Już po raz kolejny teatr operowy francuskiego miasta Tours, położonego malowniczo nad Loarą, zwrócił uwagę melomanów ciekawym i oryginalnym wydarzeniem artystycznym, wyróżniającym się pozytywnie w dość monotonnym pejzażu życia lirycznego.

Oto bowiem Jean-Yves Ossonce, dyrygent i zarazem dyrektor rzeczonej placówki, umieścił na afiszu dwie jednoaktówki, obie wykreowane w minionym wieku w paryskiej Opéra-Comique: Ludzki głos (1959) Francisa Poulenca i Hiszpańską godzinę (1911) Maurice’a Ravela.

Libretto pierwszej z tych kompozycji to praktycznie zachowana bez istotnych zmian sztuka teatralna - tragiczny melodramat Jeana Cocteau, wystawiony po raz pierwszy w roku 1930 w Comédie-Française. Poulenc - zachęcony przez dyrektora oficyny wydawniczej Ricordi Hervé Dugardina - postanowił na podstawie tego tekstu napisać operowy monodram, przeznaczając go od razu dla genialnej aktorki-śpiewaczki Denise Duval, która wcześniej występowała już z powodzeniem w Cyckach Tyrezjasza i Dialogach karmelitanek tego samego kompozytora.
Ludzki głos eksponuje na scenie zaledwie jedną solistkę - kobietę, która po raz ostatni odbiera telefon od swego kochanka, opuszczającego ją dla innej wybranki. Przez czterdzieści pięć minut protagonistka owej jednoaktowej tragedii muzycznej prowadzi dialog z mężczyzną, którego publiczność ani razu nie zobaczy i nie usłyszy, prezentując rozległy wachlarz przeżyć, emocji i stanów ducha. Porzucona kobieta stara się za wszelką cenę przedłużyć tę ostatnią rozmowę telefoniczną, żywiąc jeszcze złudną i desperacką nadzieję, że uda się jej pomimo wszystko zachować przy sobie zdradzającego ją kochanka.

Tym samym publiczność staje się jakby niemym świadkiem jej cierpienia, wybuchów miłości, prób okłamywania siebie i ukochanego rozmówcy, próżnych nadziei i wreszcie jej omdlenia na zakończenie rozmowy. Rola tej jedynej bohaterki, pozbawionej zresztą imienia i określonej zaledwie słowem „ona”, stawia wykonawczyni duże wymagania zarówno wokalne, jak i aktorskie, z którymi w Tours zmierzyła się z ogromnym powodzeniem francuska sopranistka Anne-Sophie Duprels. Potrafi ona po mistrzowsku nagiąć swój interesujący głos do opartego na nieustającym recytatywie stylu, który w żadnym momencie nie pozostawia miejsca dla arii lub choćby najprostszych wzniesień melodycznych. Òw recytatyw jest regularnie przerywany narzucanymi przez dramaturgię chwilami milczenia, sugerującymi repliki mężczyzny, których wciągnięci w poruszającą atmosferę widzowie mogą jedynie próbować się domyślać. Ten „poszatkowany” styl rozmowy telefonicznej jest też sugerowany pozbawionymi akompaniamentu orkiestry taktami, które dodatkowo wzmacniają spontaniczność dialogu i zbliżają wokalną partię do zwyczajnej mowy.
Nie oznacza to wszakże, iż dziełu brakuje spójności, gdyż nawet jeśli Poulenc uprzywilejował w nim głos i walor każdego wypowiadanego słowa, to potrafił bezbłędnie zachować strukturę całego tekstu i tak ją przeplatać z interwencjami orkiestry oraz dozować powrót muzycznych tematów, aby w niezwykle wyrafinowany sposób osiągnąć dramatyczny klimat opery.

Owa oryginalna i wzruszająca swą niebywałą ekspresją partytura znajduje swego doskonałego interpretatora w osobie stojącego na czele tutejszej orkiestry Jean-Yves’a Ossonce’a.

Podobnie jak innym francuskim kompozytorom dwudziestego wieku, tak i Maurice’owi Ravelowi brakowało śmiałości, aby się zmierzyć z gatunkiem operowym. Dlatego w trakcie swej bogatej kariery twórczej zapuścił się na teren sztuki lirycznej zaledwie dwukrotnie i to za sprawą dwóch krótkich dzieł: fantazji muzycznej Dziecko i czary oraz właśnie Hiszpańskiej godziny, do której libretto zredagował - na podstawie własnej sztuki - Franc-Nohain (Maurice-Etienne Legrand).
Oczarowany oryginalnym tekstem kompozytor streścił jego osadzoną w kontekście osiemnastowiecznej Hiszpanii treść w następujący sposób: „Żona zegarmistrza Torquemady w Toledo oczekuje na swego kochanka Gonzalve, ale ostatecznie ulega poganiaczowi mułów imieniem Ramiro”. Cała rozgrywająca się pomiędzy pięcioma osobami historyjka rozwija się dość dynamicznie w ramach dwudziestu dwóch krótkich scenek. Nie chodzi tutaj nawet o historię miłosną, lecz o pozbawioną momentów lirycznych rozrywkę opartą na komizmie sytuacyjnym.

