Przegląd nowości

Canaletto bez obrazu

Opublikowano: poniedziałek, 08, czerwiec 2015 15:55

Nazwa festiwalu Polskiej Orkiestry Sinfonia Iuventus Viva! Canaletto brzmi nieźle, ale coraz bardziej odbiega od pierwotnego zamysłu. Gdzieś w tle powinny się jednak pojawić akcenty warszawskie i obrazy skojarzone z włoskim mistrzem epoki stanisławowskiej. A tutaj Carmina Burana, dzieło nie warszawskie, współczesne, choć melodycznie odwołujące się do przeszłości i tradycji nieco wcześniejszych. I jeszcze patrząc na gołe białe ściany foyer Filharmonii Narodowej konstatujemy kolejną niewykorzystaną szansę. Andrzej Sułek tradycyjnie wiążący słowem koncert z rozmaitymi aspektami popularnego utworu Carla Orffa wypunktował wiosnę, która jest przecież nieustannie w sercach uzdolnionej muzykalnej młodzieży i dodał na przyczepkę jeszcze kolekcję instrumentów, którymi kompozytor chciał przyciągnąć początkujących melomanów do włączenia się w zbiorowe granie. Tyle w sprawie Canaletta.

Tadeusz Wojciechowski 336-495

A teraz o Carminie. Utwór atrakcyjny, niezbyt długi, ale bardzo wymagający od wykonawców. Młodzież z orkiestry z wielkim zapałem podjęła to wyzwanie. Miło było patrzeć jak powiększona grupa perkusyjna wzmaga rytm i napięcie kolejnych epizodów muzycznych, jak pięknie wygrywa solówki pierwszy pulpit skrzypiec, jak zdrowym dźwiękiem częstuje nas sekcja dęta. Jednak głównym bohaterem w tym utworze jest chór, w tym wypadku wypożyczony z Filharmonii Narodowej, który z dużą rutyną przystąpił do śpiewania melodyjnych pieśni. To co dla orkiestry było nowością, dla chórzystów, którzy to dzieło wykonywali już wielokrotnie, i nierzadko pod znakomitymi batutami, kolejnym spotkaniem.


Szkoda więc, że w niektórych fragmentach orkiestra przykrywała brzmienie chóru. Na szczęście więcej wyrozumiałości miał dyrygent Tadeusz Wojciechowski dla chóru chłopięcego Artos im. Władysława Skoraczewskiego, który odezwał się w dwóch sekwencjach utworu, i dla trojga solistów, którzy reprezentowali trzy ośrodki muzyczne kraju.

Iwona Socha 53-64

Najwięcej do śpiewania miał Jacek Jaskuła, baryton z Wrocławia, pięknie brzmiący głos zwłaszcza w średnicy i niskich rejestrach. Hubert Stolarski tenor reprezentujący Szczecin miał w swej charakterystycznej roli zasugerować głos „łabędzia przypiekanego na ruszcie”, co wymaga iście ekwilibrystycznych zabiegów z przechodzeniem z rejestrów wysokich w falset. Z kolei Iwona Socha z Górnego Śląska pokazała głos sopranowy piękny i nośny w wyższych rejestrach, który bez trudu przebija się nawet przez orkiestrowe tutti. Dyrygent, który przygotował się do występu znakomicie, bo zrezygnował nawet z partytury i wszystkie szczegóły tego wielowarstwowego utworu inicjował z pamięci, podzielił niestety kompozycję Orffa na kawałki, choć jest to raczej różnobarwna mozaika stanowiąca w sumie jedną całość. Nie udało się wykreować zmienności w zwrotkowych powtórzeniach poszczególnych pieśni, ale i tak utwór wywołał zachwyt swoją energią i dynamiką w częściach skrajnych. Festiwal rozpoczął się uroczyście, w muzycznym centrum kraju, Filharmonii Narodowej, i był to początek głośny. Kolejny akcent imprezy ma być kameralny.

                                                                             Joanna Tumiłowicz