Przegląd nowości

Kilka przypadków „Wilhelma Tella”

Opublikowano: wtorek, 07, lipiec 2015 09:47

Historia jest opowiadana w sposób uporządkowany i logiczny, zgodnie z bardzo dobrym librettem Victora de Jouy i Hippolyta Florent Bis opartym na dramacie Schillera. Jest bohater niezłomny i jednoznaczny, jest historia romansu, który staje się dylematem dla sumienia, jest jednoznaczny czarny charakter, okrutny i cyniczny, są też osoby, które się wahają i  są gotowe do zdrady. To wszystko uszanował reżyser David Pountney, a nawet wzmocnił wymowę poszczególnych wątków. Owo wzmocnienie z narracją komiksową było artystycznie kontrowersyjne, ale nie można powiedzieć, by wprowadzało jakiś zamęt i dezinformację.

Wilhelm Tell 1

Tym bardziej, że dobrze współgrało ze schematyczną, mocno umowną dekoracją Raimunda Bauera złożoną z trzech rusztowań ustawianych w różnych położeniach, kostiumami autorstwa Marie-Jeanne Lecca wyciąganymi z różnych szuflad, wieków średnich i XIX stulecia, z magazynów muzeum etnograficznego i jednostki wojskowej oraz współczesnej ulicy, wreszcie z szalenie spójną i perfekcyjnie przygotowaną choreografią Amira Hosseinpour. Owe układy taneczno-pantomimiczne, w których brało udział dwoje tancerzy gościnnych – Megan Griffiths i Pim Veulings oraz czworo solistów Polskiego Baletu Narodowego – Anna Hop, Aneta Wira, Bartosz Zyśk i Tomasz Fabiański, doskonale zespolonych z przybyszami, były swoistą wisienką na torcie, wprowadzały wątki humorystyczne, ale też tragiczno-martyrologiczne stosując te same charakterystyczne ruchy i elementy oryginalnej, zbliżonej do breakdance’u techniki tańca.


W tym udziwnionym przez rozmaite symbole i konwencje przedstawieniu tylko dwa rekwizyty były zgodne z oczekiwaniami, stuprocentowo realistyczne – kusza i jabłko, co zresztą odpowiada w pełni stereotypowi Wilhelma Tella.

Wilhelm Tell 2

Można o przedstawieniu, które było wyprodukowane w kooperacji z Welsh National Opera Cardiff, Houston Grand Opera i Grand Theatre de Geneve mówić jako o wizjonerskim, natchnionym, integralnym dziele, ale są też głosy, że był to przesadnie długi, szalony sen z wieloma koszmarami i niedorzecznościami. W rzeczywistości dla Teatru Wielkiego – Opery Narodowej był to z pewnością ogromny wysiłek artystyczny i organizacyjny, tym bardziej, że chodziło tutaj o zaledwie cztery czerwcowe przedstawienia. Autorzy spektaklu podkreślili wiodące znaczenie muzyki, bo postarali się, aby zilustrować Uwerturę grającą solo na wiolonczeli Julią Kisielewską, a następnie ów piękny wizualnie i dźwiękowo wstęp przerwać brutalnym wtargnięciem na scenę zakutych w zbroje żołnierzy, którzy wyrwali i zniszczyli ów szlachetny rekwizyt. Co do samego wykonania partytury można jednak mieć szereg zastrzeżeń. Dyrygent Andriy Yurkevich, któremu nie można odmówić muzykalności, z trudem radził sobie z orkiestrą Teatru Wielkiego. Liczne dowody braku precyzji pojawiały się na linii smyczki-perkusja, blacha-smyczki, rozjeżdżały się też polifonicznie potraktowane partie chóralne. Najczęściej dochodziło do przyśpieszania tempa przez mocno akcentowane instrumenty perkusyjne i spóźnioną pogoń reszty zespołu. Zdecydowanie lepiej spisywał się kapelmistrz w prowadzeniu głosów solowych. Na czoło wokalnej stawki wybił się wspaniały bas-baryton Karoly’a Szemeredy w roli Wilhelma.


Doskonały w swej trudnej wokalnie partii tenorowej był artysta koreański Yosep Kang. Pozostali artyści to Polacy, i tutaj mieliśmy też bardzo mocne punkty wokalne. Wyśmienicie przygotowana, wyrazista głosowo i bardzo sprawna aktorsko była Matylda – Anna Jeruć-Kopeć, mocne i dobrze ustawione głosy pokazali Adam Palka oraz Wojtek Gierlach. Temu ostatniemu kazano odegrać rolę obrzydliwego czarnego charakteru, co ten artysta zrealizował bez zarzutu. W niewielkiej rólce ujrzeliśmy wspaniałego Adama Kruszewskiego w znakomitej formie wokalnej. Z poprawną popisowością zaprezentowała się Bernadetta Grabias. Mieliśmy też okazję posłuchać Łukasza Załęskiego, który niedawno debiutował z powodzeniem w bydgoskiej premierze Potępienia Fausta, jako Faust, a tutaj powierzono mu niewielką, ale dosyć trudną rolę Rybaka. Młody tenor ukierunkowany wokalnie przez Krzysztofa Bednarka pokazuje, że potrafi radzić sobie z wysokimi dźwiękami i nawet robić na nich fermatę, ale ciągle jest sztywny zarówno wokalnie jak i aktorsko. Pozostali soliści mieli role mniej odpowiedzialne wokalnie, więc trudno powiedzieć cokolwiek o ich predyspozycjach, poza Katarzyną Trylnik, która w chłopięcej partii Jemmy’ego nie poradziła sobie intonacyjnie z „górą”, ale ogólnie sprawiała sympatyczne wrażenie.

Wilhelm Tell 3

Opera Gioachino Rossiniego z pewnością daje pojęcie o talencie i stylu tego kompozytora. W niektórych komentarzach dały się słyszeć głosy, że 4-godzinne przedstawienie  można by skrócić. Zainteresowanych takimi zabiegami odsyłam do posłuchania Małej Mszy Uroczystej Rossiniego, która wcale nie jest taka mała, a przeciwnie, ogromna. Realizatorom Wilhelma Tella można jedynie doradzić stworzenie jeszcze jednej przerwy, między III i IV aktem i dostarczenie do foyer ciepłych posiłków, a przy okazji poszukania sprawniejszego dyrygenta.

                                                                                      Joanna Tumiłowicz