Przegląd nowości

Nocny „Latający Holender” na wrocławskiej Pergoli

Opublikowano: środa, 10, czerwiec 2015 12:54

Od osiemnastu lat znakiem rozpoznawczym Opery Wrocławskiej są realizowane z rozmachem w różnych punktach miasta monumentalne inscenizacje popularnych dzieł operowych. Stałym miejscem takich przedstawień jest Hala Ludowa, gdzie między innymi wystawiono tetralogię Pierścień Nibelunga Wagnera, Aidę i Nabucco Verdiego, Borysa Godunowa Musorgskiego i Kniazia Igora Borodina. Jednak wykorzystywano w tym celu nie tylko Halę Stulecia (w międzyczasie została zmieniona nazwa), bo Giocondę wystawiono na Odrze, Skrzypka na dachu na dachu Galerii Dominikańskiej, Carmen w hotelu Dorint, a Napój miłosny na Pergoli obok Hali Ludowej, Turandot i Bal maskowy na stadionie. W sumie wystawiono już ponad dwadzieścia inscenizacji, które obejrzało około pół miliona widzów z kraju i zagranicy.

Holender tulacz 517-254

W tym roku wrócono na wrocławską Pergolę, gdzie zrealizowano rozbudowaną, a zarazem dynamiczną inscenizację Latającego Holendra Wagnera. Obejrzy go podczas sześciu przedstawień około osiemnastu tysięcy widzów.


Wagner często podkreślał, że skomponowanie Der fliegende Holländer pozwoliło mu na artystyczne samookreślenie. To wczesne dzieło będące przejawem budzącego się geniuszu to nie tylko przezwyciężenie konwencjonalnego podejścia do opery jako formy, ale jednocześnie już zapowiedź wyraźnych rysów indywidualnego stylu Wagnera, który z czasem doprowadzi do powstania dramatu muzycznego.

Holender tulacz 517-156

Holendra tułacza, Tannhäusera i Lohengrina powinno się traktować jako wstęp do właściwego rozumienia i postrzegania Wagnerowskiego świata muzyki i teatru. Te dzieła to jakby trzy kolejne stopnie na drodze do samego siebie.

Holender tulacz 517-57

Jednocześnie to jeszcze opery romantyczne w pełnym tego słowa znaczeniu. Łączy je też idea wybawienia przez miłość. Senta w Holendrze, Elżbieta w Tannhäuserze i Elza w Lohengrinie to kobiety, których śmierć przynosi wybawienie ich ukochanym.


Pełna rozmachu inscenizacja Waldemara Zawodzińskiego ujmuje zwartością dramaturgiczną i czytelnością reżyserii oraz efektowną scenografią, co w obu przypadkach jest dziełem Zawodzińskiego. Równie efektowne są kostiumy Małgorzaty Słoniowskiej i układy choreograficzne Janiny Niesobskiej.

Holender tulacz 517-236

Jeżeli dodamy do tego interesujące wykorzystanie słynnej fontanny i wyraziste kolorystycznie oświetlenie budujące klimat każdej ze scen to będziemy mieli mniej więcej pełen obraz najnowszej superprodukcji Opery Wrocławskiej granej późną nocą.Równie wysoko należy ocenić poziom muzyczny całego przedsięwzięcia co jest zasługą Ewy Michnik prowadzącej orkiestrę precyzyjnie i budującej sugestywnie tajemniczy, pełen grozy, klimat każdej sceny. Dyrygentka zadbała przy tym o utrzymanie symfonicznego rozmachu muzyki tej romantycznej opery oraz o klarowną przejrzystość instrumentacji. Cała interpretacja urzeka pełnią budowanego kunsztownie dramatycznego napięcia muzyki. Do pełnego obrazu należy jeszcze dodać dobrze śpiewające chóry, które mimo, że reżyser postawił przed nim wymagające ruchu zadania aktorskie, zachwycały szlachetnością brzmienia i wokalną precyzją.


W obsadzie największą wartością okazał się Simon Neal, barytonowy głos o wielkiej mocy i nasyconym szlachetnym brzmieniu oraz znakomita ekspresja, pozwalają mu budować wiarygodną kreację tak aktorską jak i wokalną. Już pierwszy wielki monolog Die First ist um... und abermals werstrichen sind sieben Jar (Czas minął i znowu upłynęło siedem lat) pokazywał z jak wielką przyjdzie nam obcować kreacją wokalno-aktorską.

Holender tulacz 517-233

Ten monolog jest wiernym oddaniem stanu duszy tytułowego bohatera zmęczonego wiecznym żeglowaniem i poszukiwaniem kobiety, której wierna miłość wyzwoliłaby go od tych cierpień. Na równie wysoką ocenę zasługuje wielki duet Weit komm’ich Her z chciwym Dalandem, który na widok złota i klejnotów do tego stopnia traci głowę, że gotów jest do razu oddać nieznajomemu swoją córkę Sentę.

Holender tulacz 517-253

Interesującą kreację tej partii dał Grzegorz Szostak, który ujmował pięknym brzmieniem głosu oraz dobrym aktorstwem w wiarygodnym budowaniu obrazu swojej postaci. Anna Lichorowicz była, jak na mój gust, zbyt histeryczna w kreśleniu postaci Senty, wydatnie też pomogło jej umiejętnie sterowane nagłośnienie. Podobał się też Łukasz Gaj w roli zakochanego w Sencie Eryka oraz Jadwiga Postrożna jako władcza opiekunka Mary.

                                                                           Adam Czopek