Przegląd nowości

Eugeniusz Oniegin, albo dzieje jednego słomkowego kapelusza

Opublikowano: piątek, 13, luty 2015 21:34

Gdy wiedziałem już, iż tytułowej postaci nie zaśpiewa zapowiadany wcześniej Artur Ruciński, z kanału orkiestrowego dobiegły mnie dźwięki strojących się muzyków, z wybijającym się ku mojemu zaskoczeniu fanfarowym motywem ze wstępu do „Kawalera srebrnej róży”, ćwiczonym przez waltornistów.

Eugeniusz Oniegin 54-308

Czyżby w ostatniej chwili zmieniono i tytuł, pomyślałem? Okazało się, że zagrana przed półtora miesiącem wymagająca partytura Richarda Straussa zaowocowała na trwałe wybornym brzmieniem orkiestry Opery Wrocławskiej, tym razem poprowadzonej przez Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego. Dzięki temu dyrygent mógł w pełni odsłonić symfoniczny charakter partii orkiestrowej w piątej operze Piotra Czajkowskiego. To ona w głównej mierze kreuje świat przedstawiony, odmalowując zarazem cechy osobowe pojawiających się postaci i dopowiadając targające nimi namiętności.


Ale kiedy trzeba, w ustępach baletowych, w walcu, polonezie czy mazurze, wydobywa zarówno ich wdzięk i taneczność, jak i burzliwość, gdy stanowią tło dla rozgrywających się konfliktów.

Eugeniusz Oniegin 54-316

Na pierwszą część wrocławskiego przedstawienia „Eugeniusza Oniegina” składają się sceny z życia rosyjskiej prowincji, poświęcone rodzinie Łarinów. Dominuje w nich historyczna i miejscowa rodzajowość, z którą w pełni korespondowałby skądinąd usunięty chór żniwiarzy, oddających dziedziczce hołd. Od przybycia z wizytą Leńskiego z Onieginem, akcja ogniskuje się wokół jego słomkowego kapelusza, który nieopatrznie powierza niani Filipiewnie, sprawującej odtąd kontrolę nad nim, a za jego pośrednictwem i nad jego właścicielem. W ten sposób kapelusz trafia do sypialni Tatiany, w której nieci uczucie do nieznajomego, który zjawił się jakby wprost z kart czytanych przez nią romansów. 


Jej zapałów nie studzi nawet brutalność z jaką wyraża się on o konieczności sprawowania opieki nad schorowanym wujem. Drugą część tworzą epizody z wielkiego, petersburskiego świata, dokąd Oniegin przybywa z podróży po świecie, odbytej po tragicznym pojedynku z Leńskim, a gdzie odnajduje przemienioną Tatianę, już nie prowincjonalną i naiwną dziewczynę, ale w pełni obytą i pewną siebie księżnę Griemin. To jej przeistoczenie odbywa się zresztą naocznie przy dźwiękach Poloneza.

Eugeniusz Oniegin 54-154

Pierwszego wieczora przedstawienie toczyło się dość nieśpiesznie, wywołując momentami wrażenie pewnej monotonii. Pełny nerw sceniczny zyskało dopiero nazajutrz. Kapelmistrz umiejętnie zarysowywał i przeprowadzał kulminacje jak to wieńczące połowę II aktu, a zarazem wspomniana pierwszą część spektaklu  concertato <W waszem domie>. 


Z trzech oglądanych ostatnio odtwórców Oniegina (Mariuszów: Kwietnia w Krakowie i Godlewskiego we Wrocławiu) najbardziej przypadł mi do gustu najmłodszy i najmniej utytułowany z nich – Tomasz Rak, który w ostatniej chwili zastąpił wspomnianego Rucińskiego. Mimo niedługiego stażu scenicznego, artysta ten potrafił bardzo rozważnie rozłożyć siły na całe przedstawienie, dzięki czemu uniknął ich przedwczesnego wyczerpania.

Eugeniusz Oniegin 54-283

A zatem nie zabrakło ich na finał, łącznie z końcową, rozdzierającą  inwokacją Pozor! Toska! O żałkij, żrebij mój!, czego nie da się powtórzyć o bywalcu największych scen świata. Poza tym, w zależności od sytuacji i stanu ducha bohatera śpiewak różnicował barwę głosu, dając wielowymiarowy portret muzyczny tej postaci.


W głosie Mariusza Godlewskiego pojawiły się pewne oznaki zmęczenia i zwłaszcza w górnym rejestrze traci on swój blask i pewność brzmienia, a także jego nośność na tle symfonicznego tutti orkiestrowego pozostawiała nieco do życzenia. 

Eugeniusz Oniegin 54-75 

Wszystkie te niedostatki artysta, jak zawsze, umiał zrekompensować środkami aktorskimi, ogniskując na przykład całe wewnętrzne spięcie postaci, towarzyszące kulminacyjnemu, a zarazem przełomowemu spotkaniu z Tatianą, w zaciśniętej pięści, stopniowo się rozwierającej i wyciągającej ku lekkomyślnie kiedyś odepchniętej kobiecie.

Eugeniusz Oniegin 54-94

Wcześniej potrafił swoje arioso z I aktu Kogda by żyzń domasznym krugom zakończyć w bardzo muzykalny sposób nastrojowym falsetem. 