Wszyscy pojawiający się kolejno mężczyźni zabiegają o względy posiadającej zdecydowany charakter żony zegarmistrza, niejakiej Concepcion, małżonki wciąż niezaspokojonej emocjonalnie i - jak się domyślamy - seksualnie, a także nieco już zmęczonej koniecznością dokonywania nieustającego wyboru pomiędzy trzema nachodzącymi ją bezustannie zalotnikami. W tej sopranowej roli bryluje obdarzona nieprzeciętną vis comica Aude Extremo, zaś jej uległym oraz świadomym śmieszności i beznadziejności swego położenia zegarmistrzem Torquemadą jest tenor Antoine Normand. Pozostali protagoniści zdecydowanie się od siebie różnią nie tylko w zakresie tesytury wokalnej, ale także barwnych i scenicznie atrakcyjnych osobowości. Poganiacz mułów Ramiro (baryton Alexandre Duhamel) jest silnym i dobrze zbudowanym mężczyzną, co powoduje, że Concepcion prosi go o rozmaite usługi, jedynie w celu trzymania go na dystans od dwóch pozostałych amantów. Miejscowy gładysz Gonzalve jest w oczach znudzonej kobiety zbyt zainteresowany poezją i zapewne dlatego Ravel powierzył tę rolę tenorowi (w tym przypadku śpiewa ją Florian Laconi), przypisując jej jednocześnie liryczne wzloty.
Interwencje Gonzalve są utrzymane w stylu improwizacyjnym i często zdradzają hiszpański koloryt, przejawiający się głównie w rytmach habanery czy fandango. Wreszcie bankier Don Inigo Gomez, którego kompozytor obdarował głosem basowym (Didier Henri), jest postacią chyba najbardziej komiczną, a zarazem złożoną, o czym również świadczy jej zróżnicowany styl wokalny.

I w tym przypadku Jean-Yves Ossonce oddaje pełną sprawiedliwość tej wyrafinowanej i za sprawą licznych zmian tempa oraz atmosfer idealnie przylegającej do tekstu muzyce Ravela. Pod batutą francuskiego dyrygenta orkiestra na przemian akompaniuje i komentuje akcję, a niekiedy tworzy też jej dźwiękowe tło. Doskonale realizowane i świeżo brzmiące efekty przydają partyturze oryginalności i świadczą o mistrzostwie kompozytora w zakresie sztuki orkiestracji, która potrafi pieścić uszy słuchacza, ale też go fascynować i po prostu rozśmieszać. Na przykład fantastycznie tutaj zabrzmiało preludium, za pomocą którego Ravel odtwarza atmosferę zegarmistrzowskiego sklepu, wykorzystując w tym celu rozmieszczone wśród instrumentów i wybijające różne rytmy metronomy. Odpowiedzialna za inscenizację tych prezentowanych w ramach czasowych jednego przedstawienia pozycji Catherine Dune wykorzystuje fakt, że obie jednoaktówki eksponują postacie kobiet, które są jakby uwięzione w swoich relacjach z mężczyznami, przy czym chodzi tu o uwięzienie całkowicie dobrowolne. Pierwsza z nich oczekuje na iluzoryczny powrót swego kochanka i na jego ostatni telefon, druga zaś decyduje się na pozostanie w sklepie męża, bo wie, że zaraz będą się w nim pojawiać zabiegający o jej wdzięki zalotnicy.
Natomiast w jednym i drugim przypadku kreowane na scenie przestrzenie i atmosfery (przy pomocy dekoratorki Elsy Ejchenrand, oświetleniowca Marka Delamézière i kostiumolożki Elisabeth de Sauverzac) różnią się w sposób zasadniczy. W Ludzkim głosie intymny świat kobiety składa się zaledwie z paru rekwizytów: dużego rozchełstanego łoża, kilku elementów garderoby, zaś telefon został przez reżyserkę zastąpiony zwisającymi spod sufitu, podciąganymi lub opuszczanymi w dół sznurami.

Ten inteligentny zabieg służy symbolicznemu przedstawieniu łączących - a w pewnym momencie się zrywających - kochanków więzi, a także wywołaniu skojarzeń z włosami kobiety, czy nawet jej trzewiami: wnętrza, w którym w sensie organiczno-zwierzęcym rozgrywa się jej emocjonalne życie. W Hiszpańskiej godzinie też mamy do czynienia z zamkniętą przestrzenią, tylko że tym razem pod sufitem obserwujemy swoisty balet większych i mniejszych zegarów, których wertykalne przemieszczanie się odmierza rytm uciekającego czasu. Przy pomocy dokonującego godnych podziwu wyczynów technicznych personelu teatru Catherine Dune konstruuje jakby mechanikę śmiechu, na którą składa się także precyzyjnie i - chciałoby się rzec - po zegarmistrzowsku, a zarazem z polotem ustawiona gra aktorska wszystkich protagonistów. Nic zatem dziwnego, że oczarowana publiczność podziękowała całemu zespołowi wykonawczemu i autorom tej urzekającej inscenizacji gromkimi owacjami.
Leszek Bernat