Zadurzonemu mężczyźnie jego wybranka może przedstawić najbardziej fantastyczne tłumaczenie, dlaczego korzysta w później porze z usług rozmaitych panów. Otóż owa wybranka jest (a przynajmniej stara się za nią uchodzić) śpiewaczką i obsesyjnie dba o swój delikatny instrument. Jej nieszczęśliwy wielbiciel niestety zbyt słabo się orientuje w kwestiach muzyki wokalnej i higieny głosu, aby zrozumieć, że karmi się go bzdurami. Wniosek jest jeden – uczmy się śpiewu – panowie! Przyda się, a ewentualne koszty zwrócą się wielokrotnie. Pięknie śpiewający mężczyzna po pierwsze nie musi zabiegać o względy płci pięknej, one same się do niego garną. Po drugie może zaśpiewać pod oknem trudnej do zdobycia piękności serenadę, której celem jest ostateczne przełamanie lodów. Po trzecie – żadna śpiewaczka nie będzie mu mydlić oczu np. pedicurzystą, którego terapia antyodciskowa ma zbawienne znaczenie dla skali głosu.

Wszystkie te refleksje nasuwają się po obejrzeniu znakomitej sztuki Wzrusz moje serce Hanocha Levina w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej i tłumaczeniu Michela Handelzalca w Teatrze Dramatycznym m.st.Warszawy – Scena na Woli. Jakiego typu śpiewaczką jest bohaterka tej gorzkiej komedii, orientujemy się dosyć szybko i współczujemy Sędziemu Lamce, że jego zaślepienie jest nieuleczalne.
Kobieta demonstruje nawet co się dzieje z jej głosem, gdy niefortunnie stanie na odcisku, co zakochany bałwan przyjmuje z pełnym zrozumieniem. Kolejny mężczyzna w towarzystwie śpiewaczki jest anonsowany jako specjalista od inhalacji. Sędzia Lamka próbuje początkowo zweryfikować u osób postronnych, czy dla dobrego brzmienia głosu inhalację wykonuje się przed koncertem, czy po występie, ale nikt nie może mu dać fachowej odpowiedzi. Zapisuje się na kurs dla pedicurzystów, z czasem pewnie będzie chciał opanować sztukę inhalacji, tymczasem kobieta, którą sobie upatrzył pojawia się w otoczeniu kolejnych panów, np. akompaniatora, kierowcy, ba, trzyosobowego chórku o nazwie Trio z Jamajki. Wszyscy oni są śpiewaczce niezbędni w karierze, która niestety nie rozwija się pomyślnie. Dowiadujemy się bowiem, że wokalistka występuje w podrzędnym lokalu, że dorabia jako kolnerka, a także dołącza jeszcze inne usługi dla klientów. Rozwój wypadków nie doprowadził jednak do zwycięstwa sędziego Lamki, choć pozbawiona środków do życia na odpowiedniej stopie dziewczyna powinna wreszcie trafić w jego objęcia. Tak się jednak nie staje – niefortunna śpiewaczka opuszcza miasto i ostatecznie rzuca sędziego ze słowami „nigdy nie wierzyłeś w mój talent”.

Morał płynący z tej pouczającej historii nie jest optymistyczny – ludzie żyją bez miłości i dla własnej równowagi psychicznej starają się tego nie zauważać. Wzrusz moje serce Hanocha Levina to zarazem doskonały poligon dla aktorów, na czele z Agatą Wątróbską i jej partnerem scenicznym Waldemarem Barwińskim. Ale również wykonawcy innych ról i rólek dokonują imponujących metamorfoz, do czego teatr jest oczywiście predestynowany.Nie da się pominąć dekoracji Jana Kozikowskiego, które są prawdziwą erupcją kreatywnej pomysłowości i artyzmu a również zaprojektowanych przez niego kostiumów. Zwłaszcza ubiory śpiewaczki robią wrażenie. Muzyka do spektaklu Bartłomieja Woźniaka jest tylko jednym, i wcale nie najważniejszym jego elementem. Ważniejszy wydaje się jednak brak wiedzy o śpiewie, który dotyczy zarówno bohatera sztuki, a także większości widzów.
Joanna Tumiłowicz