnie jednak od tej arcyciekawej propozycji repertuarowej nie mogłem się oprzeć pragnieniu uczestniczenia w drugim odbywającym się niestety o tej samej porze wydarzeniu artystycznym, jakim było spotkanie ze sztuką Duarte, młodego, ale już niezwykle cenionego w świecie śpiewaka i gitarzysty specjalizującego się w muzyce fado. Ten urodzony w Evora Portugalczyk (w życiu prywatnym wykonujący zawód prawnika) już od wieku siedmiu lat studiował fortepian, gitarę klasyczną i historię muzyki, ale po odkryciu fado całkowicie poświęcił się temu gatunkowi, powstałemu w XIX wieku w biednych dzielnicach portowych miast Portugalii.

Duarte studiuje i wykonuje fado tradycyjne, ale pisze do niego także własne teksty, z których niektóre weszły na stałe do jego koncertowego repertuaru. Śpiewa w prestiżowych Casas de Fado, a jego pierwsze nagranie płytowe «Fados Meus» (2004) odwołuje się do wierszy Fernando Pessoa, Aldiny Duarte czy Marii Teresy Grave. Recitale portugalskiego artysty cieszą się dużą popularnością szczególnie w jego ojczyźnie i Hiszpanii, ale Duarte przyznał, iż bardzo ciepło wspomina także występ w naszym Gdańsku. W 2008 roku duże uznanie przyniosła mu ścieżka dźwiękowa skomponowana do filmu «Mistérios de Lisboa» Joségo Foncesca e Costa oraz nagranie «Aquelas Coisas da Gente», które łączy tradycyjne fado z poszukiwaniem nowych brzmień. Również wypuszczona na rynek w kwietniu tego roku płyta «Sem dor nem piedade» spotkała się z uznaniem krytyki i wielkim zainteresowaniem publiczności.
Podczas Festiwalu w Ambronay Duarte – występujący w festiwalowym namiocie wraz z Pedro Amendoeirą Mendoierą (gitara portugalska) i Ricardo Chitasem (gitara klasyczna) - wzruszył publiczność do łez ciepłym, jasnym i nasyconym intensywnymi, wręcz namiętnymi uczuciami głosem oraz nostalgicznymi i melancholijnymi aż do bólu klimatami. Przeniósł on nas w jakby oderwaną od praw przestrzeni i czasu rzeczywistość, snując poruszającą swym głębokim humanizmem muzyczną opowieść o życiu i przemijaniu, miłości i tragicznych rozstaniach, niespełnionych tęsknotach i nieuniknionym przeznaczeniu. Ten wieczór, któremu w tle towarzyszył szum padających na ściany namiotu kropel deszczu, pozostanie na długo w pamięci i sercach chłonących w niesamowitej ciszy tę szczególną atmosferę słuchaczy.

Zupełnie inny charakter miał kończący pierwszy weekend Festiwalu koncert zespołu Correspondances, który pod dyrekcją Sébastiena Daucé (grającego również na organach) wykonywał Motety Henry du Mont (1610-1684). Òw urodzony nieopodal belgijskiego Liège kompozytor pełnił między innymi posługę jako organista w Katedrze Notre Dame w Maastricht, a następnie w kościele Saint-Paul w Paryżu, sprawował też ważne funkcje przy królowej Marii-Teresie czy w Chapelle royale. Wielkie Motety prezentowane w Ambronay powstały z przeznaczeniem na uroczystości w Luwrze, albowiem to właśnie tam, a nie w będącym w nieustającej konstrukcji Wersalu, urzędował cały królewski dwór.
W tamtych czasach każda doczesna władza chętnie budowała swoją tożsamość w oparciu o starannie dobrany gatunek muzyki sakralnej. W anglikańskiej Anglii były to anthemy, na dworze papieskim czy wiedeńskim – mieszanka odnawiającego się motetu i muzyki koncertowej, na terytoriach niemieckich znajdujących się pod wpływem luteranizmu – kantata, a na dworze francuskim właśnie motet. Również i Ludwik XIV przywiązywał wielką wagę do odpowiedniej oprawy muzycznej towarzyszącej jego panowaniu.

Nic zatem dziwnego, że Du Mont musiał się podporządkować całemu systemowi kodów, które miały na celu sławienie władzy monarchicznej, wszakże podkreślić też trzeba, iż cieszył się on dość sporą wolnością twórczą. Świadczą o tym właśnie te umieszczone w programie zespołu Correspondances i niemalże wzorcowo, z polotem i swoistym uniesieniem interpretowane kompozycje. Słuchając takich motetów jak Memorare, Ave regina Caelorum, O Mysterium lub na przykład O Dulcisima, Jesu dulcedo cordium czy Superflumina Babylonis skupieni słuchacze mogli podziwiać inwencję, zaskakujące nowatorstwo oraz niezwykłe zróżnicowanie stylów i twórczych procederów Du Monta. Trudno było pozostać obojętnym wobec szerokiej palety emocji i uczuć, od głębokiej melancholii, poprzez oniryczne klimaty aż do niemalże obsesyjnych powtórzeń i niespodziewanych «ucieczek» w kierunku nieznanego. I tak oto Festiwal w Ambronay znów dostarcza wiele niezapomnianych przeżyć i wzruszeń, toteż na pewno jeszcze na tę trwającą niemalże miesiąc edycję owej pasjonującej manifestacji powrócę.
Leszek Bernat