Paroletnie starania o koncert Piotra Beczały w Operze Krakowskiej uwieńczone zostały sukcesem. Artysta znalazł wolny termin i pojawił się w Krakowie. I to od razu na Wawelu, miejscu dla najwspanialszych. Koncert odbył się 28 czerwca 2015 roku. Prawie dwutysięczna publiczność przyjęła artystę nadzwyczaj serdecznie, długimi owacjami na stojąco dziękując mu za występ i „wymuszając” bisy. A było za co, 8 arii w ramach koncertu i 4 bisy.

Piotr Beczała to dziś światowa czołówka tenorów. Zapraszają go i występuje na scenach prestiżowych teatrów, by wymienić Metropolitan Opera w Nowym Jorku, Teatro La Scala w Mediolanie, Covent Garden w Londynie czy Staatsoper w Wiedniu. Beczała dysponuje przepięknym głosem tenorowym o ujmującej barwie, bogatym w brzmieniu, o szerokiej skali i swobodnej górze. W jego śpiewie nie ma słabych momentów, wszystko pozostaje pod kontrolą. W swych interpretacjach artysta ujawnia wysoką wrażliwość muzyczną i bezbłędną technikę. Recenzje zbiera znakomite, pełne prawdziwego podziwu. Jego występy sceniczne urastają do rangi wydarzeń muzycznych.
Koncert śpiewak rozpoczął arią Ryszarda z „Balu maskowego” („Di tu che fedele”) z I aktu opery Verdiego. Partia Ryszarda należy do długich, wyczerpujących partii Verdiego. Jest również partią bardzo efektowną wokalnie i będącą swoistą próbą dla tenora di grazia, eleganckiego i wytwornego. Bohater nie zna jeszcze przerażającej wróżby dotyczącej jego losów. Stąd delikatność, subtelność i nie ukrywana radość w interpretacji. Kolejna aria, Fryderyka z opery Cilei „Arlezjanka”, to lament zaśpiewany namiętnie, bardzo uczuciowo.

Fryderyk zakochany jest w tytułowej bohaterce, która nigdy nie pojawia się w operze. Opera zresztą głównie tej arii zawdzięcza swe powodzenie. Piotr Beczała zaśpiewał ją niemal wzorcowo, żarliwie i wyraźnie smutno. Aria Cavaradossiego z I aktu „Toski” („Recondita armonia” – Tajemna harmonia) zabrzmiała w jego wykonaniu wrażliwie i czule. Pierwszą część koncertu zakończył wspaniałym wykonaniem arii Stefana ze „Strasznego dworu”. Potraktował ją jako intymne zwierzenie i serdeczne wspomnienie matki. Drugą część wieczoru Piotr Beczała rozpoczął brawurową interpretacją arii Księcia z 2. aktu opery Dvořáka „Rusałka”. Piękna, trudna, rzadko wykonywana aria, to swoisty hymn miłości: oto przed Księciem staje niezwykła istota, piękna i tajemnicza. Aria Janka z opery Żeleńskiego pod tym tytułem, została już na stałe wpisana do koncertowego repertuaru naszego tenora. To bardzo ładna aria, pięknie też, z wyraźna dawką szczerego uczucia została wykonana. Widnieje ona w nagraniu CD „Slavic Opera Arias” (Orfeo, 2009).
Romans Radamesa z „Aidy” Verdiego („Celeste Aida” – Boska Aido), to popisowa aria tenorowa. Dla słuchaczy – wielka przyjemność, dla wokalistów stanowi ona szczególne wyzwanie. Wymaga wokalnego blasku, subtelnej, cieniowanej kantyleny. Piotr Beczała sprostał tym zadaniom. Koncert zakończyło wykonanie popularnej arii „Nessun dorma” (Nikt nie śpi) z „Turandot” Pucciniego. „Zmuszany” do bisów, dodał ich cztery: „Catari, Catari” (Cardillo), „O sole mio” (Di Capua), „Całuję twoją dłoń, madame” (Erwin) oraz „Pamiętam, ciche, jasne, złote dnie” (Karłowicz).

Osobne słowa należą się Orkiestrze Opery Krakowskiej i dyrygentowi Łukaszowi Borowiczowi. Orkiestra doskonale przygotowana, dyrygent bardzo pozytywnie aktywny. Nie tylko akompaniował ale współtworzył ze śpiewakiem i z muzykami orkiestry, w „oprawie dziedzińca wawelskiego”, niepowtarzalny klimat wieczoru. W program koncertu włączone zostały także samodzielne utwory orkiestralne bardzo dobrze harmonizujące z programem wokalnym. Były to głównie fragmenty oper „Nabucco” i „Aida” Verdiego, „Wilhelm Tell” Rossiniego, „Cyd” Masseneta, „Halka” Moniuszki, „Rycerskość wieśniacza” Mascagniego oraz baletu „Śpiąca królewna” Czajkowskiego. Ciepłe słowa należą się także kierownictwu Opery Krakowskiej. Logistycznie i organizacyjnie koncert został bezbłędnie przygotowany: różnorodna reklama w postaci anonsów medialnych (TYP, PR, foldery, briefing z artystą), a także, z uwagi na to, iż pogoda (także) zmienną jest, wyposażono widzów ochronnymi pelerynami.
Jacek Chodorowski