Przegląd nowości

Maciejewski stereo i w kolorze

Opublikowano: poniedziałek, 02, luty 2015 12:13

30 obrazów, 38 rysunków oraz 14 rzeźb  prof. Czesława Dźwigaja, wszystko zgromadzone w niezbyt obszernej Sali Bankowej Polskiego Wydawnictwa Muzycznego  w Warszawie, robią wrażenie lamusa, bo są zbyt natłoczone. Na to artysta tej miary nie powinien się zgodzić.

Dzwigaj 1

Dodatkową niedogodność sprawia to, że każda z prac malarskich umieszczona na odrębnym statywie – pulpicie z wmontowanym odtwarzaczem i wyposażona w ciężkie słuchawki stereo chwieje się w momencie wciskania guzika. Gdy odwiedzam wystawę tydzień po wernisażu żaden odtwarzacz muzyki nie działa, część guziczków jest już zaklejona taśmą. Twórcom wystawy chodziło o to, by oglądając konkretny obraz można było posłuchać odpowiedni fragment wspaniałego utworu Romana Maciejewskiego Missa pro defunctis, do którego dana praca się odnosi.


Spoglądam na prace plastyczne prof. Dźwigaja jako autorka analogicznego cyklu inspirowanego Niemieckim Requiem Johannesa Brahmsa, a także Stabat Mater Karola Szymanowskiego i zdaję sobie sprawę jak trudno jest przełożyć na język sztuk wizualnych dzieła muzyczne o poważnym, żałobnym charakterze, przepojone duchem humanizmu. Autor wystawy Homage to Requiem podjął ogromny wysiłek, z drobiazgową dokładnością odniósł się do poszczególnych strof i fraz utworu Romana Maciejewskiego zachowując przy tym jednolitą stylistykę zobrazowania idei odchodzenia, umierania, współczucia, a nawet przerażenia śmiercią. Zajmujący centralną pozycję ogromny obraz przestawiający Sąd Ostateczny posługuje się dosyć oczywistymi symbolami, wcześniej rozpracowanymi w detalach na 30 mniejszych obrazach.

Dzwigaj 2

Z kolei liczne rysunki stanowią jakby odrębne studium biblijnych wyobrażeń apokaliptycznych, zaś rzeźby, będące kodą dzieła (także dzieła muzycznego) są jakby podsumowaniem wcześniej przeprowadzonych rozważań na temat spraw ostatecznych. One też chyba są artystycznie najbardziej wyrafinowane i przejmujące. Obrazy zaprzeczają obecnej modzie panującej wśród plastyków odchodzenia od koloru. Są w dosyć jaskrawych odcieniach – niebieskim, czerwonym, żółtym, zielonym, zakomponowane centralnie i pionowo wydają się być mniej poruszające i nabrzmiałe emocjami w stosunku do pozostałych elementów cyklu. Według mnie artysta stosując czyste barwy złagodził napięcie, które towarzyszy bardzo gęstej i szalenie wyrafinowanej fakturze utworu Romana Maciejewskiego. Bliższe atmosferze tego dzieła muzycznego są szalenie perfekcyjnie, benedyktyńsko dokładne rysunki oddające zarazem skalę wyobraźni figuratywnej twórcy.


Ale tak naprawdę wstrząsające są rzeźby. Ich niewielkie rozmiary sprawiają, iż trochę giną w natłoku prezentowanych prac.

Dzwigaj 3

Gdyby pojawiły się w przestrzeni miejskiej jako monumenty oddziaływałyby wielokrotnie mocniej zagarniając nie tylko masy otaczającego je powietrza, ale także uruchamiając ludzką wyobraźnię, która przecież nie zna granic i nie ma wymiarów.

Dzwigaj 4

Monumentalną, choć mocno stłoczoną wystawę malarsko-rzeźbiarskiego cyklu można oglądać do końca marca.

                                                                            Joanna Tumiłowicz