Obecnym tenorom, wykonującym partię Leńskiego, całkowicie obca jest rosyjska maniera wykonawcza, nakazująca tenorom lirycznym, odznaczającym się większą giętkością głosu, dla celów wyrazowych sięganie w górze skali po brzmienie falsetowe.

Eugeniusz Oniegin 54-227 

Współcześni wykonawcy, dysponujący na ogół odmianą lirico spinto, wykrzykują nastrojową arię przed pojedynkiem Kuda, kuda, kuda wy udaliliś? pełnym głosem, często nie różnicując nawet dynamiki.

Eugeniusz Oniegin 54-230

Z podobnym niezrozumieniem jej specyfiki mieliśmy do czynienia w przypadku Arnolda Rutkowskiego, przywodzącego na myśl Enrica Caruso, który swego czasu nagrał ją po francusku. Aliści, w ostatniej chwili artysta zatarł to wrażenie wyjątkowo pięknym i wrażliwym wykończeniem frazy, zamykającej arię.

 


Z kolei Igor Stroin śpiewał z większym wyczuciem stylu i pewną dozą subtelności, ale jego sylwetka nie pozwalała uwiarygodnić tej postaci, zwłaszcza że kostiumolog raczej mu w tym nie pomogła. Zwłaszcza w karykaturalny strój przyodziała go podczas maskarady z okazji urodzin Tatiany, Onieginowi zaś każąc się pojawić w przebraniu niedźwiedzia, co Mariusz Godlewski potrafił wygrać z kocia wręcz zręcznością.

Eugeniusz Oniegin 54-312 

Z obydwu odtwórczyń Tatiany – Magdalena Molendowska dysponuje lepiej ustawionym głosem i bardziej rozwiniętą techniką operowania nim, podczas gdy śpiew Joanny Zawartko odznacza się większą dozą ekspresji. Obydwie w kluczowej scenie pisania listu wykazały się na przemian w równej mierze liryzmem, co i dramatyzmem, odznaczając się jednocześnie znaczną kulturą wokalną, sprawiającą, że nawet w ustępach wykonywanych fortissimo i przebiegających w wysokim rejestrze, ich głosy nie przybierały ostrego zabarwienia, ani forsownego brzmienia.


Jadwiga Postrożna to teraz najlepsza Olga w Polsce, a może, trawestując arioso Oniegina, „jeszczo dalsze”. Piękny głos o rozległym wolumenie, a przy tym dość elastyczny, pozwolił stworzyć obraz chyba jedynej postaci, potrafiącej cieszyć się z życia zamiast we wszystkim dopatrywać się powodu do cierpień. 

Eugeniusz Oniegin 54-27 

Niewiele ustępuje jej Katarzyna Haras, dysponująca lżejszą odmianą mezzosopranu, zgodną z młodzieńczą naturą postaci, oraz na poły chłopięcą sylwetką (w „Kawalerze srebrnej róży” wcieliła się w Oktawiana), co nie jest bez znaczenia, jeśli zważy się, iż na początku spektaklu  przebrana została w kostium huzara. Edward Kulczyk z drugiej obsady wreszcie dysponował odpowiednimi warunkami wokalnymi w epizodycznej, stąd często lekceważonej wykonawczo, niemniej  istotnej partii Triqueta, którego występ ogranicza się do odśpiewania kupletów, wymagających wszelako wdzięku, by zabrzmiały w należyty sposób. Poza tym, w jego wydaniu można było wreszcie zrozumieć występującą w nich francuszczyznę.


Niczym w książęcym teatrze w Meiningen, gdzie główni protagoniści następnego dnia kierowali grupą statystów, Tomasz Rudnicki, w poprzedniej premierze występujący jako Ochs, tym razem przydał rangi drobnej rólce Zarieckiego.

Eugeniusz Oniegin 54-18

Zwornikiem obydwu obsad była występująca w nich Dorota Dutkowska, która obdarzyła postać niani Filipiewny dodatkową charakterystycznością, nie tylko za sprawą barwy głosu, ale i jedynego anachronicznego rekwizytu – czarnych okularów – upodabniając się tą dwuplanowością  do podobnego rodzaju postaci mozartowskich (Despiny czy Papageny), udających kogoś innego. Inscenizacja nie jest szczególnie odkrywcza, ani oryginalna, zwłaszcza w porównaniu z monumentalną inscenizacją „Borysa Godunowa” sprzed ośmiu lat, autorstwa tego samego reżysera – Jurija Aleksandrowa. 


Scenerii dostarcza odtworzona po środku architektura parkowa, a zmiany miejsca akcji sugerują obroty sceny oraz towarzyszące im zmiany oświetlenia: wschód słońca, następujący po scenie pisania listu, przesuwający fotel z siedzącym w nim Onieginem, zatopionym w lekturze listu od Tatiany, wreszcie żywe statuy (Aleksandr Rodczenko wspominał, iż za czasów jego ojca tworzyli je pańszczyźniani chłopi obsypani ryżowym pudrem), przypominające wizerunki Hestii z pochodnią w dłoni.

Eugeniusz Oniegin 54-323

Scenerię tę uzupełniają w zasadzie historyczne kostiumy, choć bardziej odnoszące się do czasów kompozytora niż poematu Aleksandra Puszkina, stanowiącego podstawę operowego libretta. Jak z tego widać, krytyków nigdy nie sposób zadowolić: jak inscenizacja jest nowoczesna – źle, jak staroświecka też niedobrze…

                                                                       Lesław Czapliński